Karol Czepukojć

Zatory płatnicze mogą prowadzić do upadłości

Firmy obecnie często spóźniają się z płatnościami na rzecz kontrahentów, którzy w efekcie nieterminowo płacą własnym wierzycielom. Tymczasem nawet kilkudniowe opóźnienie w płatnościach nakłada na dłużnika obowiązek złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Opóźnienie w płatnościach na rzecz kontrahentów może stanowić samodzielną podstawę do ogłoszenia upadłości przedsiębiorcy. Zgodnie z polskim prawem upadłość ogłasza się m.in. wówczas, gdy dłużnik nie wykonuje swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Ustawodawca nie zdefiniował przy tym takiego opóźnienia, które w świetle przepisów prawa jest jeszcze dopuszczalne. Nawet kilkudniowe opóźnienie w płatnościach nakłada w świetle prawa na przedsiębiorcę obowiązek złożenia do sądu wniosku o ogłoszenie jego upadłości. Powinno to nastąpić w terminie dwóch tygodni od dnia, w którym wystąpiły pierwsze opóźnienia w płatnościach. Wniosek o ogłoszenie upadłości może być także zgłoszony przez wierzycieli, którzy nie uzyskują na czas należnych im świadczeń pieniężnych, a w ich ocenie nie będą w stanie uzyskać zaspokojenia na drodze windykacji sądowo-egzekucyjnej.

Sąd jest zobowiązany do uwzględnienia wniosku o ogłoszenie upadłości i postawienia przedsiębiorcy w stan upadłości, gdy płatności są przeterminowane o więcej niż trzy miesiące. W przypadku krótszych opóźnień sąd może oddalić wniosek o ogłoszenie upadłości, ale tylko wtedy, gdy suma niewykonanych zobowiązań nie przekracza 10% wartości bilansowej przedsiębiorstwa dłużnika. Sąd podejmie z reguły taką decyzję, gdy uzna, że opóźnienia w płatnościach dotyczą stosunkowo niewielkich kwot, nie mają trwałego charakteru i dłużnik już wznowił płatności lub wkrótce to nastąpi. Dotyczy to więc przypadków krótkotrwałej utraty płynności finansowej i to na małą skalę. Sąd musi mieć jednak na uwadze, iż oddalenie wniosku w żadnym wypadku nie może spowodować pokrzywdzenia wierzycieli dłużnika.

Ustawodawca stanął więc na stanowisku, iż w przypadku niewielkich opóźnień w płatnościach to rolą sądu, a nie dłużnika, jest ocena, czy jest to sytuacja tymczasowa, która nie powinna stanowić podstawy do postawienia dłużnika w stan upadłości, czy jednak jest to stan trwały i dla dobra wierzycieli upadłość powinna zostać ogłoszona. Dłużnik powinien zgłosić wniosek o ogłoszenie upadłości zawsze, gdy traci zdolność terminowego zaspokajania swoich zobowiązań pieniężnych. Sąd może najwyżej oddalić wniosek w przypadku tymczasowego charakteru opóźnień i stosunkowo niskiej wartości zobowiązań, których te opóźnienia dotyczą. Przy czym, oddalając wniosek o ogłoszenie upadłości sąd może, co do zasady, zezwolić na wszczęcie przez dłużnika, i na jego wniosek, postępowania naprawczego.

W praktyce dłużnicy dość rzadko terminowo składają wnioski o ogłoszenie upadłości. Czynią to albo po terminie, albo wcale. Dotyczy to szczególnie małych i średnich przedsiębiorców. Jedną z przyczyn jest negatywne postrzeganie przez otoczenie firm, które złożyły wniosek o ogłoszenie upadłości. Firmę taką automatycznie zaczyna utożsamiać się z bankrutem, co może jeszcze pogłębić trudności dłużnika. Brak działania wiąże się jednak z ryzykiem poniesienia osobiście (przez dłużnika będącego osobą fizyczną) albo przez reprezentantów dłużnika (np. członków zarządu spółki) odpowiedzialności za spóźnione złożenie wniosku albo za brak wniosku. W szczególności wskazać tu należy na odpowiedzialność odszkodowawczą za szkodę wyrządzoną na skutek niezłożenia wniosku w terminie czy na odpowiedzialność karną nawet z pobawieniem wolności włącznie. Dłużnik, który ma trudności z zachowaniem płynności finansowej, powinien każdorazowo ocenić wskazane tu ryzyka i być świadomy ich istnienia.

Polska jest obecnie jednym z europejskich „liderów” pod względem ilości zatorów płatniczych, tuż za Hiszpanią i Portugalią. Badanie przeprowadzone w maju 2012 roku przez Business Center Club wśród przedsiębiorców-członków BCC z całej Polski pokazuje, że aż 79% ankietowanych przedsiębiorców czeka na uregulowanie już przeterminowanych płatności ponad miesiąc. Płatności opóźnione o ponad trzy miesiące stanowią w Polsce aż 9,8% ogółu płatności, gdy średnia dla całej Europy wynosi jedynie 2,9% (dane za: Debata BCC pt. „Okrągły stół nt. zatorów płatniczych). Dane te mogą zwiastować, iż czeka nas wzrost liczby upadłości polskich firm, co przy niedoskonałości przepisów regulujących tryb upadłości układowej może skutkować likwidacją znacznej ich liczby. W I półroczu 2012 roku ogłoszono w Polsce upadłość około 415 firm, z czego blisko 82% w trybie likwidacyjnym (dane za: Raport Coface z dnia 2 lipca 2012 roku). W przyszłości może powszechnie dochodzić do tzw. efektu domina, kiedy upadłość jednej firmy będzie pociągać za sobą niewypłacalność, a w efekcie upadłości także jej kontrahentów. Przykładem są obecne, postępujące w szybkim tempie trudności firm budowlanych pracujących w roli podwykonawców przy budowie autostrad.

Remedium na możliwość wystąpienia tzw. efektu domina wywołanego zatorami płatniczymi mogłoby stanowić postępowanie naprawcze. Znajduje ono zastosowanie do firm, które zaczynają odczuwać trudności finansowe, ale jeszcze na bieżąco regulują swoje wymagalne zobowiązania pieniężne. Celem takiego postępowania jest ochrona przed niewypłacalnością. Obecne przepisy sprawiają jednak, iż jest ono trudno dostępne i praktycznie niewykorzystywane w praktyce. Jednym z wyzwań stojących przed ustawodawcą jest więc taka zmiana prawa, która zdecydowanie zwiększy dostępność postępowania naprawczego i upowszechni tę instytucję prawa wśród firm.

Karol Czepukojć, Zespół Upadłości i Restrukturyzacji kancelarii Wardyński i Wspólnicy

Tekst ukazał się 11 września 2012 roku w serwisie eGospodarka.pl