Z drogerii na wokandę, czyli o co spierają się podmioty z branży kosmetyków i perfum w Polsce


Na rodzimym rynku kosmetyków i perfum znajdziemy zarówno globalnych producentów, jak i polskie marki. Te ostatnie radzą sobie coraz lepiej. Rynek kosmetyków w Polsce wciąż rośnie. Dynamiczny wzrost odnotowywano zwłaszcza w ostatnich latach. Zaostrza się też konkurencja. Może ona prowadzić do wzrostu liczby spraw sądowych dotyczących praw własności intelektualnej. Poniżej wskazujemy, co wedle naszych doświadczeń bywa najczęstszym przedmiotem sporów podmiotów z branży.

Oryginalne, ale nie na ten rynek

Nasza praktyka i obserwacje wskazują, że znaczna część spraw, które trafiają na wokandy sądów, dotyczy opatrzonych znakiem towarowym wyrobów perfumeryjnych, które są sprzedawane w Polsce, mimo że wcześniej nie zostały wprowadzone do obrotu na terenie EOG przez uprawnionego ze znaku lub za jego zgodą. Chodzi więc o perfumy, które są oryginalne, ale – w uproszczeniu – zostały przez uprawnionego przeznaczone na inny rynek, np. azjatycki lub amerykański, i nie powinny były trafić do sprzedaży na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Z omawianym procederem często ściśle wiąże się kwestia usuwania, zasłaniania lub przerabiania kodów produkcyjnych identyfikujących perfumy albo ich przepakowywania w inne opakowania. Niekiedy w grę wchodzi również sprzedaż perfum w ogóle nieprzeznaczonych przez uprawnionego do sprzedaży, np. testerów. Uprawniony ze znaku towarowego umieszczonego na takich perfumach ma prawo sprzeciwić się wyżej wskazanym praktykom. Sądy coraz częściej uwzględniają powództwa w tego rodzaju sprawach.

Tzw. lookalike

Zdarza się, że niektórzy producenci kosmetyków lub perfum, wprowadzając na rynek nowy produkt, wybierają drogę na skróty i nieuczciwie upodobniają opakowania swoich produktów do opakowań innych, zwłaszcza znanych marek (ang. tzw. lookalike packagings). Upodobnienie dotyczy zwykle dwóch obszarów – z jednej strony kształtów opakowań, z drugiej ich strony graficznej, w tym kompozycji, układu, grafiki, kolorystyki, czcionek.

W naszej praktyce spotykamy się z upodobnionymi w ten dwojaki sposób opakowaniami błyszczyków do ust, tuszy lub odżywek do rzęs, cieni do powiek, butelkami lub zewnętrznymi opakowaniami perfum. Często naruszyciele „odwracają kolory”, stosują lustrzane odbicie niektórych elementów opakowania lub upodabniają ukształtowanie pojemników, w tym ich charakterystyczne profilowanie lub wypukłości. W przypadku towarów takich jak kremy czy żele pod prysznic upodobnienie dotyczy raczej samej warstwy graficznej opakowań lub etykiet, rzadziej kształtu. Często poszczególne elementy opakowania różnią się od poszczególnych elementów opakowań oryginalnych, ale mimo wszystko ich nagromadzenie i kompozycja sprawiają wrażenie podobieństwa. Takie upodobnienie powoduje, że klienci sięgają po znane sobie opakowanie, nawet gdy nie jest ono identyczne z opakowaniem produktu oryginalnego. Dzięki temu taki produkt zyskuje natychmiastowy zbyt, bez konieczności prowadzenia akcji promocyjnych, wydatków na reklamę itp.

Walka z tego rodzaju naruszeniami nie jest łatwa, ale powinna być prowadzona. W ich konsekwencji dochodzi do naruszenia zasad uczciwego konkurowania. Część klientów, kierując się wyglądem opakowania, pomyli towary lub ulegnie złudzeniu, że towary w podobnym opakowaniu mają cechy towarów znanych im wcześniej. Nasza praktyka wskazuje, że z takimi naruszeniami można skutecznie walczyć. Wiele ze spraw kończy się zawarciem ugód.

Nieco łatwiej, zwłaszcza przed sądem, bywa, kiedy uprawniony może przeciwstawić naruszającemu opakowaniu wzór przemysłowy, który ucieleśnia zewnętrzną postać jego produktu. W jednej z takich spraw sąd, wskazując na naruszenie wzoru przemysłowego, zakazał pozwanemu wprowadzania do obrotu tuszy do rzęs w opakowaniach o podłużnym kształcie i charakterystycznym profilowaniu, których powierzchnia boczna jest wyprofilowana łukowo, z wypukłością pośrodku, składających się z dwóch części, z czego część dolna stanowi pojemnik, zaś górna w widoku z góry ma postać elipsy, a w widoku z boku postać bryły ściętej u góry pod kątem ostrym (wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 31 stycznia 2013 r., XXII GWwp 16/12).

Z jednej strony wiele słabych znaków…

W branży kosmetycznej często wybierane są stosunkowo proste i mało odróżniające oznaczenia, które mają identyfikować produkt. Często są to oznaczenia opisowe, wskazujące na rodzaj towarów lub wyrażenia charakterystyczne dla produktów tego rodzaju. Nie jest to dobry kierunek. Konsekwencją są problemy z późniejszym dochodzeniem ochrony takich oznaczeń, nawet mimo ich rejestracji jako znaku towarowego.

Przykładem może być oznaczenie słowne, w którym występowały wyrazy: happy, dorfiny, derm, fito. Sąd wskazał, że słowa te w dużej mierze opisują produkt kosmetyczny i jego właściwości. Są powszechnie stosowane przez przedsiębiorców oferujących do sprzedaży kosmetyki. Tymczasem oznaczenie, którego ochrony powód dochodził, składało się wyłącznie z tych słów. Niestety połączenie tych wyrazów nie wzmocniło zdolności odróżniającej znaku.

Co ciekawe, kwestia tzw. rodzajowości oznaczenia pojawia się również w polskich wyrokach dotyczących znaku towarowego BOTOX. Pozwani w tych sprawach podnoszą, że oznaczenie weszło do języka potocznego. Sądy jednak wskazują, że nie pozbawia to znaku towarowego BOTOX zdolności odróżniającej. Jest on bowiem używany tylko dla określenia konkretnego preparatu, a nie dla różnych produktów, które łączy posiadanie określonych wspólnych cech. Sądy podkreślały, że akurat w tym wypadku powszechna znajomość nie pozbawia znaku towarowego zdolności odróżniającej, lecz ją wzmacnia (wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 1 września 2015 r., XXII GWzt 17/15, nieprawomocny).

Warto podać także inny przykład. W jednym z wyroków sąd uznał oznaczenie PANORAMIC przeznaczone dla tuszy do rzęs za silnie odróżniające. Wskazał, że umożliwia ono skojarzenie z efektem uzyskiwanym przy stosowaniu produktu, ale go nie opisuje, pozwalając działać wyobraźni nabywcy, w którego pamięci pozostaje to skojarzenie. W tej sprawie (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 lutego 2009 r., I ACa 944/08) sąd uznał, że oznaczenie PANORAMA, używane dla takich samych produktów, czyli tuszy do rzęs, powoduje ryzyko konfuzji i narusza prawa ze znaku towarowego PANORAMA.

Próba dochodzenia ochrony nieodróżniających oznaczeń może zakończyć się niepowodzeniem. Sądy podkreślają, że konsekwencje wyboru „słabego” znaku obciążają powoda. Dlatego wybór oznaczenia powinien być przemyślany i uwzględniać realną możliwość późniejszego dochodzenia jego ochrony. Nasze doświadczenia wskazują, że ta kwestia bywa często zaniedbywana.

…z drugiej wiele silnych

Na drugim biegunie, w opozycji do dużej grupy znaków ewidentnie słabych, dostrzegamy w omawianym sektorze równie charakterystyczne nagromadzenie silnych, renomowanych znaków towarowych. Niewiele jest innych rynków, na których funkcjonuje ich tak dużo. Co więcej, część z nich to znaki kojarzone z wysoką jakością i luksusem. Kwestia renomowanych znaków towarowych pojawia się też w orzeczeniach polskich sądów. I tak np. sądy wskazały na naruszenie renomowanego znaku towarowo Cartier, przeznaczonego dla wyrobów perfumeryjnych przez pozwanego posługującego się oznaczeniem Chartier. W tej sprawie zresztą sąd przesądził również o konfuzyjnym podobieństwie i naruszeniu zasad uczciwej konkurencji (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 22 lutego 2011 r., V ACa 507/10). W innym wyroku dotyczącym tej sprawy sąd arbitrażowy wskazał m.in. na naruszenie praw powoda do renomowanego znaku Cartier w wyniku rejestracji nazwy domeny chartier.pl (por. wyrok Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych z 12 marca 2015 r., 57/14/PA), pod którą pozwany prowadził sklep internetowy z wyrobami perfumeryjnymi. Innym znakiem towarowym, którego renomę potwierdzono, jest np. REXONA (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 26 lutego 2013 r., I ACa 1001/12) czy wspomniany już BOTOX.

Zamienniki zamiast własnych znaków

Jeszcze inny rodzaj spraw to te, w których pozwani używają znaków towarowych podmiotów trzecich w informacji handlowej o własnych produktach. Dotyczy to zwłaszcza oznaczeń luksusowych perfum. Naruszyciele posługują się sformułowaniami takimi jak „alternatywa dla”, „perfumy alternatywne”, „perfumy alternatywne inspirowane”, „perfumy zamienniki inspiracja” czy „odpowiedniki perfum”, po których umieszczają dany znak towarowy. Naruszyciele wskazują, że ich działania są usprawiedliwione koniecznością poinformowania odbiorców o cechach, właściwościach i przeznaczeniu własnych wyrobów. Sądy jednak zwykle słusznie uznają takie działania za bezprawne i naruszające funkcję odróżniającą oraz reklamową znaków towarowych. Stosowany przez pozwanych zabieg ma bowiem na celu skłonienie do nabycia własnych produktów przez przeniesienie na nie pozytywnych wyobrażeń konsumentów o jakości lub skuteczności wiązanych z wcześniejszym, zwykle znanym znakiem towarowym.

Kosmetyk czy chemia gospodarcza?

W jednej ze spraw, która zawisła na wokandzie sądu, problematyczne okazało się ustalenie podobieństwa towarów opatrywanych przeciwstawianymi znakami towarowymi. Spór dotyczył znaku towarowego KINDII, którego powód używa dla produktów kosmetycznych do pielęgnacji ciała dziecka, i spornego oznaczenia KINDY LOVE, którym pozwany opatruje produkty chemii gospodarczej przeznaczone do prania odzieży i bielizny dla dzieci. Sądy niższych instancji uznały, że towary obu stron kierowane są do konsumentów zainteresowanych produktami dla małych dzieci i niemowląt. Mimo to nie przyjęły, że zachodzi podobieństwo towarów. W konsekwencji uznały, że brak jest ryzyka konfuzji, skoro w warunkach rynkowych towary oferowane przez strony nie są substytutywne, a łączy je jedynie tożsamy krąg nabywców. Sprawa, na skutek skargi kasacyjnej powoda, trafiła do Sądu Najwyższego (wyrok SN z 11 lutego 2015 r., I CSK 50/14). Sąd Najwyższy przekazał sprawę do ponownego rozpoznania sądowi apelacyjnemu i polecił zbadać nie tylko rzeczywisty i aktualny zakres korzystania ze znaku przez powoda, lecz cały zakres towarów lub usług, dla których znak został zarejestrowany. Wyrok, który będzie w tej sprawie wydany, może dostarczyć ciekawych informacji dotyczących podobieństwa towarów, zwłaszcza tych z pogranicza kosmetyków i produktów innego rodzaju, np. chemicznych, medycznych czy farmaceutycznych.

Podsumowanie

Jeśli rynek kosmetyków i perfum będzie się rozwijać, a tak pewnie będzie, należy liczyć się z rosnącą liczbą potencjalnych punktów spornych. Jak wskazano powyżej, sprawy dotyczące naruszeń praw własności intelektualnej i zasad uczciwej konkurencji w branży kosmetyków i perfum niewątpliwie mają swoją specyfikę. Powyżej skupiliśmy się wyłącznie na produktach. Nie powinno jednak uchodzić z pola widzenia, że rynek kosmetyczny to nie tylko towary, ale także, a może przede wszystkim, usługi – różnorakie zabiegi kosmetyczne, masaże, terapie, spa, konsultacje czy szkolenia. Naruszenia mogą więc pojawiać się na zdecydowanie szerszym obszarze.

Lena Marcinoska, adwokat, praktyka własności intelektualnej kancelarii Wardyński i Wspólnicy