Wspólnik każe, zarząd musi?


Czyli kilka uwag o granicach autonomii decyzyjnej zarządu względem wspólników (akcjonariuszy) spółki.

Jakkolwiek spółki kapitałowe posiadają osobowość prawną, to jednak, co zrozumiałe, nie sposób przypisać im cech i przymiotów właściwych osobom fizycznym. Po pierwsze, co oczywiste, osoby prawne istnieją tylko dlatego i o ile ich istnienie dopuszczają właściwe przepisy, a po drugie spółki są zawiązywane i funkcjonują z inspiracji i w interesie innych podmiotów. Nie są więc w tym sensie bytami samoistnymi.

Zarazem spółki, nie mając przymiotów właściwych osobom fizycznym, nie działają „same”, ale w ich imieniu („za nie”) działają specjalnie w tym celu powołani zarządcy. Pełnią oni rolę organów spółek, a ich działania w określonych sytuacjach stanowią działania samych spółek.

Wreszcie, choć spółki kapitałowe posiadają przymiot osobowości prawnej i formalnie stanowią byty niezależne od swoich właścicieli (wspólników czy akcjonariuszy), to jednak ich działanie ma służyć realizacji celów poruczonych im przez właścicieli właśnie.

W praktyce niejednokrotnie się zdarza, że określone działanie spółki jest niekorzystne dla niej samej, a zarazem bardzo korzystne dla jej wspólników (akcjonariuszy) lub na odwrót.

Nie jest celem niniejszego artykułu poruszanie niezwykle złożonej problematyki relacji między interesem spółki a interesem jej właścicieli. Warto jedynie zauważyć, że relacje te, uważane w nauce prawa za element problematyki tzw. prawa koncernowego (holdingowego), nie doczekały się dotąd systemowego uregulowania w polskim prawie.

Dlatego nasuwa się postawione w tytule pytanie – czy, a jeżeli tak to kiedy i w jakim zakresie zarząd spółki kapitałowej winien uwzględniać interes wspólnika (akcjonariusza). Jest to więc pytanie o granice, w jakich właściciele spółki mogą skutecznie nakazać jej zarządcom dokonywanie pewnych czynności i, odpowiednio, powstrzymanie się od dokonania innych.

Gdy cele stają się sprzeczne

Zawiązując spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółkę akcyjną, jej wspólnicy (akcjonariusze) określają w szczególności jej cele, wyposażają spółkę w narzędzia służące realizacji tych celów (w tym w mienie) oraz, w zakresie dopuszczonym w Kodeksie spółek handlowych, mogą kształtować tzw. ład korporacyjny spółki. Na ten ostatni składają się m.in. wzajemne relacje pomiędzy organami spółki, ich uprawnienia i obowiązki.

Już w czasie funkcjonowania spółki właściciele mogą oczywiście modyfikować powyższe elementy, dostosowując je do zmieniających się warunków ekonomicznych czy przyświecających im celów. Nierzadko jednak tego rodzaju ingerencje w spółkę okazują się niewystarczające, zwłaszcza gdy zarysowuje się rozdźwięk pomiędzy tym, jak kierunek działalności spółki postrzega zarząd, a tym, jak widzą go wspólnicy.

W takich przypadkach pojawia się oczywiście pytanie o to, czy wspólnicy mogą w jakiś sposób wymóc na zarządzie dostosowanie się do swoich oczekiwań. Nie ulega wątpliwości, że wspólnicy mogą w zasadzie w każdej chwili doprowadzić do wymiany osób wchodzących w skład zarządu, jeśli rozbieżność jego polityki z zamierzeniami wspólników okaże się dla tych ostatnich nieakceptowalna. Jednak tak radykalne rozwiązanie wcale nie gwarantuje sukcesu. Nie wiadomo przecież, czy nowi członkowie zarządu będą dostatecznie ulegli wobec wspólników.

Należy więc rozważyć inne rozwiązania, które skutkowałyby prawnym zobowiązaniem zarządców do określonego zachowania (działania lub zaniechania).

Kwestia odpowiedzialności

Przyjmując na moment dopuszczalność tego rodzaju ingerencji wspólników (akcjonariuszy) w sferę kompetencji zarządu, należy zwrócić uwagę, że z pełnieniem funkcji zarządcy spółki wiąże się nieodłącznie problem odpowiedzialności tak za podejmowane przez zarząd działania, jak i za zaniechania (gdy określone działanie nie nastąpiło, choć powinno było nastąpić). Kodeks spółek handlowych stanowi, że członkowie zarządu spółki z o.o. i spółki akcyjnej odpowiadają wobec spółki za szkodę wyrządzoną jej działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami umowy spółki (statutu), chyba że nie ponoszą w danym przypadku winy (art. 293 § 1 oraz art. 483 § 1 k.s.h.). Członkowie zarządu spółki z o.o. mogą w pewnych przypadkach ponosić, solidarnie ze spółką, odpowiedzialność względem osób trzecich (wierzycieli spółki), w szczególności w przypadku, gdy egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna. (art. 299 § 1 k.s.h.). Wreszcie członkowie zarządu obydwu omawianych typów spółek mogą ponosić odpowiedzialność za szkodę (tak w stosunku do spółki, jak i osób trzecich) na zasadach ogólnych (art. 300 i art. 490 k.s.h.).

Z drugiej strony tak wspólnicy, jak i akcjonariusze (ci pierwsi z wyjątkami w zasadzie niemającymi zastosowania do omawianych spraw) nie ponoszą podobnego rodzaju odpowiedzialności, nawet wtedy, gdy wywierają faktyczny wpływ na działanie spółki.

Oznacza to, że ślepe wykonywanie poleceń wspólników (akcjonariuszy) nie wyklucza odpowiedzialności zarządców tak wobec spółki (gdyby wskutek zachowania zarządców spółka poniosła szkodę), jak i osób trzecich.

Kto może wydawać polecenia zarządowi?

Starając się nakierować powyższe abstrakcyjne rozważania na tory wyznaczone w Kodeksie spółek handlowych, należy zwrócić uwagę, że ustawodawca wprowadził wprost dwojakiego rodzaju ograniczenia odnoszące się do wywierania przez wspólników (akcjonariuszy) wpływu na członków zarządu.

Po pierwsze, wyłączona została możliwość wydawania zarządowi wiążących poleceń przez radę nadzorczą (art. 219 § 2 i art. 3751 k.s.h.). Jest to więc ograniczenie wpływu, jaki właściciele mogliby wywierać na zarządców poprzez swoich przedstawicieli w organie, który – zgodnie z intencją ustawodawcy – ma pełnić jedynie funkcje nadzorcze (co do zasady kontrolować działalność zarządu i raportować właścicielom o sytuacji w spółce).

Po drugie, wyłącznie w odniesieniu do spółki akcyjnej, ustawodawca zakazał wydawania wspomnianych poleceń przez walne zgromadzenie (wspomniany już art. 3751 k.s.h.).

Podobnego zakazu próżno jednak szukać w przepisach odnoszących się do spółki z o.o. W uzasadnieniu do projektu ustawy wprowadzającej do Kodeksu spółek handlowych art. 3751 tłumaczono to tym, że w praktyce spółek z o.o. faktyczne zarządzanie spółką przez wspólnika bez mandatu członka zarządu ma bardzo często miejsce. Tym samym, zdaniem projektodawcy (którym była w tym przypadku Rada Ministrów), wprowadzenie analogicznej regulacji groziłoby sprowadzeniem praktyki wydawania członkom zarządu poleceń przez wspólników „do podziemia, eliminując jakiekolwiek ślady oddziaływania wspólników na spółkę.

Dualizm regulacji tyczących się wydawania zarządowi poleceń powoduje wspomniane już problemy w zakresie kodeksowych zasad odpowiedzialności członków zarządu. O ile nie ulega wątpliwości, że członek zarządu postępujący w sposób zgodny z poleceniem wspólników nie może z tego faktu czynić oręża chroniącego go przed odpowiedzialnością przewidzianą w art. 299 k.s.h., to jednak – jak się wydaje – jego odpowiedzialność wewnątrzspółkowa (przewidziana w art. 293 §1 k.s.h.) doznaje daleko idącego ograniczenia. I tak, jeżeli swoim postępowaniem zgodnym z uchwałą podjętą przez wspólników członek zarządu wyrządził spółce szkodę, to o ile jego postępowanie nie było sprzeczne z prawem lub umową spółki, nie powinno stanowić podstawy do pociągnięcia takiej osoby do odpowiedzialności względem spółki.

Oczywiście w przypadku, gdy członek zarządu nie zgadza się na wykonywanie poleceń wydawanych mu przez wspólników, może w każdym wypadku zrezygnować z pełnionej funkcji (o tym, jak powinien to uczynić, pisaliśmy już wcześniej na łamach Co do zasady).

Co innego spółka akcyjna, co innego spółka z o.o.

Słuszne wydaje się założenie, że działanie zarządcy majątku (którym jest w omawianym przypadku spółka) tylko w interesie tego majątku (spółki) niezgodnie z wolą wspólnika, do którego ów majątek należy, jest w istocie pozbawione sensu. Takie rozdzielenie sfery własnościowej od decyzyjnej jest ze wszech miar uzasadnione w przypadku uwarunkowań organizacyjnych spółki akcyjnej, która z założenia ma służyć prowadzeniu działalności na większą skalę i pozyskiwaniu funduszy na rozwój poprzez emisję akcji. Zwłaszcza to ostatnie powoduje nierzadko daleko idące rozdrobnienie struktury własnościowej. Akcjonariusze spółki akcyjnej nie są z reguły bezpośrednio zaangażowani w prowadzoną przez spółkę działalność, ograniczając się do roli biernych inwestorów, „zatrudniających” profesjonalistów do prowadzenia spraw spółki i jedynie oceniających okresowo ich pracę.

Inaczej ma się ta rzecz w spółkach z o.o., w których zaangażowanie wspólników w sprawy spółki stanowi raczej regułę aniżeli wyjątek od niej. Brak odpowiednika art. 3751 k.s.h. mającego zastosowanie do spółki z o.o. tłumaczy się więc jako jeszcze jeden (m.in. obok prawa osobistej kontroli, odpowiedzialności za nienależne wypłaty otrzymane od spółki itp.) element osobowy w tej spółce, stanowiący o jej odrębności od modelowej spółki kapitałowej, którą w polskim porządku prawnym jest spółka akcyjna.

Maciej Szewczyk, praktyka transakcji i prawa korporacyjnego kancelarii Wardyński i Wspólnicy