Janusz Tomczak

Świąteczny wymiar sprawiedliwości

Czasem wigilijna atmosfera udziela się także zwaśnionym stronom.

Kiedy myślimy albo rozmawiamy o Świętach Bożego Narodzenia, często spotykamy się ze stwierdzeniem, że towarzyszy im albo powinna im towarzyszyć atmosfera miłości i pojednania.

Często sami w obliczu Świąt i zbliżającego się Nowego Roku postanawiamy sobie, że będziemy lepsi, zostawimy złe emocje za sobą, postaramy się lepiej odnosić się do innych i puścić zadawnione urazy w niepamięć.

Jeśli spojrzymy na prawo jako na sposób rozwiązywania sporów i ważenia różnych racji, to dostrzeżemy, że ustawodawca też zdaje się wychodzić z założenia, że pojednanie czy też ugoda to rozwiązanie nie tylko akceptowalne na gruncie formalnym, ale także ze wszech miar pożądane.

Każdy z Kodeksów postępowania, czy to cywilnego, administracyjnego, czy to nawet karnego, zawiera regulacje umożliwiające stronom toczącego się postępowania jego polubowne zakończenie.

W niektórych nawet sytuacjach inicjatywa w tej kwestii nie musi pochodzić od strony postępowania, to organ je prowadzący ma obowiązek nakłaniać strony do zawarcia ugody. Wystarczy wspomnieć chociażby art. 223 Kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi, że przewodniczący we właściwej chwili winien nakłaniać strony do pojednania.

Piszę to wszystko, aby przytoczyć następującą anegdotę.

Otóż pewien sędzia wyznaczał zawsze sprawy tzw. prywatno-skargowe na dzień 24 grudnia. W postępowaniu prywatno-skargowym, a więc w postępowaniu karnym dotyczącym zazwyczaj przestępstw drobnych, ściganych z oskarżenia prywatnego, m.in. obowiązkowo wyznacza się posiedzenie pojednawcze, a jeśli strony się pojednają, postępowanie umarza się. Ów sędzia korzystał z przysługujących mu uprawnień w ten sposób, że wyznaczał posiedzenia w godzinach porannych, w trakcie których – owego 24 grudnia – gorąco namawiał strony do pojednania. Jeśli jednak namowy okazywały się nieskuteczne, przerywał posiedzenie, nakazując stronom stawić się tego samego dnia o godzinie 15 celem kontynuowania postępowania. Zazwyczaj, kiedy o godzinie 15 w Wigilię strony stawiały się w sądzie, były zdecydowanie bardziej skłonne do zawarcia ugody niźli kilka godzin wcześniej. Można by wręcz rzec, że ich skłonność do zawarcia ugody rosła z każdą mijającą chwilą…

Na koniec dnia ogromna większość wspomnianych spraw zakończona była ugodą.

W ten sposób sprytny sędzia osiągał wiele celów, realizując m.in., zasadę, że tam, gdzie prawo karne nie musi wkraczać z ostatecznymi rozstrzygnięciami, nie powinno tego czynić. Pomagał również urzeczywistnić te postanowienia, o których wspominałem, korzystając nie tylko z prawa, ale i z tradycji tak głęboko tkwiącej w większości z nas.

Janusz Tomczak, Zespół Rozwiązywania Sporów i Arbitrażu kancelarii Wardyński i Wspólnicy