Marta Ziółkowska-Nasińska

Sądy przeciwko obowiązkowi filtrowania treści w internecie

Wolność słowa, swobodny dostęp do informacji, wolność działalności gospodarczej – to wolności, z których korzystamy na co dzień. O tym, jakie znaczenie mają również w wirtualnym świecie, świadczą wyroki wydane na przestrzeni ostatnich lat.

Niezależnie od szerokości geograficznej panuje tu powszechna zgoda – prawa podstawowe muszą być respektowane również w sieci, czego gwarantem może być też „wolny” internet. Co jednak w sytuacji, gdy wspomniana wolność internetu sprzyja naruszeniom innych praw, np. praw własności intelektualnej?

Prawa te są dziś – z pewnością bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – zagrożone na skutek rozwoju internetu. Umożliwia on swobodną oraz praktycznie niekontrolowaną cyrkulację treści naruszających prawa własności intelektualnej. Problem właścicieli praw własności intelektualnej polega więc nie tylko na naruszaniu ich praw i umieszczaniu naruszających treści w internecie, ale również na tym, że treści te mogą być dalej przesyłane, przechowywane lub udostępniane za pomocą infrastruktury technicznej podmiotów świadczących usługi w internecie. Są to podmioty świadczące usługi transmisji danych i usługi dostępu do sieci (tzw. zwykły przesył danych, dotyczący najczęściej przedsiębiorców telekomunikacyjnych), usługi automatycznego i krótkotrwałego przechowywania danych w celu przyspieszenia ponownego do nich dostępu (caching) i usługi udostępniania serwerów w celu przechowywania różnego rodzaju danych pochodzących od osób trzecich, w tym stron internetowych (hosting). Obowiązki tego rodzaju podmiotów w zakresie przeciwdziałania naruszeniom praw własności intelektualnej w internecie były w ostatnich latach przedmiotem rozważań sądów polskich i wspólnotowych.

Bezprawna wymiana plików z muzyką

W wyroku z 24 listopada 2011 r. w sprawie Scarlett Extended SA v. SABAM (sygn. C-70/10) Trybunał Sprawiedliwości UE, odpowiadając na pytanie prejudycjalne sądu belgijskiego, wypowiedział się w sprawie obowiązku wdrożenia przez dostawcę dostępu do internetu systemu filtrowania połączeń realizowanych za jego pośrednictwem w celu zapobiegania naruszeniom praw własności intelektualnej.

Jedną ze stron postępowania przed sądem belgijskim była SABAM – organizacja reprezentująca autorów, kompozytorów i wydawców utworów muzycznych oraz zarządzająca ich prawami w zakresie udzielania osobom trzecim zezwoleń na wykorzystanie utworów. Drugą stroną była natomiast spółka Scarlett Extended SA – dostawca dostępu do internetu. SABAM zarzuciła Scarlett, że osoby korzystające z jej usług pobierają z internetu – bez stosownego zezwolenia i uiszczenia opłat – pliki elektroniczne z utworami muzycznymi chronionymi prawami autorskimi pod zarządem SABAM. Pobieranie i wymiana plików następowały przy użyciu programu „peer-to-peer”, który umożliwia wymianę plików w internecie.

SABAM stwierdziła, że za pośrednictwem Scarlett dochodzi do naruszeń praw autorskich reprezentowanych przez nią podmiotów i zażądała od Scarlett podjęcia środków zapobiegających tym naruszeniom. W toku sprawy przed sądem belgijskim biegły nie wykluczył technicznej możliwości wprowadzenia systemu filtrowania i blokowania takiej bezprawnej wymiany plików elektronicznych z muzyką w internecie. Sąd w rezultacie orzekł, że Scarlett ma doprowadzić do zaprzestania naruszania praw autorskich przez jej klientów, uniemożliwiając im przesyłanie lub odbieranie plików elektronicznych z muzyką za pomocą programu „peer-to-peer”.

W apelacji Scarlett argumentowała m.in., że wdrożenie niezbędnego systemu filtrowania i blokowania plików miałoby istotny wpływ na całą sieć oraz oznaczałoby nałożenie ogólnego obowiązku nadzorowania wszelkich połączeń w jej sieci, czego zakazuje art. 15 dyrektywy o handlu elektronicznym 2000/31/WE z 8 czerwca 2000 r. i implementowane na jego podstawie prawo krajowe.

Filtrowanie narusza wolności

W tym stanie faktycznym Trybunał musiał odpowiedzieć na pytanie, czy sąd krajowy może nakazać dostawcy dostępu do internetu wprowadzenie, na jego wyłączny koszt i bez ograniczeń w czasie, systemu filtrowania wszystkich połączeń przekazywanych za pośrednictwem tego dostawcy, w szczególności przy użyciu programów „peer-to-peer”. Taki system filtrowania miałby na celu identyfikowanie przypadków przekazywania plików elektronicznych z utworami muzycznymi chronionymi prawami autorskimi pod zarządem SABAM, a następnie blokowania transferu tych plików.

Trybunał uznał argument SABAM, że taki nakaz wymagałby od dostawcy prowadzenia aktywnego nadzoru nad wszystkimi danymi każdego klienta, co pozostawałoby w sprzeczności z art. 15 dyrektywy o handlu elektronicznym 2000/31/WE. Artykuł ten zakazuje bowiem państwom członkowskim nakładania na usługodawców (dostawców dostępu do internetu, dostawców usług hostingowych itd.) ogólnego obowiązku nadzorowania przekazywanych lub przechowywanych informacji oraz obowiązku aktywnego poszukiwania faktów i okoliczności wskazujących na bezprawną działalność w internecie. Trybunał wskazał ponadto, że taki nakaz – choć ma na celu ochronę praw własności intelektualnej – może prowadzić do naruszenia innych praw podstawowych, takich jak prawo do prywatności, swobodnego komunikowania się, dostępu do informacji czy swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

Po pierwsze, taki nakaz oznaczałby dla dostawcy, korzystającego z prawa wolności prowadzenia działalności gospodarczej, konieczność wprowadzenia – na własny koszt – złożonego, kosztownego i trwałego filtrującego systemu informatycznego. Po drugie, nakaz mógłby negatywnie wpływać na prawa podstawowe klientów dostawcy, mianowicie na ich prawo do ochrony danych osobowych (konieczność analizy wszelkich treści oraz gromadzenia i identyfikacji adresów IP tych użytkowników, od których pochodzą nielegalne treści) oraz na prawo do wolności otrzymywania i przekazywania informacji (ryzyko nieodróżnienia przez system filtrujący treści niezgodnej z prawem od treści zgodnej z prawem i ewentualnego blokowania połączeń treści zgodnych z prawem).

Trybunał przypomniał, że ochrona praw własności, do których należą prawa własności intelektualnej, powinna być ważona względem innych praw podstawowych. Obowiązek zapewnienia równowagi tych praw spoczywa na sądach krajowych. W konsekwencji Trybunał uznał, że wydając nakaz filtrowania przez dostawcę dostępu do internetu sąd krajowy nie spełniłby wymogu zapewnienia odpowiedniej równowagi między prawem własności intelektualnej a wolnością prowadzenia działalności gospodarczej, wolnością otrzymywania i przekazywania informacji oraz prawem do ochrony danych osobowych, co w ocenie Trybunału przemawia przeciwko nałożeniu takiego nakazu na dostawcę.

Potwierdzenie braku obowiązku filtrowania

Trybunał potwierdził swoją argumentację w wyroku z 16 lutego 2012 r. w sprawie SABAM v. Netlog NV (sygn. C-360/10). Przedmiotem rozważań Trybunału były tu obowiązki podmiotów świadczących usługi hostingowe, a dokładnie obowiązek wprowadzenia przez operatora platformy sieci społecznościowej systemu filtrowania informacji przechowywanych na tej platformie w celu uniemożliwienia udostępniania plików naruszających prawa autorskie. Sprawa toczyła się pomiędzy opisywaną powyżej organizacją SABAM a Netlog NV. Ta ostatnia obsługiwała platformę belgijskiej sieci społecznościowej Netlog skierowanej do młodzieży. Zdaniem SABAM sieć społecznościowa umożliwiała korzystanie z chronionych prawem autorskim utworów z repertuaru SABAM – bez jej zgody i bez uiszczania opłat – w ten sposób, że utwory były udostępniane na platformie sieci za pośrednictwem profili użytkowników, a inni użytkownicy mieli do nich dostęp. SABAM żądała od Netlog uiszczenia stosownych opłat oraz zobowiązania się do zaprzestania udostępniania utworów z repertuaru SABAM. W odpowiedzi Netlog podniosła, że spełnienie żądania SABAM sprowadziłoby się do nałożenia na nią obowiązku ogólnego nadzoru przechowywanych przez nią informacji, czego zakazuje prawo krajowe implementujące art. 15 dyrektywy o handlu elektronicznym 2000/31/WE. Oznaczałoby to również konieczność wprowadzenia systemu filtrowania informacji przechowywanych na serwerach Netlog w celu wykrywania plików z utworami z repertuaru SABAM, a następnie ich blokowania.

W tym stanie sprawy Trybunał musiał odpowiedzieć na pytanie, czy sąd krajowy może zobowiązać podmiot świadczący usługi hostingowe do wprowadzenia systemu filtrowania informacji przechowywanych na jego serwerach w celu wykrywania plików elektronicznych zawierających utwory chronione prawem autorskim z repertuaru SABAM, a następnie ich blokowania. Również w tym przypadku, powołując się w całości na swoją argumentację przedstawioną w wyroku w sprawie Scarlett Extended SA v. SABAM, Trybunał stwierdził, że operator platformy nie może zostać zobowiązany do wprowadzenia systemu filtrowania obejmującego wszystkie pliki przechowywane na jego serwerach przez wszystkich użytkowników jego usług. Trybunał powtórzył, że w art. 15 dyrektywy 2000/31/WE przewiduje zakaz nakładania na usługodawcę ogólnego obowiązku nadzoru, a taki obowiązek naruszałby ten zakaz. Ponadto taki obowiązek nie spełniałby wymogu zapewnienia odpowiedniej równowagi pomiędzy ochroną praw własności intelektualnej a ochroną innych praw, takich jak wolność prowadzenia działalności gospodarczej, wolność otrzymywania i przekazywania informacji oraz prawo do ochrony danych osobowych.

Po wyroku w sprawie SABAM v. Netlog NV, potwierdzającym wcześniejsze ustalenia Trybunału, wydaje się, że w orzecznictwie wspólnotowym został już ustalony pogląd: w celu identyfikowania i zapobiegania naruszeniom praw własności intelektualnej nie można wymagać od usługodawców internetowych monitorowania ich zasobów i wprowadzania systemów filtrujących połączenia realizowane za ich pośrednictwem lub treści umieszczane na ich platformach.

Wiedza = odpowiedzialność

Pogląd o braku obowiązku monitorowania sieci potwierdzają również sądy polskie. Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku z 18 stycznia 2011 r. (sygn. akt I ACa 544/10) rozważał zarzut naruszenia dóbr osobistych na stronie internetowej miesięcznika informacyjno-publicystycznego. Sprawa dotyczyła publikacji artykułu, który spotkał się z licznymi komentarzami czytelników na forum umieszczonym pod internetowym wydaniem miesięcznika. Komentarze były skierowane przeciwko bohaterowi artykułu i miały negatywny wydźwięk. Po otrzymaniu zawiadomienia bohatera artykułu o naruszeniu jego dóbr osobistych wpisy te zostały usunięte z forum. Sąd apelacyjny oceniał odpowiedzialność strony pozwanej m.in. na gruncie art. 14 i art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną z 18 lipca 2002 r. I choć uznał odpowiedzialność strony pozwanej, gdyż stwierdził, że powód wiedział o istnieniu bezprawnych treści na forum i nie podjął natychmiastowej reakcji, to wskazał, że usługodawca internetowy nie ma obowiązku monitorowania sieci. Co więcej, nie ma on obowiązku podejmowania kroków w celu wdrożenia oprogramowania monitorującego sieć internetową. Sąd apelacyjny potwierdził, że takiemu usługodawcy można przypisać odpowiedzialność jedynie w sytuacji istnienia po jego stronie stanu wiedzy o bezprawnym charakterze umieszczonych w jego zasobach treści.

Zablokowanie „przy okazji”

Dotychczasowa praktyka pokazuje, że sądy wspólnotowe i polskie są przeciwne nakładaniu na dostawców internetu lub serwisy hostingowe obowiązku ustanawiania systemu filtrowania i blokowania treści w celi przeciwdziałania naruszeniom praw własności intelektualnej. Wydaje się, że jest to słuszne podejście, gdyż realizacja takiego nakazu mogłaby prowadzić do istotnego ograniczenia praw usługodawców oraz osób trzecich. O tym, jak daleko idące mogą to być skutki, świadczy chociażby sprawa tureckiego studenta Ahmeta Yıldırıma, która była przedmiotem wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 18 grudnia 2012 r. w sprawie Yıldırım przeciwko Turcji (sygn. 3111/10). Sprawa zaczęła się od wyroku tureckiego sądu karnego, który nakazał zablokowanie na platformie Google Sites strony internetowej, której właściciel dopuścił się obrazy pamięci Atatürka, założyciela i pierwszego prezydenta Republiki Tureckiej. W wyniku egzekucji wyroku sądu doszło do zablokowania nie tylko spornej strony, ale – z przyczyn technicznych – wszystkich stron internetowych na platformie Google Sites w Turcji. Wśród tych stron znajdowała się również strona niezwiązanego ze sprawą karną studenta Ahmeta Yıldırıma, który zainicjował postępowania zakończone wyrokiem Trybunału. Trybunał uznał, że blokowanie dostępu do całej platformy Google Sites narusza wolność wyrażania opinii, a zastosowane w sprawie środki były niewspółmierne i nie uwzględniały pobocznych skutków dla użytkowników internetu, którzy nie mieli nic wspólnego z pierwotną sprawą karną.

Usuwanie na żądanie

Nie należy też zapominać o istnieniu skutecznego narzędzia, które w pierwszej kolejności powinno być wykorzystywane w celu eliminowania treści naruszających prawa w sieci internetowej. Mowa o procedurze notice and take down („usunięcia na żądanie”), która ma swój rodowód w prawie amerykańskim, a dokładnie w Digital Millennium Copyright Act. Ustawa ta przewiduje procedurę powiadamiania o bezprawnym charakterze treści udostępnianych w internecie oraz reagowania na nie. Procedura notice and take down ma niedługo trafić do polskiego porządku prawnego w drodze nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną z 18 lipca 2002 r. (o nowelizacji piszemy w artykule poświęconym odpowiedzialności dostawców usług hostingowych). Jednak nawet w obecnym stanie prawnym, jeżeli zidentyfikujemy w sieci materiał naruszający nasze prawa, możemy zwrócić się do konkretnego usługodawcy (np. operatora serwisu internetowego) z uzasadnionym zawiadomieniem o naruszeniu naszych praw i prośbą o usunięcie lub zablokowanie dostępu do materiału. Za postawę naszego działania przyjmiemy wówczas przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, w części dotyczącej wyłączenia odpowiedzialności usługodawców świadczących usługi drogą elektroniczną.

Mimo więc orzeczeń sądów negujących zasadność ustanawiania systemów filtrujących i blokujących bezprawne treści w internecie, nie powinniśmy czuć się zbyt swobodni w tym „wolnym” internecie i bez zastanowienia realizować wszystkie nasze pomysły, swobody, prawa i wolności. Bo choć wydaje się, że na dzień dzisiejszy sądy nie orzekają nakazów stosowania systemów filtrujących treści bezprawne, są możliwości, by takie treści zablokować i usunąć, a także pociągnąć odpowiednie podmioty do odpowiedzialności.

Marta Ziółkowska-Nasińska, Zespół Własności Intelektualnej kancelarii Wardyński i Wspólnicy