Sąd Arbitrażowy Online chce konkurować szybkością i ceną


We wtorek 12 lutego br. został uruchomiony Sąd Arbitrażowy Online OAC. Jego twórcy zapowiadają przełom w polskim sądownictwie i rewolucyjną zmianę dla przedsiębiorców.

Całe postępowanie – od złożenia pozwu, przez odpowiedź na pozew, wnioski, rozprawę aż po wydanie orzeczenia – ma być prowadzone w serwisie elektronicznym. Dzięki elektronizacji postępowania i krótkim terminom na poszczególne czynności procesowe (10 dni na odpowiedź na pozew, po 5 dni na drugie pismo powoda i pozwanego) wyrok ma zapadać w ciągu 3-5 tygodni.

Szybkość postępowania ma też wynikać z natychmiastowych doręczeń – pozew zamieszczany jest w serwisie z dostępem dla stron i arbitrów, a informacja o tym przesyłana jest dodatkowo pozwanemu mejlem i SMS-em, co jest uznawane za skuteczne doręczenie.

Koszty postępowania mają być niższe niż przed innymi sądami arbitrażowymi, a od pewnej wartości przedmiotu sporu niższe również niż przed sądami powszechnymi. Na stronie sądu można wyliczyć szacunkowe koszty postępowania: dla sporu o wartości 10 tys. PLN jest to ok. 1,5 tys. PLN brutto w przypadku jednego arbitra (ok. 2,5 tys. PLN brutto w przypadku trzech arbitrów), a dla sporu o wartości 100 tys. PLN – ok. 6 tys. PLN brutto w przypadku jednego arbitra i ok. 10 tys. PLN brutto w przypadku trzech arbitrów. Dzięki elektronizacji odpadają też koszty związane z osobistym stawiennictwem na rozprawie.

Twórcy sądu deklarują, że tę metodę rozstrzygania sporów warto rozważyć już przy sporze o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych – zwłaszcza że na żądanie powoda, w przypadku wygrania przez niego sprawy, arbitrzy zasądzają na jego rzecz od pozwanego zwrot opłaty poniesionej w związku z postępowaniem.

Zaletą sądu ma też być prostota i intuicyjność jego serwisu. Podpowiada on m.in., ile czasu zostało nam np. na odpowiedź na pozew. Na stronie sądu znajduje się też wzór klauzuli arbitrażowej do zawarcia w umowie kontrahentem, w umowie (statucie) spółki albo w regulaminie serwisu internetowego, ale sąd zastrzega, że nie rozstrzyga sporów z konsumentami.

Na liście sądu jest obecnie ok. 20 arbitrów – radców prawnych, adwokatów i prawników zagranicznych z co najmniej 10-letnim doświadczeniem w sprawach gospodarczych. Lista ta ma się wydłużać.

Prezesem Sądu Arbitrażowego Online OAC jest dr Bartosz Ziemblicki, radca prawny i doradca podatkowy.

Podobne rozwiązanie proponuje również Ultima Ratio (Elektroniczny Sąd Polubowny przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczpospolitej Polskiej), który ma zacząć przyjmować sprawy w kwietniu 2019 r. Czy czeka nas teraz zalew elektronicznych sądów polubownych? I czy faktycznie mają one szansę działać lepiej?

– Zawsze z zainteresowaniem przyjmuję inicjatywy mające na celu usprawnienie przebiegu postępowania arbitrażowego – mówi Monika Hartung, radca prawny, wspólnik w kancelarii Wardyński i Wspólnicy. – Szybkość postępowania ma ogromne znaczenie dla stron, podobnie jak jego koszty. Mam jednak wrażenie, że obietnice składane przez Sąd Arbitrażowy Online są nieco na wyrost. Trudno sobie wyobrazić wydanie orzeczenia w ciągu trzech dni od zakończenia elektronicznej wymiany pism. W skomplikowanym sporze budowlanym same pisma mogą liczyć po sto stron, nie licząc załączników. Nawet zakładając, że arbiter zaczyna przygotowywać orzeczenie już w momencie wpłynięcia pozwu, uzupełniając je w miarę napływania kolejnych pism, termin ten wydaje się mało prawdopodobny, zwłaszcza w przypadku orzekania przez trzech arbitrów. Muszą oni przecież po przeczytaniu pism uzgodnić wyrok, a potem napisać orzeczenie. Trzydniowy termin może się sprawdzić wyłącznie w przypadku drobnych spraw. Zresztą już w regulaminie sądu wskazano, że termin ten ma wyłącznie charakter instrukcyjny.

Moje wątpliwości budzi też kwestia okazywania dokumentów przy przesłuchaniu biegłego. Zwykle biegłemu pokazuje się tylko konkretny dokument znajdujący się w aktach, którego dotyczy pytanie. Jak to zrobić, jeśli rozprawa jest prowadzona w formie wideokonferencji? Zbliżyć dokument do kamery? Dać biegłemu dostęp w systemie do całych akt? Jak wtedy utrzymać poufność postępowania?

Również kwestia taniości i dostępności postępowania może być dyskusyjna, biorąc pod uwagę, że zgodnie z regulaminem strony są zobowiązane posiadać sprzęt niezbędny do udziału w wideokonferencji, czyli komputer z szerokopasmowym podłączeniem do internetu, kamerę oraz słuchawki, a także zainstalować wskazane im oprogramowanie niezbędne do udziału w wideokonferencji.

Nie mam wątpliwości, że digitalizacja czynności procesowych jest konieczna i nieunikniona – podsumowuje Monika Hartung. – Nie jest ona jednak warunkiem wystarczającym do skrócenia i obniżenia kosztów postępowania. Nie zmienia to jednak faktu, że z życzliwością będę obserwować poczynania nowego sądu. Ciekawiłyby mnie jednak statystyki faktycznego czasu rozpoznawania spraw.

Justyna Zandberg-Malec, kancelaria Wardyński i Wspólnicy