Pełnomocnicy Świętego Mikołaja


Uwag kilka o statusie prawnym tych, którzy w Święta wyręczają Świętego Mikołaja (vel Gwiazdora itp.) w jego pracy.

Kto przynosi prezenty w Święta? Co kraj, to obyczaj. W Polsce w większości przypadków jest to Święty Mikołaj, choć w pewne regiony kraju ów jegomość się nie zapuszcza (niżej podpisany solennie o tym zaświadcza jako urodzony poznańczyk). Należą one bowiem do „właściwości miejscowej” Gwiazdora, Śnieżynki, Dzieciątka, Aniołka i – jak można przypuszczać – wielu innych.

Choć każdy ze wspomnianych darczyńców wydaje się posiadać niesłychaną wręcz zdolność multilokacji (w ciągu jednego zaledwie wieczora dostarczają prezenty pod miliony adresów!), owa zdolność ma swoje granice. Tu w sukurs P.T. Świętemu przychodzą inne osoby: rodzice obdarowywanego, jego rodzina, przyjaciele itp. To oni bowiem przejmują na siebie ciężar dostarczenia prezentów i pozostawienia ich pod choinką. Ważką kwestią jest tu ustalenie charakteru prawnego relacji łączącej te osoby z P.T. Świętym.

***

Już na wstępie przyjmijmy oczywiste skądinąd założenie, że osoby wyręczające P.T. Świętego w jego pracy nie robią tego odpłatnie, w tym w ramach prowadzonej działalności zarobkowej. Przeciwnie, ich działania określmy mianem powodowanych przesłankami czysto altruistycznymi.

Jeżeli więc osoby wyręczające P.T. Świętego we wręczaniu prezentów, czy – jak to nieraz bywa – „podrzucające” pod choinkę prezenty w sposób sugerujący ich pochodzenie od P.T. Świętego, działają w porozumieniu i z inspiracji tego ostatniego, to można ostrożnie przyjąć, że występują w roli jego pełnomocników. Kodeks cywilny nie zabrania tego, by w umowie darowizny (jaką wszak jest dwustronna, co warto podkreślić, czynność obejmująca obdarowanie kogoś prezentem) darczyńcę reprezentowała inna osoba.

Jak się jednak wydaje, wcale nierzadko mogą mieć miejsce takie sytuacje, w których osoba wręczająca prezenty jakoby w imieniu P.T. Świętego w gruncie rzeczy nie posiada umocowania od tego ostatniego. W normalnych warunkach przyjęlibyśmy wówczas, że osoba taka jest tzw. rzekomym pełnomocnikiem (falsus procurator). Miałoby to o tyle doniosłe znaczenie, że ważność dokonanej przez nią czynności zależałaby od jej potwierdzenia przez osobę, w imieniu której umowa (tu: darowizna) została zawarta, a więc P.T. Świętego właśnie. Ów nieszczęsny rzekomy pełnomocnik, pomimo – jako się rzekło – altruistycznych motywów swego działania, byłby ponadto w takim przypadku narażony na wcale srogie konsekwencje przewidziane w Kodeksie cywilnym. Ze względu na to, że słowa te piszę w okresie świątecznym, pozwolę sobie Szanownym Czytelnikom oszczędzić szczegółów nielicujących ze świąteczną atmosferą.

Cóż więc może począć ów nieszczęśnik, który postanowi sprawić komu innemu prezent gwiazdkowy w imieniu P.T. Świętego, mając pełną świadomość braku stosownego umocowania? Cóż, o ile kosztem takiego gestu nie obciąży P.T. Świętego, a prezent może – rozsądnie rzecz biorąc – w jakikolwiek sposób ucieszyć obdarowanego, to – jak się wydaje – „zastępczy darczyńca” może spać spokojnie.

To wszystko oczywiście pod warunkiem, że w przypływie ułańskiej fantazji nie umyśli podarować komuś rózgi. No… z rózgami sprawy mają się zgoła inaczej, choć nie da się ukryć, że niektórym się zwyczajnie należą – ale to już zupełnie inna historia…

Wesołych Świąt!

Maciej Szewczyk