Nowe narzędzia zarządzania przebiegiem postępowania przez sędziów


Dwa warunki muszą zostać spełnione, by spór cywilny został rozstrzygnięty sprawnie: na jak najwcześniejszym etapie sprawy trzeba precyzyjnie określić, co tak naprawdę jest pomiędzy stronami sporne, a postępowanie trzeba zaplanować tak, by się koncentrowało na tych właśnie kwestiach. Jeśli uda się to osiągnąć, strony i sąd mogą poświęcić energię oraz uwagę zagadnieniom rzeczywiście istotnym. Wzrasta szybkość i jakość rozstrzygnięcia, pewność prawa i bezpieczeństwo obrotu.

Dlatego w krajach, w których proces cywilny funkcjonuje dobrze, procedura zmusza strony do tego, by tak formułowały stanowiska (także jeszcze zanim sprawa trafi do sądu, w korespondencji przedprocesowej) i tak zachowywały się w całym procesie, żeby wczesne i precyzyjne określenie istoty sporu i zaplanowanie przebiegu sprawy było możliwe. Gdy strony przedstawiają swoje stanowiska rzeczowo, okazuje się zwykle, że spór pomiędzy nimi dotyczy w istocie tylko kilku zagadnień. Dzięki temu nawet w skomplikowanych sprawach liczba zagadnień, które wymagają rozstrzygnięcia, jest zazwyczaj krótka. Wiele spraw w ogóle nie trafia do sądu lub kończy się cofnięciem powództwa albo ugodą na wczesnym etapie, a te, które jednak wymagają przeprowadzenia rozprawy i angażowania sądu, są rozpoznawane zgodnie ze z góry przygotowanym planem i z należytą uwagą.

Plan rozprawy

Reforma procedury cywilnej również zmierza w tym kierunku. Zakłada, że w każdej sprawie sąd i strony będą planować przebieg całego postępowania. W tym celu strony po wymianie stanowisk w pozwie i odpowiedzi na pozew mają się spotkać na tzw. posiedzeniu przygotowawczym. W odformalizowanym trybie mają porozmawiać o możliwości polubownego rozwiązania sporu, a w braku takiej możliwości, określić rzeczywisty przedmiot istniejącego pomiędzy nimi sporu i zaplanować przebieg dalszego postępowania (plan rozprawy). Plan rozprawy ma zakreślać istotę sporu, dowody do przeprowadzenia i kalendarz postępowania.

To oczywiście słuszna wizja. Pytanie jednak, co tak naprawdę zmieniło się w procedurze, by umożliwić jej realizację. Postępowania nie będą bowiem przebiegać sprawnie i zgodnie z planem tylko dlatego, że tak zadekretowano w Kodeksie postępowania cywilnego. Bez konkretnych narzędzi, które będą motywować strony do formułowania stanowisk w sposób jasny, rzeczowy i konsekwentny, a sądowi umożliwiać przeciwdziałanie nadużyciom, przeprowadzenie porządnego posiedzenia przygotowawczego i zaplanowanie przebiegu sprawy nie będzie możliwe.

Przeciwdziałanie nadużyciom praw procesowych

Nowelizacja wprowadziła instrumenty, które mają przeciwdziałać nadużywaniu praw procesowych. Chodzi przede wszystkim o sytuacje, kiedy do sądów trafiają oczywiście bezzasadne powództwa, którym trzeba nadać bieg, oraz o sytuacje, w których strony podejmują działania nastawione wyłącznie na przedłużanie postępowania, a nie na ochronę słusznych praw.

Nowelizacja wprowadziła generalny zakaz nadużywania praw procesowych. Ma to zamykać dotychczasowe spory o to, czy koncepcja nadużycia prawa w ogóle znajduje zastosowanie na gruncie prawa procesowego. Sam fakt, że dotychczas było to kwestionowane i musiało być zadekretowane wyraźnym przepisem, świadczy o tym, jak daleka jeszcze czeka nas droga. W większości krajów zachodnich i w prawie międzynarodowym nigdy nie budziło wątpliwości, że prawa procesowe mogą być nadużywane i że takie nadużycia są niezgodne z prawem i zabronione.

Zreformowany kodeks przewiduje konkretne sankcje za nadużywanie praw procesowych.

Za stosowanie działań zmierzających do opóźniania rozpoznania sprawy sądy mogą przede wszystkim karać finansowo – nakładać na strony grzywny i obciążać je kosztami procesu, niezależnie od wyniku sprawy. Do tego dochodzi podwyższenie kosztów procesu (maksymalnie dwukrotnie) albo wysokości odsetek ustawowych za opóźnienie (maksymalnie do dwukrotności stopy odsetek maksymalnych za opóźnienie). Sankcje finansowe mają przede wszystkim wywierać skutek prewencyjny i powodować, że stosowanie taktyk dylatoryjnych przestanie się kalkulować. Skuteczność tych rozwiązań w dużej mierze będzie zależała od tego, jak sędziowie będą korzystać z powierzonych im instrumentów. Dotychczas sędziowie bardzo ostrożnie korzystali z narzędzi, które pozwalały karać nielojalne strony.

Nowelizacja wprowadziła także narzędzia do radzenia sobie z oczywiście bezzasadnymi powództwami i łańcuchami zażaleń, które utrudniają merytoryczne rozpoznawanie sprawy. W przypadku złożenia oczywiście bezzasadnego powództwa sąd nie będzie musiał nadawać mu dalszego biegu, lecz będzie mógł takie powództwo oddalić. Decyzja sądu będzie podlegała kontroli instancyjnej, niemniej ukróci konieczność wyznaczania rozpraw w sprawach już na pierwszy rzut oka bezpodstawnych. Podobnie będzie w przypadku tzw. łańcucha zażaleń. Nowelizacja dopuszcza, aby kolejne środki zaskarżenia (które nic merytorycznie nie wnoszą, a służą jedynie przewlekaniu sprawy) pozostawiać bez żadnego rozpoznania. Także w przypadku tych instrumentów konieczne jest, aby sędziowie odważnie i odpowiedzialnie korzystali z przyznanych im uprawnień. Takie korzystanie powinno odciążyć wymiar sprawiedliwości od zajmowania się sprawami zbędnymi, wnoszonymi jedynie dla zwłoki.

Czego w nowelizacji nie ma?

Zmiany wprowadzone w nowelizacji oceniamy jako krok w dobrym kierunku. Pozostawia ona jednak niedosyt i obawę o to, czy krok ten został należycie przygotowany. Brakuje kilku sprawdzonych za granicą i w arbitrażu narzędzi, które mogłyby wpłynąć na efektywne prowadzenie postępowań. Ich brak może doprowadzić do tego, że cała reforma utrudni raczej niż ułatwi sprawne prowadzenie spraw.

Sądy powinny mieć więcej narzędzi do walki z nadużyciami prawa do sądu. Możliwość oddalenia oczywiście niezasadnego powództwa lub skargi na posiedzeniu niejawnym to za mało. Sąd powinien mieć prawo uwzględnić powództwo, przeciwko któremu pozwany nie podniósł żadnych sensownych argumentów. Powinien też móc odrzucać oczywiście nieuzasadnione lub nie dość rzeczowo sformułowane elementy stanowiska strony. W Wielkiej Brytanii służy do tego orzeczenie o tzw. „skreśleniu” („strike out”) całego pozwu lub odpowiedzi na pozew albo tylko niektórych, oczywiście niezasadnych lub nierzeczowych argumentów strony.

Polubowne rozwiązywanie sporów powinno być wspierane przez skuteczniejszy system zachęt i sankcji. Wprowadzone nowelizacją rozwiązania w tym zakresie nie są wystarczające. Konieczny jest skuteczny mechanizm sankcjonowania nierozsądnego odrzucania propozycji ugodowych. Taki mechanizm funkcjonuje w angielskiej procedurze cywilnej pod nazwą „Part 36 Offer”. W ramach tego rozwiązania strona może złożyć przeciwnikowi ofertę ugodowego rozwiązania sporu, z zastrzeżeniem, że pozostanie ona poufna jedynie do rozstrzygnięcia sprawy, a po wyroku będzie mogła zostać ujawniona sądowi. Strona, która nie uzyska w procesie rozstrzygnięcia korzystniejszego niż złożona jej w toku postępowania propozycja ugodowa, może wówczas w odrębnym orzeczeniu zostać obciążona znacznie większymi kosztami procesu strony przeciwnej. Zachęca to do składania rozsądnych ofert ugodowych i zniechęca do ich pochopnego odrzucania. Zmusza do kalkulowania – czy moja sprawa jest wystarczająco dobra, czy dostanę więcej niż w przedstawionej ofercie, ile mogę stracić, jeżeli w procesie sąd zasądzi mi mniej niż dzisiaj zaoferował przeciwnik. Takie rozwiązanie sprzyja ugodowemu rozwiązywaniu sporów, odciążając sądy od spraw, w których możliwe jest ugodowe rozwiązanie sporu.

Ilość niepotrzebnych spraw w sądzie na pewno zmalałaby także, gdyby prawo nakładało na strony obowiązek wymiany argumentów i podstawowych dowodów, jeszcze zanim zwrócą się ze sprawą do sądu. Rozwiązania tego typu w postaci tzw. „pre-action protocols” również sprawdzają się w Wielkiej Brytanii.

Konieczne są także lepsze środki ochrony tymczasowej. Dzisiaj dostęp do tymczasowej ochrony prawnej trwa zbyt długo. Czasem rozpoznanie wniosku o zabezpieczenie zajmuje tygodnie lub nawet miesiące. Tymczasem wnioski powinny być rozpatrywane natychmiast, w pilnych sprawach także tego samego dnia przez sędziego dyżurującego. Ochrona tymczasowa przyznana po tygodniach często jest bezcelowa.

Nie ma także uzasadnienia, aby sprawy o zabezpieczenie były rozpatrywane co do zasady bez udziału strony przeciwnej (ex parte). Zasadą powinien być udział drugiej strony, natomiast wyjątkowo, gdy jest to uzasadnione okolicznościami, zabezpieczenie takie mogłoby zostać udzielone ex parte. Np. gdy konieczne jest zaskoczenie przeciwnika poprzez zajęcie jego majątku, który mógłby ukryć, gdyby wiedział o toczącym się postępowaniu. W wielu jednak sprawach o zabezpieczenie, gdy istnieje potrzeba uregulowania jakieś sytuacji tymczasowej, obie strony powinny móc się wypowiedzieć. Termin na przedstawienie stanowisk powinien być krótki. Wyeliminowałoby to jednak dużą przypadkowość w udzielanych zabezpieczeniach, wynikającą często z wybiórczego przytaczania okoliczności faktycznych.

Na świecie sprawdza się również tworzenie wyspecjalizowanych sądów. W zagranicznych jurysdykcjach jak grzyby po deszczu powstają sądy gospodarcze, umożliwiające prowadzenie postępowań w języku angielskim, oraz cybersądy, wyspecjalizowane w sprawach dotyczących nowych technologii. Sądy gospodarcze pozwalające na procedowanie w języku angielskim zwiększyłyby zaufanie zagranicznych przedsiębiorców do powierzenia sporów polskiej jurysdykcji. Przedsiębiorcy ci lepiej rozumieliby przebieg postępowania. Rozmiar inwestycji zagranicznych i silna pozycja w UE pozwala nam na poważnie myśleć o powołaniu takiego sądu. Wyspecjalizowane sądy sprzyjają też rozwojowi precedensowego orzecznictwa i przyciągają wyspecjalizowanych sędziów i prawników, co sprzyja fermentowaniu naukowemu. Szybkość zmian technologicznych wymusza, aby to sądy decydowały o kwestiach, co do których prawodawca nie zdążył się jeszcze wypowiedzieć.

Stanisław Drozd, adwokat, Łukasz Lasek, adwokat, praktyka postępowań sądowych i arbitrażowych kancelarii Wardyński i Wspólnicy