Nieufnie wobec trustów


W państwach kultury anglosaskiej trust jest bardzo popularną formą, wykorzystywaną w rozmaitych celach: do zarządzania majątkiem, jako mechanizm dziedziczenia, do budowy struktur korporacyjnych i do celów podatkowych. Równocześnie systemy prawne państw należących do tradycji kontynentalnej, jak Polska, zwykle nie posiadają dokładnego odpowiednika tej instytucji. W języku polskim nie ma nawet słowa oznaczającego „trust”. Taki stan rzeczy od lat wywołuje różne wątpliwości, a czasem nawet nieufność sądów oraz prawników w sytuacji, gdy trzeba ocenić, jakie skutki nadać trustowi w sprawie toczącej się (lub mogącej się toczyć) w kraju nieznającym tej formy. Czy słusznie?

Czym jest trust?

Próbę odpowiedzi należałoby poprzedzić objaśnieniem, czym trust jest na gruncie swoich rodzimych praw, jak prawo Anglii i Wali czy prawa poszczególnych stanów USA.

Najprościej mówiąc trust to stosunek powiernictwa, w którym pewien majątek jest „trzymany” przez powiernika (ang. trustee), będącego formalnie właścicielem, w interesie i na rzecz beneficjenta trustu (ang. beneficiary). Powiernik ma obowiązek obchodzić się z majątkiem należącym do trustu z należytą starannością i z lojalnością wobec beneficjenta, czyli – innymi słowy – jak z cudzą, powierzoną sobie rzeczą. Stąd mówi się, że własność majątku w truście jest rozdwojona: „goły” tytuł prawny przysługuje powiernikowi, zaś własność ostatecznych korzyści przynoszonych przez majątek (ang. beneficial ownership) przysługuje beneficjentowi. Co więcej, składniki trustu są wyodrębnione w osobną masę w majątku powiernika (trust fund) i nie podlegają egzekucji przez wierzycieli osobistych powiernika.

Poza tym zarysem podstawowej struktury trustu jego cechy mogą się bardzo różnić, a wynikająca z tego elastyczność stanowi jedną z kluczowych zalet trustów.

I tak trust może zostać założony przez osobę trzecią (założyciel trustu to po angielsku grantor lub settlor), ale także przez powiernika albo nawet beneficjenta. Co ciekawe, beneficjent może być w pewnych konfiguracjach jednocześnie powiernikiem, choć w zamyśle raczej tymczasowym (konstrukcję taką stosuje się np. w tzw. living trusts używanych m.in. jako metoda przeprowadzenia dziedziczenia).

Beneficjent może być wskazany imiennie, ale może to być również osoba lub instytucja nieistniejąca w dacie powstania trustu (np. przyszłe dzieci), pewna kategoria osób o określonych przez założyciela cechach (konkretnych beneficjentów wybiera wtedy powiernik), a w przypadku trustów charytatywnych (ang. charitable trusts) beneficjenta jako takiego w ogóle nie ma – jest za to określony cel, na który mają być przeznaczone środki z trustu.

Różnić się mogą także uprawnienia beneficjenta. Tradycyjnie jego podstawowym prawem jest żądanie przeniesienia przez powiernika własności majątku należącego do trustu. Warunki trustu mogą jednak przewidywać, że – przez jakiś czas lub w ogóle – beneficjent będzie miał prawo tylko do pożytków z tego majątku, np. będzie otrzymywał z niego regularne wypłaty, lub że będzie miał tylko prawo do korzystania z jego składników. Zakres uprawnień beneficjenta nabiera dodatkowego znaczenia, ponieważ przesądza o tym, na ile majątek trustu jest chroniony przed jego własnymi wierzycielami, którzy mogą w ramach egzekucji zająć wszelkie prawa beneficjenta wynikające z trustu. Jeśli prawa te nie obejmują roszczenia o transfer własności majątku w truście, to jest on w zasadzie zabezpieczony przed egzekucją (zwłaszcza jest wyłączony spod egzekucji przez wierzycieli osobistych powiernika). Jest to zresztą jeden z powodów ustanawiania tego rodzaju trustów, mających uchronić beneficjenta przed jego własną rozrzutnością (są to tzw. spendthrift trusts) czy, szerzej, przed skutkami błędnych decyzji życiowych.

Bardzo istotną cechą uprawnień beneficjenta jest też to, że przysługują one w zasadzie przeciwko powiernikowi. „W zasadzie”, ponieważ w pewnych okolicznościach beneficjent może mieć roszczenie także przeciwko osobom trzecim, które np. weszły w posiadanie majątku należącego do trustu lub naruszyły jego stan w inny sposób.

Jak powstaje trust?

Podstawowym sposobem tworzenia trustu jest oświadczenie założyciela o założeniu trustu. W praktyce najczęściej jest ono składane w solennej formie tzw. deed, czyli opieczętowanego dokumentu podpisanego przez założyciela przy dwóch świadkach, stanowiącego w krajach anglosaskich w pewnym sensie odpowiednik aktu notarialnego stosowanego na kontynencie. Zwykle dokument ten jest także podpisywany przez powiernika, ale nie jest to ściśle konieczne.

Trust może powstać także w sposób konkludentny, tj. wtedy, gdy z całokształtu zachowania danej osoby wynika, że jej rzeczywistą wolą było utworzenie stosunku prawnego o charakterystyce trustu (ang. resulting trust) – nawet jeśli z jej własnych deklaracji wynika coś innego.

W końcu trust może powstać na mocy orzeczenia sądowego lub z mocy samego prawa (choć de facto w obydwu przypadkach dopiero wyrok sądu potwierdza istnienie takiego trustu) w sytuacji, gdy jest to konieczne z szeroko pojętych względów słuszności (ang. constructive trust). Dzieje się tak, gdy w ocenie sądu inne dostępne instrumenty prawne nie pozwalają zabezpieczyć usprawiedliwionych interesów stron. Ta kategoria trustów jest najbardziej „obca” prawu kontynentalnemu i można powiedzieć, że jest przede wszystkim specyficznym dla systemów anglosaskich instrumentem uzupełniania luk w ichniejszym prawie. Mimo to z przeglądu orzecznictwa tamtejszych sądów wynika, że najczęściej spełnia ona rolę analogiczną do instytucji bezpodstawnego wzbogacenia, dobrze znanej na kontynencie.

W czym problem?

Cały powyższy opis odnosi się do tego, jak trust jest traktowany w państwach przewidujących wprost taką instytucję w swoim prawie. Problem pojawia się, gdy skutki wywoływane przez trust musi zbadać sąd lub organ państwa, którego prawo pojęcia trustu nie zna – jak Polska.

Dzieje się to przykładowo wtedy, gdy próbuje się egzekwować uprawnienia w stosunku do majątku objętego trustem, a znajdującego się w kraju nieznającym trustów. W tym celu przed sądem lub organem administracyjnym stawia się zwykle powiernik lub rzadziej beneficjent trustu, który swoje uprawnienia wywodzi z aktu ustanawiającego trust. Sędzia lub urzędnik staje wtedy przed szeregiem pytań, na które musi sobie odpowiedzieć, aby przesądzić, czy petent ma w ogóle prawo wszcząć dane postępowanie, a w dalszej kolejności, czy jego uprawnienia wynikające z trustu podlegają w Polsce ochronie, a jeżeli tak, to w jakim zakresie i pod jakimi warunkami.

Powstających na tym gruncie problemów prawnych jest wiele, a dodatkowo część z nich jest w swych szczegółach dość zawiła, stąd przedstawię tylko zarys najważniejszych kwestii.

Czyje prawo zastosować?

Pierwszą z nich jest pytanie o tzw. prawo właściwe, które pojawia się zawsze, gdy sąd musi ocenić sytuację, która zawiera tzw. element zagraniczny. Zasady wyboru, czyje prawo (tzn. prawo jakiego państwa) powinno zostać zastosowane do oceny przedstawionej sytuacji, zawierają tzw. normy kolizyjne. W Polsce znajdują się one przede wszystkim w ustawie z dnia 4 lutego 2011 r. – Prawo prywatne międzynarodowe oraz w szeregu rozporządzeń unijnych oraz wiążących Polskę konwencji międzynarodowych.

Niestety żaden obowiązujący w Polsce akt prawny nie zawiera zasad odnoszących się wprost do prawa właściwego dla trustów. W szczególności Polska nie podpisała konwencji haskiej z 1985 r. dotyczącej tej problematyki i obowiązującej w wielu państwach europejskich, co jest dodatkowo niefortunne, ponieważ konwencja ta przewiduje w swoim art. 6 swobodę wyboru prawa właściwego dla trustu przez założyciela, co w większości wypadków rozwiązuje problem.

W konsekwencji pod polskim prawem istnieją dwie drogi poszukiwania prawa właściwego dla stosunku trustu. Pierwsza to oparcie się na normie kolizyjnej opisującej podobny stosunek prawny (przez analogię), a drugie to zastosowanie normy „ratunkowej” z art. 67 Prawa prywatnego międzynarodowego, przewidującej, że w razie gdy w obowiązujących w Polsce przepisach (także unijnych) brak jest norm kolizyjnych dla danego stosunku, stosuje się prawo państwa, z którym stosunek ten jest najściślej związany. Każda z tych metod prowadzi do niejednoznacznych, a w konsekwencji mało przewidywalnych rezultatów.

Szukając norm kolizyjnych dotyczących stosunków „podobnych”, można dojść do bardzo różnych wniosków, bo stosunek trustu może łączyć w sobie cechy i funkcje realizowane w polskim prawie zarówno przez instytucje prawa zobowiązań (zwłaszcza z umów), jak i prawa rzeczowego, spadkowego, a nawet prawa spółek. Co do zasady pożądane jest zastosowanie normy kolizyjnej właściwej dla zobowiązań (niekoniecznie umownych), ponieważ stwarza to drogę dla uznania wyboru prawa dla trustu, z uwagi na treść rozporządzeń unijnych dotyczących zobowiązań umownych (593/2008) jak i pozaumownych (864/2007).

Próbując zamiast analogii poszukiwać państwa, z którym trust jest najściślej związany, nieuchronnie staje się przed problemem nieostrości tego sformułowania. Nieraz nawet znając szczegółowe okoliczności dotyczące danego trustu trudno z góry przesądzić, jaka będzie ocena sądu, o ile wszystkie lub prawie wszystkie elementy stanu faktycznego nie wskazują na jedno państwo.

Nie wchodząc w szczegóły procesu poszukiwania prawa właściwego dla trustu, trzeba ogólnie wskazać, że największe ryzyko, jakie się z nim wiąże, to możliwość ustalenia przez sąd, że stosuje się prawo polskie albo prawo innego państwa, które instytucji trustu nie zna. Wniosku takiego nie da się wykluczyć przede wszystkim gdy przeważająca część majątku objętego trustem znajduje się w danym kraju, a zwłaszcza gdy jest tam także siedziba powiernika lub beneficjenta.

W najgorszym wypadku doprowadzi to do uznania czynności ustanowienia trustu za nieważną i traktowania relacji zaangażowanych osób oraz majątku tak, jak gdyby trustu w ogóle nie było. Można podejrzewać – i należałoby do tego dążyć – że sąd będzie wtedy próbował osiągnąć skutki zbieżne z wolą lub chociaż interesem „uczestników” trustu poprzez zastosowanie instytucji prawa polskiego pełniących analogiczne funkcje (np. bezpodstawne wzbogacenie, prowadzenie cudzych spraw bez zlecenia) znajdujących zastosowanie w danym stanie faktycznym.

W lepszym scenariuszu dojść może do próby konwalidacji aktu ustanowienia trustu w całości jako umowy. Jak już wspomniano, jest to o tyle problematyczne, że ustanowienie trustu dokonuje się w zasadzie aktem jednostronnym. Dla ratowania skutków, jakie miał wywołać trust, należałoby więc dowodzić, że osoby wymienione w dokumencie ustanawiającym trust (przynajmniej powiernik i beneficjent) wyraziły zgodę na jego postanowienia, tj. zaakceptowały swoje role przewidziane w strukturze trustu, co może pozwolić na ustalenie, że doszło do zawarcia kontraktu o warunkach przewidzianych w akcie ustanowienia trustu.

Czy trust zostanie „uznany”?

Jeśli nawet uda się ustalić jako właściwe prawo państwa, pod którym trust miał w zamyśle działać (albo chociaż jakieś inne prawo przewidujące trusty), niekoniecznie oznacza to koniec problemów. Skutki wynikające z obcego prawa właściwego są bowiem uznawane i egzekwowane przez sądy tylko co do zasady – o tyle, o ile nie naruszają tzw. porządku publicznego państwa sądu, przed którym toczy się sprawa.

Oczywiście przesadą byłoby twierdzenie, że trust jako taki jest sprzeczny z polskim porządkiem publicznym, ponieważ prawo polskie go nie zna, a wobec tego w oczach sądu nie wywołuje on skutków – choć niestety da się nawet we współczesnym orzecznictwie napotkać wypowiedzi sprowadzające się do takiego wniosku. W państwach kontynentu, które mają dłuższą i bardziej rozległą historię kontaktów z systemami common law, sądy oraz nauka prawa – zupełnie słusznie – porzuciły takie podejście już kilka dekad temu.

Z ogólnych zasad polskiego prawa ani z norm konstytucyjnych nie wynika bowiem w żaden sposób, żeby stosunki powiernicze były zakazane. Wręcz przeciwnie, taki charakter przybiera (lub może przybrać) wiele instytucji znanych naszemu prawu, jak umowa zlecenia, instytucja tzw. prowadzenia cudzych spraw bez zlecenia czy funkcje syndyków oraz zarządców działających w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Specyficznie powierniczy charakter ma też przewłaszczenie na zabezpieczenie.

Stąd należy raczej przyjmować, że co do zasady trust i wynikające z niego stosunki prawne są zgodne z polskim porządkiem publicznym. Ewentualne sprzeczności mogą dotyczyć najwyżej konkretnych, poszczególnych skutków wywoływanych przez trusty lub tylko skutków wobec niektórych składników majątku trustu, np. nieruchomości położonych w Polsce (obrót nieruchomościami oraz tworzenie na nich praw podlega szczególnym rygorom).

Przy tym nie sposób z góry przewidzieć wszystkich sprzeczności, jakie mogą się pojawić, bo uniemożliwia to z jednej strony elastyczność struktury trustu, a z drugiej nieostrość pojęcia porządku publicznego. Ogólnie można powiedzieć, że wątpliwości nie powinien wywołać status powiernika jako właściciela majątku należącego do trustu, uprawnionego w związku z tym do występowania w roli tego właściciela we wszelkiego rodzaju postępowaniach czy w umowach. Bardziej problematyczna może być pozycja beneficjenta. O ile jego roszczenia wobec powiernika powinny być raczej uznawane i egzekwowane, o tyle problemy mogą pojawić się przy roszczeniach beneficjenta wobec osób trzecich, z którymi nie wiąże go żadna relacja. Na przeszkodzie stanąć tu może jedna z podstawowych zasada polskiego prawa cywilnego, zgodnie z którą prawa rzeczowe (czyli skuteczne „erga omnes”, wobec wszystkich) może ustanawiać tylko przepis ustawy.

Wątpliwości co do zgodności z porządkiem publicznym może budzić także np. wyodrębnienie składników należących do trustu z całości majątku powiernika jako osobnej masy (w tym na potrzeby egzekucji), a także niektóre skutki wykorzystania trustu jako wehikułu dla przeprowadzenia dziedziczenia (np. związane z prawem do zachowku).

Jak zaradzić problemom?

Oczywiście najprostszą metodą uniknięcia opisywanych trudności byłoby niedoprowadzanie do sytuacji, gdy przed polskimi sądami lub organami konieczne jest powoływanie się na strukturę trustu. Najbezpieczniej byłoby więc nie obejmować trustem majątku znajdującego się w Polsce (lub prawdopodobnie mogącego się tu znaleźć). Jest to jednak porada adresowana w zasadzie do założyciela, która niewiele daje beneficjentowi czy powiernikowi postawionemu przed faktem dokonanym.

Ponadto w pewnych sytuacjach lokalizacja majątku trustowego w Polsce może być kwestią przypadkową (a więc taką, której nie sposób zapobiec) lub mieć drugorzędne znaczenie wobec innych względów decydujących o użyciu struktury trustu, np. gdy większość majątku jest w państwie znającym trusty lub gdy używanie trustów jest integralną częścią szerszej strategii danego przedsiębiorstwa.

Jeśli dochodzenie uprawnień wynikających z trustu w Polsce okaże się konieczne, ważne jest staranne przemyślenie sytuacji i dostosowanie do niej strategii działania. Z uwagi na rozpiętość możliwych – m.in. dzięki elastyczności trustu – w praktyce sytuacji, nie ma jednolitej recepty i można mówić tylko o pewnych ogólnych wskazówkach.

Jeśli chodzi o występowanie wobec osób trzecich (tj. niezwiązanych trustem), to optymalnie powinien działać w tym zakresie powiernik legitymujący się przede wszystkim dokumentami wykazującymi jego tytuł własności (ewentualnie inne prawa) do poszczególnych składników majątkowych należących do trustu. Jeśli nie jest to z jakichś przyczyn konieczne, lepiej może być nie ujawniać albo przynajmniej nie eksponować istnienia trustu, a przede wszystkim nie stwarzać wrażenia, że powiernik występuje w cudzym imieniu.

Jeżeli to beneficjent musi dochodzić swoich praw przeciwko powiernikowi, ważne jest, aby oprócz dokumentu ustanowienia trustu posiadał dowód zgody powiernika na przyjęcie powierzonej mu funkcji. W tym wypadku trudno będzie uniknąć rozważania praw i obowiązków wynikających ze stosunku trustu i problematyki prawa właściwego. Z uwagi na zawiłość materii i jej wciąż relatywnie słabą znajomość w warunkach polskich istotne jest, aby odpowiednio ją objaśnić wobec organu czy sądu, najlepiej z wykorzystaniem wyciągów z prawa, któremu trust miał podlegać. Należy dążyć do zastosowania tego właśnie prawa, akcentując związki trustu z państwem, o którego system prawny chodzi.

Z ostrożności dobrze przemyśleć, czy dochodzonego roszczenia nie da się oprzeć na jakiejś instytucji prawa polskiego. Jeżeli tak, to należy wskazać ją jako alternatywną podstawę żądań; niewykluczone, że w niektórych przypadkach możliwe i korzystniejsze będzie nawet oparcie żądania wyłącznie o prawo polskie, z pominięciem stosunku trustu.

Maciej Zych, adwokat, praktyka postępowań sądowych i arbitrażowych kancelarii Wardyński i Wspólnicy