Nie wszystko prezent co na Święta


Wbrew pozorom nie będzie to tekst żartobliwy. Nie będzie też optymistyczny. Zwłaszcza dla osób dorosłych, którym zdarza się otrzymać w okresie świątecznym prezent. Nawet gdy zdaje się on pochodzić od Mikołaja. Zwłaszcza Świętego Mikołaja.

Ta historia wydarzyła się w grudniu 2014 roku. Mieszkanka Śląska otrzymała przelewem bankowym znaczną kwotę pieniędzy. Tytuł przelewu nie pozostawiał wątpliwości: był to „prezent od Mikołaja”. Tak hojny dar niewątpliwie naszą bohaterkę ucieszył. A że była świadomą obywatelką i nie uchylała się od ciążących na niej obowiązków publicznoprawnych, nie tylko zawiadomiła właściwego naczelnika urzędu skarbowego o otrzymanym podarunku, ale też uiściła należny z tego tytułu podatek.

Na tym właściwie można by zakończyć opowieść, gdyby nie drobny szczegół. A właściwie spory katalog szczegółów, którym przyjrzeć musiały się katowickie sądy.

Przelew na określony cel

Nie ulega wątpliwości, że pozwana (bo w tym charakterze nasza bohaterka występowała w sprawie zakończonej wydanym 29 marca tego roku wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Katowicach (I ACa 1026/16)) istotnie otrzymała przelewem bankowym niemałą kwotę, bo 100 000 zł. Przelew pochodził od powodów (będących teściami pozwanej) i rzeczywiście został wykonany tytułem „prezentu od Mikołaja”.

Z ustaleń sądu okręgowego, a następnie sądu drugiej instancji wynikało, że takiego sformułowania powodowie użyli jedynie żartobliwie w związku z tym, że operacji dokonali w „Mikołajki” (6 grudnia). Jednak prawdziwą ich intencją nie było obdarowanie pozwanej, ale umożliwienie zakupu większego mieszkania dla czteroosobowej rodziny złożonej z ich syna, pozwanej oraz ich dzieci. Co więcej, jak wynika z materiału zgromadzonego w sprawie, takie przeznaczenie środków było przedmiotem wcześniejszych ustaleń stron.

Wreszcie, to, że przelew został dokonany na rachunek pozwanej, wynikało z tego, że w tym czasie jej mąż (tj. syn powodów) pracował za granicą i nie posiadał rachunku w polskim banku.

Jak się okazało, do realizacji uzgodnionego zamierzenia nigdy nie doszło. Otóż bowiem w marcu 2015 roku mąż pozwanej złożył pozew rozwodowy, a następnie, w czerwcu 2015 roku jego małżeństwo zostało rozwiązane przez sąd. Tymczasem pozwana nie tylko nie przeznaczyła otrzymanych środków w sposób uprzednio uzgodniony z powodami, ale wręcz odmówiła ich zwrotu, wskazując przy tym, że je wydała. Utrzymywała przy tym, że była to zwyczajnie darowizna dokonana na jej rzecz i tym samym miała prawo dowolnie nią zadysponować.

Dorosłych Mikołaj nie obdarowuje

Rozpatrując sprawę w drugiej instancji Sąd Apelacyjny w Katowicach stwierdził że, po pierwsze, w sprawie nie wykazano, iżby między pozwaną a powodami (jej teściami) nawiązała się bardzo silna więź emocjonalna, która uzasadniałaby darowiznę bardzo dużej kwoty pieniędzy wyłącznie jej i to bez określenia konkretnego celu takiego przysporzenia.

Przeciwnie, po drugie, jasna była faktyczna intencja stron co do celów przyświecających przekazaniu pozwanej środków, a zwłaszcza tego, że środki te były w istocie „udziałem powodów w usamodzielnieniu się […] syna i jego nowej rodziny”.

Po trzecie, dokonanie takiej darowizny z pominięciem dzieci i wnuków powodów byłoby wręcz wyrazem nieodpowiedzialności i mogłoby rodzić uzasadnione pretensje pominiętych osób najbliższych.

Po czwarte, nie bez znaczenia jest źródło pochodzenia środków przekazanych pozwanej. Pochodziły one bowiem ze sprzedaży należącego do powodów mieszkania. Jak zauważył Sąd Apelacyjny w Katowicach, „niespodzianki” (jak nazwała w toku przewodu sądowego otrzymanie przelewu pozwana) w postaci prezentów na tak znaczną kwotę nie są na porządku dziennym wśród osób, których poziom życia istotnie nie odstaje od średniej stopy życiowej w kraju. Takie przysporzenia wymagają bowiem uzasadnienia wynikającego np. ze szczególnie bliskich więzów rodzinnych bądź przyjacielskich.

Wreszcie, zdaniem sądu, niedopuszczalne jest dosłowne potraktowanie wskazanego przez powodów tytułu przelewu (tj. „prezent od Mikołaja”) i przyjęcie, że zamiarem powodów było istotnie sprawienie pozwanej „prezentu”. Powołując się na zasady doświadczenia życiowego, sąd uznał bowiem, że prezentami takimi obdarowuje się raczej dzieci, a nie osoby dorosłe. Co więcej, takie prezenty mają z reguły wartość utrzymaną w granicach zdrowego rozsądku. Nie ma więc przyjętej praktyki przekazywania w ten sposób znacznej części majątku, czy wręcz oszczędności całego życia.

Nie obdarowany, ale skarbnik

Przechodząc na grunt merytorycznej oceny sytuacji prawnej zaistniałej między stronami, sąd uznał, że w istocie w omawianej sprawie nie można w ogóle mówić o darowiźnie. Nic bowiem nie wskazuje na to, by przekazane na rachunek pozwanej środki miały jej zostać po prostu darowane. Przeciwnie, sytuację tę sąd porównał do organizowania przez kilka osób zbiórki na określony cel, w której jedna z osób pełni funkcję skarbnika, przyjmującego i następnie rozliczającego zebrane środki. Tym samym oczywiste jest, że rezygnacja ze zbiórki wywołana rezygnacją z realizacji tego celu (w związku z rozwodem małżonków) skutkować musi obowiązkiem zwrotu powierzonych skarbnikowi środków. Sam bowiem skarbnik (tu: pozwana) nie jest bowiem nigdy prawnym właścicielem pieniędzy, a jedynie swego rodzaju powiernikiem, zobowiązanym do określonego ich przeznaczenia.

Nie traćmy nadziei

Z tej historii płynie morał, że dla prawidłowego zakwalifikowania danej czynności prawnej (tu: jako darowizny) nie można opierać się wyłącznie na wprost wyrażonej treści czynności (tu: tytule przelewu), ale należy uwzględniać pełen kontekst, w jakim dana czynność została dokonana. Oczywiście – i niech to będzie słowem pokrzepienia dla wszystkich przygnębionych po przeczytaniu tego tekstu – nie należy porzucać nadziei! Są bowiem argumenty, by przyjąć, że prezenty pozostawione w wigilijny wieczór pod choinką opisane danymi P.T. Czytelników mogą istotnie być tym, czym się wydają.

Maciej Szewczyk, radca prawny, praktyka transakcji i prawa korporacyjnego kancelarii Wardyński i Wspólnicy