Justyna Zandberg-Malec

Milion rozpatrzonych spraw w e-sądzie

W ciągu ponad półtora roku istnienia e-sądu jego trzech sędziów i 39 referendarzy przeprowadziło ponad milion postępowań upominawczych. Średni czas rozpoznawania sprawy wyniósł 24 dni.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka opublikowała raport na temat praktyki funkcjonowania elektronicznych postępowań upominawczych (EPU), wprowadzonych do polskiej procedury cywilnej nowelizacją Kodeksu postępowania cywilnego z 9 stycznia 2009 roku, a funkcjonujących od 1 stycznia 2010 roku.

EPU stanowią pierwsze z planowanych cywilnych postępowań elektronicznych (następny w kolejności, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Sprawiedliwości, ma być elektroniczny bankowy tytuł egzekucyjny – e-BTE). W elektronicznych postępowaniach upominawczych rozpatrywane są roszczenia pieniężne w sprawach cywilnych i gospodarczych o charakterze najmniej skomplikowanym, często bezsporne, co pozwoliło na znaczne uproszczenie procedury.

Popularność EPU znacznie przekroczyła oczekiwania twórców. Pierwotnie zakładano, że e-sąd będzie rozpatrywał 400 tys. spraw rocznie. Tymczasem w ciągu pierwszego roku wpłynęło blisko 700 tys. spraw (czyli prawie 6 proc. spraw, które wpłynęły w tym roku do sądów rejonowych). W 2011 roku e-sąd powinien ten wynik podwoić: już w sierpniu wpłynęła milionowa w tym roku sprawa.

Jednym z głównych założeń EPU było przyśpieszenie postępowań sądowych. W 2010 roku średni okres rozpatrywania sprawy przez e-sąd wyniósł 24 dni. Nie jest to wprawdzie zapowiadane 5-7 dni, ale sprawność postępowania jest bardzo wysoka: jeden referendarz jest w stanie obsłużyć nawet 20 tys. spraw rocznie.

Nie udało się za to znacząco odciążyć sądów tradycyjnych od rozpoznawania spraw upominawczych, jako że EPU wygenerowało pewną liczbę spraw, które inaczej nie trafiłyby na drogę sądową, gdyż ich dochodzenie nie byłoby opłacalne. Do tego doszedł związany z kryzysem finansowym ogromny wzrost liczby także tradycyjnych spraw w postępowaniu upominawczym i nakazowym. Jak mówił jeden z pomysłodawców EPU Jacek Czaja, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, a obecnie sędzia NSA: gdyby nie było EPU, sądy zostałyby zalane sprawami związanymi z dochodzeniem niezapłaconych należności.

Z punktu widzenia powoda największą zaletą EPU jest jego dostępność i łatwość poruszania się po wirtualnym świecie e-sądu. Założenie konta przypomina założenie elektronicznej skrzynki pocztowej, nie jest też wymagany bezpieczny e-podpis, którego uzyskanie i utrzymanie mogłoby być droższe niż wartość dochodzonego roszczenia (autoryzacja odbywa się za pośrednictwem numeru PESEL, ewentualnie NIP). Postępowanie jest też tańsze dla stron, co wiąże się m.in. ze znacznie obniżoną opłatą sądową.

Zgodnie z przewidywaniami głównymi klientami EPU okazały się firmy windykacyjne, operatorzy usług, głównie telefonicznych oraz kancelarie prawne wyspecjalizowane w egzekucji roszczeń. To właśnie ci klienci decydują o tak dużym wpływie spraw. Dla powodów masowych przewidziano składanie pozwów „w paczkach”.

Przeciwnicy EPU zarzucali postępowaniu elektronicznemu znaczny stopień uproszczenia, mówiąc wręcz o „fikcji wymiaru sprawiedliwości”. Sąd wydaje bowiem nakaz zapłaty wyłącznie na podstawie twierdzeń powoda i tylko w odniesieniu do całości roszczenia (pozwany nie może uznać wyłącznie części roszczenia). Brak załączników może też utrudniać pozwanemu ocenę zasadności roszczeń powoda. Do tego dochodzą problemy związane z wykluczeniem informatycznym.

Jednak twórcy EPU odpowiednio zabezpieczyli interesy pozwanego. Nakaz zapłaty zawsze jest doręczany w formie papierowej i jest opatrzony kodem umożliwiającym wgląd do akt sprawy. Dołączone jest do niego pouczenie, że pozwany może wnieść niepodlegający opłacie sprzeciw w formie elektronicznej lub zwykłej, a także pouczenie o skutkach bezczynności.

Wprawdzie nakaz jest wydawany w ok. 95 proc. spraw, ale wynika to stąd, że dużo spraw jest o należności bezsporne, których pozwani nie kwestionują. Kontrola pozwów nie jest iluzoryczna: liczba spraw, w których odmawia się wydania nakazu, jest spora

Jak mówił prof. Jacek Widło, przewodniczący e-sądu, choć jeden referendarz rozpoznaje ok. 80 spraw dziennie, postępowanie w e-sądzie nie jest mniej staranne, a informatyzacja nie oznacza, że czynnik ludzki zostaje utracony.