Justyna Zandberg-Malec

Język urzędowy przyjazny obywatelom

Pisma urzędowe powinny być pisane zrozumiałym językiem. Jest to podmiotowe prawo obywateli, wynikające z prawa do dobrej administracji. Zrozumiałość pism dowodzi też szacunku państwa do obywatela, mówili uczestnicy pierwszego Kongresu Języka Urzędowego.

W dniach 30-31 października 2012 roku w Warszawie odbył się pierwszy Kongres Języka Urzędowego zorganizowany przez rzecznika praw obywatelskich, senat Rzeczypospolitej Polskiej i wojewodę mazowieckiego.

- Spośród 58 tysięcy skarg, które co roku wpływają do biura rzecznika praw obywatelskich, tylko nieliczne dotyczą bezpośrednio niezrozumiałości pism urzędowych – mówiła prof. Irena Lipowicz. – Jednak w bardzo wielu przypadkach ta niezrozumiałość okazuje się faktyczną przyczyną skargi. Rola rzecznika praw obywatelskich nazbyt często sprowadza się do tłumaczenia skarżącym, że zaprzepaścili swoją szansę na dochodzenie sprawiedliwości, bo wskutek niezrozumienia pisma urzędowego przeoczyli np. termin na złożenie odwołania. Co z tego, że z formalnego punktu widzenia treść decyzji, jej podstawa prawna i uzasadnienie były prawidłowe. Sama decyzja była niezrozumiała dla odbiorcy, który w rezultacie poniósł nieodwracalną szkodę. To rodzi frustrację obywateli i agresję w stosunku do urzędników. Tymczasem perfekcja językowa w przypadku pism urzędowych powinna polegać na zrozumiałym wytłumaczeniu skomplikowanej materii. Oczywiście urzędnik musi się trzymać litery prawa, a język prawny jest skomplikowany, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby na odwrocie decyzji zamieścić jej krótkie streszczenie w języku bardziej zrozumiałym dla obywatela.

- Co roku urzędnicy produkują tony dokumentów – mówił Tomasz Piątek, wicewojewoda mazowiecki. – Pół biedy, jeśli trafiają one do innych urzędów, gorzej, jeśli do zwykłych ludzi. Nie może być tak, że obywatel, otwierając korespondencję z urzędu, czuje potrzebę skorzystania z usług tłumacza.

O tym, że za szczyt doskonałości pism urzędowych nadal uważa się teksty niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela, mówił prof. Andrzej Markowski, przewodniczący Rady Języka Polskiego. – W ustawie o służbie cywilnej nie ma mowy o tym, że urzędnik państwowy powinien wykazać się znajomością języka polskiego. Jest zapis o znajomości przynajmniej jednego języka obcego, ale znajomość polszczyzny uznaje się za pewnik. Tymczasem może warto uzależnić możliwość pełnienia służby cywilnej od znajomości języka polskiego potwierdzonej stosownym sprawdzianem – mówił.

Kolejni prelegenci wskazywali najczęstsze grzechy języka urzędniczego: tasiemcowate zdania, skłonność do zastępowania czasowników rzeczownikami („ocena prawidłowości wykonania czynności ustalenia przebiegu granic nieruchomości”), upodobanie do obcych słów i skomplikowanych konstrukcji, rozwlekłość, suchość form, zawikłanie i niejasność. Dlatego warto dążyć do wypracowania standardów, ujednolicenia struktury i języka poszczególnych typów pism. Trzeba też dbać o zrozumiałość i precyzję tekstów urzędowych, nie zapominając o poprawności i grzeczności językowej.

Oczywiście zmiany te nie będą skutkiem jednego kongresu. Przydatne byłyby szkolenia – zarówno urzędników w zakresie języka polskiego, jak i obywateli w zakresie języka prawnego. To pozwoliłoby uniknąć anegdotycznych już sytuacji, w których podsądny, po wysłuchaniu wyroku, nie ma pojęcia, czy wygrał, czy przegrał sprawę.

Justyna Zandberg-Malec