Jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej

22 lipca br. w siedzibie Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych został ogłoszony Światowy Raport Inwestycyjny 2010.

Raport „The World Investment Report 2010: Investing in Low-Carbon Economy” został przygotowany przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD).

- Jak na kryzys Polska radzi sobie bardzo dobrze – mówił prof. Zbigniew Zimny, konsultant Raportu i przedstawiciel UNCTAD w Polsce. – Wprawdzie liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych od 2007 roku spada, ale trzeba wziąć pod uwagę, że rok 2007 był rekordowy. Biorąc na to poprawkę, można stwierdzić, że trend wzrostowy jest stały, mimo 22-procentowego spadku w 2009 roku. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy rozpoczęto projekty o łącznej wartości 5 mld euro.

Odbiliśmy się od dna

Pod koniec 2009 roku wzrosła liczba inwestycji w większości regionów świata. Są to wprawdzie głównie międzynarodowe zakupy przedsiębiorstw, a nie inwestycje nowe, ale na tym tle Polska też jest wyjątkiem. Od wielu lat nieodmiennie ponad 90 proc. inwestycji w naszym kraju stanowią dające miejsca pracy nowe inwestycje (tzw. greenfield investments). Tymczasem Łotwa, Węgry i Czechy musiały znacznie się podeprzeć sprzedażą przedsiębiorstw.

W raporcie zwraca też uwagę wzrost znaczenia krajów rozwijających się i krajów transformacji, z którymi wiąże się blisko połowa światowych przepływów inwestycji, zarówno po stronie eksportu, jak i importu. Udział ten będzie rósł na niekorzyść państw rozwiniętych.

Skąd ten sukces?

- Polskę od głębszych konsekwencji kryzysu uchronił bardzo niski udział fuzji w napływie inwestycji do Polski, a dość wysoki poziom reinwestowanych zysków, będący miarą zainteresowania wcześniejszych inwestorów – stwierdził Robert Seges, kierownik Wydziału Usług PAIiIZ. – Poza tym w Polsce mocno rozwijały się sektory mniej podatne na wpływ cykli koniunkturalnych (nowoczesne usługi, sektor lotniczy, energetyka odnawialna). Odbudowa rekordowego poziomu z 2007 roku potrwa jednak mniej więcej 4-5 lat.

Paradoksalnie kryzys zwiększył opłacalność inwestycji w Polsce. – Trzeba pamiętać, że tuż przed kryzysem sytuacja inwestorów nie była korzystna – przypomniał Robert Seges. – Spadała stopa bezrobocia, co przekładało się na brak dostępu do nowocześnie wykształconej kadry pracowników. Do tego doszedł dwucyfrowy wzrost kosztów pracy i wzmocnienie złotego. Dopiero wraz z kryzysem Polska trafiła na pierwsze miejsca rankingów atrakcyjności inwestycyjnej poszczególnych państw.

Według raportu AT Kearney Polska jest na 6. miejscu ogólnoświatowego rankingu krajów najatrakcyjniejszych dla inwestorów (w 2007 roku zajmowała 22 miejsce). – W ciągu najbliższych 5 lat możemy więc oczekiwać wzrostu inwestycji – ocenia Robert Seges. – Będzie on przy tym uzależniony nie od kosztów realizacji inwestycji, ale od jakości i wykształcenia kadr.