Gdy zleceniodawca agenta odstraszy klienta


Trybunał Sprawiedliwości UE przesądził, że agent może zachować prawo do prowizji, gdy klient umyślnie nie wykonuje umowy z powodu utraty zaufania do zleceniodawcy, wywołanej postawą tego ostatniego. Orzeczenie wyjaśnia również wątpliwości dotyczące wpływu częściowego niewykonania umowy na prowizję agenta.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 17 maja 2017 r. w sprawie C-48/16 ERGO

Co do zasady

Umowę agencji, w tym rozwiązania dotyczące prowizji, reguluje na poziomie unijnym dyrektywa Rady z dnia 18 grudnia 1986 r. nr 86/653/EWG, wdrożona do ustawodawstw poszczególnych państw członkowskich – z tego powodu orzecznictwo sądów europejskich ma bezpośrednie znaczenie dla wykładni i stosowania krajowych przepisów o umowie agencyjnej. W Polsce implementację dyrektywy zawarto w artykułach 758 – 7649 Kodeksu cywilnego.

Przepisy dyrektywy pozostawiają stronom sporą swobodę co do regulowania zasad wynagradzania agentów handlowych, przewidując prowizję od zawartych z klientami umów tylko jako opcję – choć rzecz jasna w praktyce jest to rozwiązanie bardzo popularne. Obowiązujące prawo przewiduje w zakresie prawa do prowizji głównie rozwiązania domyślne, pozwalając stronom na ich daleko idącą modyfikację. Nieliczne ograniczenia swobody stron chronią agenta przed przerzuceniem na niego całości ryzyka niewywiązania się przez klienta z umowy ze zleceniodawcą.

W szczególności, zgodnie z art. 10 dyrektywy 86/653/EWG i art. 7613 k.c., agent nabywa prawo do prowizji najpóźniej z chwilą, gdy klient wykonał umowę lub z chwilą, gdy powinien był ją wykonać, gdyby zleceniodawca agenta wywiązał się ze swoich obowiązków. Mniej korzystne dla agenta postanowienia są nieważne, można natomiast przewidzieć, że prowizja należy się już wcześniej, np. od samego zawarcia umowy z klientem.

Jednocześnie jednak art. 11 dyrektywy oraz implementujący go art. 7614 k.c. przesądzają, że prowizja się nie należy, a wypłacona podlega zwrotowi, gdy ustalone zostanie (stanie się „oczywiste” wg polskiego przepisu), że umowa z klientem nie zostanie wykonana na skutek okoliczności, za które zleceniodawca nie ponosi odpowiedzialności. Rzecz jasna tym bardziej dotyczy to wypadku, gdy termin wykonania umowy (np. opłacenia składek) już nadszedł, a świadczenie nie nastąpiło. Także i w tym przypadku niedopuszczalne są zapisy umowne mniej korzystne dla agenta, co oznacza, że można jedynie w większym stopniu, a nawet całkowicie uniezależnić prawo do prowizji od wykonywania umów przez klientów.

Tło sporu

Omawiany wyrok Trybunału zapadł w sprawie dotyczącej rozliczeń z agentką jednego z działających na Słowacji towarzystw ubezpieczeniowych. Otrzymywała ona prowizję od każdej zawartej umowy, przy czym była ona wyrażona jako procent od wysokości składek opłacanych przez klientów. W efekcie prowizja od każdej pojedynczej umowy nie stanowiła świadczenia jednorazowego, ale była wypłacana przez dłuższy okres w regularnych transzach. Umowa agencyjna przewidywała ponadto, że jeśli klient zaprzestanie opłacania składek po trzech miesiącach od zawarcia umowy, prowizja ulegnie proporcjonalnemu obniżeniu.

Po zawarciu przez agentkę szeregu umów i otrzymaniu z tego tytułu kilkumiesięcznych transzy prowizji klienci zaprzestali opłacania składek, co doprowadziło – na gruncie prawa słowackiego – do automatycznego wygaśnięcia ich umów ubezpieczenia. Klienci tłumaczyli decyzję o rezygnacji z polis (zaprzestanie opłat było de facto odpowiednikiem ich wypowiedzenia) utratą zaufania do ubezpieczyciela spowodowaną m.in. wysyłaniem do nich wielu pytań już po zawarciu umów oraz wzywaniem do zapłaty już opłaconych składek.

W konsekwencji ubezpieczyciel zażądał od agentki zwrotu części pobranej prowizji, wskazując, że podlega ona proporcjonalnemu pomniejszeniu z powodu zaprzestania przez klientów uiszczania składek. Agentka odmówiła, tłumacząc, że decyzja klientów była wywołana zachowaniem towarzystwa ubezpieczeniowego.

W sprawie wszczęto proces przed słowackim sądem, który skierował do Trybunału Sprawiedliwości pytanie prejudycjalne dotyczące wykładni – wspomnianego wcześniej – art. 11 dyrektywy 86/653/EWG, mówiącego o utracie prawa do prowizji.

Gdy klienta zniechęcił zleceniodawca

Kluczowe zagadnienie, nad którym pochylił się Trybunał, sprowadzało się do pytania, czy badając przyczyny niewykonania umowy z klientem należy rozważyć tylko formalną, ściśle prawną przyczynę takiego obrotu spraw, czy także szerszy kontekst – w tym motywy stron. Takie – nieco abstrakcyjne – sformułowanie problemu wynikło z okoliczności tej konkretnej sprawy, gdzie zaprzestanie wykonywania umowy było w sensie prawnym konsekwencją dobrowolnego i świadomego zaniechania opłacania składek przez klientów, a więc w zasadzie zawinionego przez nich naruszenia umów. Można więc było twierdzić, że niewykonanie umów wynikało z okoliczności, za które odpowiadają klienci – a nie zleceniodawca.

Trybunał odrzucił jednak taki jednopłaszczyznowy sposób rozumowania jako sprzeczny z celami dyrektywy, której naczelnym celem jest ochrona interesów przedstawicieli handlowych (agentów) jako strony słabszej w relacji ze zleceniodawcami.

W orzeczeniu przyjęto, że pojęcie „okoliczności, za które odpowiedzialność ponosi zleceniodawca” obejmuje także „wszelkie okoliczności prawne i faktyczne będące przyczyną niewykonania umowy leżące po stronie zleceniodawcy”. Tym samym – pozostawiając oczywiście tę ocenę w konkretnej sprawie sądowi rozpatrującemu powództwo – Trybunał dał do zrozumienia, że zleceniodawca ponosi ryzyko niewykonania przez klientów umów, w tym rozwiązania ich (w takim czy innym trybie) z powodu jego własnego zachowania.

Choć Trybunał nie wyraził tej myśli wprost, to biorąc pod uwagę logikę przyjętego rozstrzygnięcia wydaje się przy tym, że nie ma znaczenia, czy zachowanie zleceniodawcy wprost narusza konkretne postanowienia umów z klientami. Wystarczające jest, aby realnie stanowiło przyczynę niewykonania przez nich zobowiązania umownego, np. dlatego, że powoduje utratę zaufania klientów.

Nietrudno zauważyć jednak, że przyjęcie takiego założenia bez absolutnie żadnych zastrzeżeń prowadziłoby do zbyt daleko idącej i nieuzasadnionej ochrony agenta, pozwalając mu na zachowywanie prawa do prowizji, nawet gdyby klienci zaprzestawali wykonywania umów z przyczyn zupełnie błahych (czy wręcz – wymówek). Powinna więc istnieć pewna granica odpowiedzialności zleceniodawcy – co być może stanie się w przyszłości przedmiotem rozważań orzecznictwa, w tym potencjalnie Trybunału Sprawiedliwości UE.

Ogólnie rzecz ujmując, wydaje się, że granicę taką należałoby wyznaczać w oparciu o kryteria takie jak obiektywna nieprawidłowość zachowania zleceniodawcy (sprzeczność z szeroko przyjętymi standardami rynkowymi czy dobrymi zwyczajami) oraz waga tych nieprawidłowości.

Częściowe niewykonanie – częściowa utrata prowizji

Trybunał zmierzył się w omawianym wyroku także z niemniej ważnym pytaniem o to, jak wpływa na prawo do prowizji tylko częściowe niewykonanie umowy przez klienta.

Literalnie dyrektywa (jak i implementujące ją przepisy polskiego prawa) zdaje się bowiem mówić tylko o niewykonaniu całości umowy, co prowadziłoby do wniosku, że w razie częściowego niewykonania agent zachowuje prawo do całości prowizji. Jednocześnie można by jednak rozumować zgoła odwrotnie, wychodząc od spostrzeżenia, że przepis wydaje się mówić o utracie prawa do całości prowizji, a przez „niewykonanie” umowy rozumieć można każdą sytuację inną niż jej pełna realizacja. Otwarta jest także droga do wszelkich sposobów wykładni leżących pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Tego rodzaju rozbieżności w interpretacji mechanizmu spotkać można porównując analizy polskich przepisów różnych autorów, co świadczy o aktualności problemu na forum krajowym.

Trybunał rozwiązał go w sposób iście salomonowy, przyjmując, że art. 11 dyrektywy przewiduje utratę prowizji także w razie częściowego niewykonania umowy, ale w takim wypadku obniżenie wynagrodzenia jest proporcjonalne do stopnia niewykonania umowy z klientem. Zaznaczył przy tym, że skoro umowa agencyjna nie może przewidywać rozwiązań mniej korzystnych dla agenta, to można co najwyżej przewidzieć obniżenie prowizji dysproporcjonalne (tj. niewspółmiernie małe) w stosunku do stopnia niewykonania umowy. Jak już wcześniej wspomniano, nic nie stoi też na przeszkodzie, żeby mechanizm ten w ogóle wyłączyć, całkowicie odrywając prawo do prowizji od problemu realizacji umów z klientami.

Maciej Zych, praktyka postępowań sądowych i arbitrażowych kancelarii Wardyński i Wspólnicy