Europa musi mieć na Chiny jakiś plan


Firmy z Chin mają konkretne cele i pracowicie realizują swój plan obecności na rynkach światowych. Świat wobec chińskiej ekspansji gospodarczej żadnego planu nie ma – komentarz po konferencji Inter-Pacific Bar Association.

W trakcie dorocznej konferencji prawników z rejonu azjatyckiego, Inter-Pacific Bar Association, która odbyła się w dniach 13-16 marca 2018 r. w Manili, dominował temat inwestycji zagranicznych. Szereg sesji poświęconych było inwestycjom pochodzącym z Chin, w szczególności w ramach inicjatywy One Belt One Road. Autorka tekstu była panelistką w sesji zatytułowanej Chinese Investment in the Western Hemisphere. Poniżej garść przemyśleń po dyskusji, która się następnie wywiązała.

Barierą dla chińskich firm jedynie chińska biurokracja

Inwestorzy chińscy nie napotykają obecnie żadnych lokalnych barier o charakterze formalnym przy inwestowaniu w krajach europejskich, bowiem naczelną zasadą UE jest swoboda inwestowania i na poziomie europejskim nie funkcjonują ograniczenia w stosunku do inwestorów z państw trzecich. Barierą w zamknięciu transakcji zagranicznej przez firmę chińską może być za to wymagana przez chińskie prawo biurokratyczna procedura związana z uzyskiwaniem zezwoleń od chińskich organów na dokonanie inwestycji poza granicami Chin. Długość tej procedury może znacząco opóźnić proces decyzyjny i tym samym closing, co zmniejsza konkurencyjność inwestora chińskiego.

W szeregu państw członkowskich Unii Europejskiej, m.in. w Niemczech, na Litwie, a także w Polsce, w ciągu ostatnich dwóch lat wprowadzono wprawdzie środki krajowe, które dają organom ze szczebla rządowego możliwość kontrolowania inwestycji o kluczowym znaczeniu dla kraju w oparciu o zasadę porządku i bezpieczeństwa publicznego. W Polsce regulacja ta została wprowadzona ustawą z dnia 24 lipca 2015 r. o kontroli niektórych inwestycji. Regulacje dotyczące ochrony rynku przed obcym kapitałem, taka jest bowiem ich prawdziwa intencja, nie rozróżniają jednak nabywców. Tak samo obostrzają wymogi dla wszystkich podmiotów inwestujących, czyli traktują tak samo firmy z UE i z Chin.

Ochrona sektorów strategicznych

W ostatnim czasie Parlament Europejski wyszedł jednak z inicjatywą mającą na celu wprowadzenie regulacji dotyczącej kontroli zagranicznych (czyli pozaunijnych) inwestycji w sektorach strategicznych: energetycznym, transportowym i telekomunikacyjnym.

Inicjatywa ta wynika w szczególności z dostrzeżonej nierówności w dostępie do inwestycji. Przedsiębiorstwa spoza Unii cieszą się bowiem pełną swobodą inwestowania na jednolitym rynku, nierzadko korzystając z pomocy publicznej państwa członkowskiego, a firmy europejskie napotykają na rynkach trzecich szereg przeszkód, które znacząco ograniczają możliwości inwestycyjne. W szczególności w relacjach z Chinami Komisja Europejska już wcześniej komunikowała, że oczekuje respektowania zasady wzajemności w stosunkach gospodarczych. Takiej wzajemności nie ma. Od 2013 r. wciąż w trakcie negocjacji jest umowa inwestycyjna UE – Chiny. Od ponad 10 lat Chiny prowadzą też z UE negocjacje w sprawie przystąpienia do umowy GPA (Goverment Procurement Agreement), która uregulowałaby wzajemny dostęp firm do kontraktów rządowych na rynkach unijnym i chińskim.

Obecnie wykonawcy z UE nie realizują kontraktów rządowych w Chinach, ale chińskie firmy startują w przetargach na terenie UE bez ograniczeń. Europejskie prawo zamówień publicznych nie pozwala bowiem na dyskryminację wykonawców ze względu na kraj ich pochodzenia. W polskiej ustawie Prawo zamówień publicznych jest tylko jeden przypadek, na zasadzie wyjątku, kiedy wykonawca spoza obszaru GPA, czyli np. firma chińska, może być „legalnie dyskryminowana”. Dotyczy to zamówień sektorowych, których przedmiotem są dostawy, jeśli udział w ofercie towarów pochodzących z państw UE nie przekracza 50%.

Celem nowej regulacji unijnej, której projekt opracowała w 2017 r. Komisja Europejska, ma być utworzenie specjalnej komisji dla celów kontroli inwestycji oraz, w efekcie, doprowadzenie na poziomie europejskim do uzgodnień z państwami trzecimi gwarantujących równe szanse inwestycyjne i poszanowanie zasady wzajemności, innymi słowy: usunięcie dostrzeżonej asymetrii.

Wizerunek firm chińskich w Europie i w Polsce

Poziom tzw. sinofobii w Europie jest różny. Przykładowo na Bałkanach inwestycje chińskie są bardzo mile widziane, bowiem gwarantują lokalnym społecznościom dodatkowe korzyści, takie jak miejsca pracy czy rozwój infrastruktury. W Rumunii z kolei napływ siły roboczej z Chin przy okazji realizacji inwestycji czy projektów pozwala uzupełnić niedobór lokalnych pracowników.

Historia relacji chińsko-polskich jest trochę skomplikowana. Pamiętamy kontrakt na budowę odcinka autostrady A2, który w 2011 r. realizowała chińska spółka COVEC. Powszechnie komentowane jest, że spółka ta złożyła niedoszacowaną ofertę. Jednak w tamtym okresie kumulacji inwestycji infrastrukturalnych realizowanych przed EURO 2012 o kontrakty budowlane toczyła się ostra walka cenowa i wiele krajowych firm na tym ucierpiało – nie tylko schodziły one z placów budowy, ale wiele z nich upadło, nie opłaciło podwykonawców. Natomiast chiński wykonawca podjął w Chinach skuteczne kroki prawne, broniąc się przed zapłatą odszkodowania na rzecz zamawiającego. Efektem było nagłośnienie niechęci do przedsiębiorców chińskich. Obecnie, po zawarciu ugody w 2017 r., klimat współpracy polsko-chińskiej się poprawia, chociaż trudno mówić o pełnej otwartości, bo wciąż pokutuje brak zaufania do wiedzy i kwalifikacji firm chińskich. Wydaje się, że ten akurat argument nie ma dzisiaj racji bytu, z uwagi na spory udział firm chińskich w sektorach opartych o zaawansowane technologie, a także w związku z inwestycjami za granicą.

Czy jest się czego bać?

Wydaje się, że tym, co może wzbudzać obawy, jeśli chodzi o wymianę gospodarczą z Chinami, jest rozmiar i dynamika konsekwentnie i planowo realizowanej przez chińskie firmy zagranicznej ekspansji inwestycyjnej, wspieranej dodatkowo przez chiński rząd. Z chińskiego punktu widzenia jest to działanie zmierzające do przekształcenia Chin w światową potęgę przemysłową w ramach planu „Made in China 2025”. Jednak szereg chińskich inwestycji dotyczy strategicznych sektorów przemysłowych i nie ma żadnych mechanizmów regulujących ich napływ. Państwa przyjmujące inwestycje mogą więc mieć obawy, że strategiczne aktywa zostaną przejęte przez firmy chińskie.

Także rzuca się w oczy dysproporcja w podejściu do inwestycji: : firmy z Chin mają konkretne cele i realizują pracowicie swój plan na obecność na rynkach światowych i dostęp do światowych technologii. Świat wobec chińskiej ekspansji gospodarczej żadnego planu nie ma, a Europa, przy całej swojej otwartości na inwestorów na rynku wewnętrznym, nie zagwarantowała przedsiębiorcom europejskim dostępu na równych zasadach do rynku chińskiego.

Nie ulega wątpliwości, że skala inwestycji chińskich będzie wzrastać. Państwa przyjmujące inwestycje muszą więc wypracować mechanizmy regulujące napływ tych inwestycji i kontrolę nad własnymi zasobami. Potrzebne są systemowe rozwiązania prawne, aby proces wchodzenia firm chińskich na rynki zachodnie odbywał się w sposób dla wszystkich przejrzysty i nie budził niepotrzebnych emocji.

Jednak gospodarki światowe, w tym UE, powinny przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, co chciałyby uzyskać od Chin, i opracować plan, który pozwoli im realizować własne cele gospodarcze wobec gospodarki chińskiej.

Mirella Lechna, radca prawny, praktyka infrastruktury, transportu, zamówień publicznych i PPP kancelarii Wardyński i Wspólnicy