Lena Marcinoska

Dozwolony użytek w praktyce

Jak korzystać z bogactw internetu bez naruszania praw własności intelektualnej.

Technika związana ze zwielokrotnianiem, przechowywaniem, przesyłaniem i udostępnianiem online powoduje, że możemy stosunkowo łatwo korzystać z różnych wytworów intelektualnych. Nieograniczona dostępność do zasobów sieci – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu – buduje też przekonanie, że możemy swobodnie korzystać ze wszystkiego, co się w niej znajduje. Tymczasem zasady obowiązujące w przestrzeni internetowej wcale nie różnią się od tych dotyczących – nazwijmy to – tradycyjnych zasobów pozainternetowych. Internet nie daje w tym wypadku żadnych szerszych uprawnień. Zasadą – w internecie i poza nim – jest, że korzystanie z utworu (np. piosenki, układu tanecznego, fotografii) wymaga uzyskania zgody twórcy lub innego uprawnionego, np. wytwórni, wydawcy. W tym sensie prawo autorskie ogranicza naszą swobodę korzystania z utworów w sieci.

Dozwolony użytek ON

Nie oznacza to jednak, że włączając muzykę umieszczoną w sieci na przyjęciu urodzinowym siostry musimy zawsze mieć zgodę na takie działanie. W prawie autorskim są konstrukcje, które pozwalają korzystać z utworów na różne sposoby bez konieczności uzyskiwania zgody uprawnionych. Mowa o tzw. dozwolonym użytku (art. 23 i nast. ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, dalej także pr. aut.). Zasadniczo występuje on w dwóch odmianach – jako dozwolony użytek prywatny (osobisty) i dozwolony użytek publiczny. Nie są to przepisy łatwe w stosowaniu i – niestety – zawsze wymagają dość drobiazgowej analizy. Dla przykładu w podanej sytuacji swobodne odtworzenie muzyki będzie możliwe jedynie wówczas, gdy w kręgu odwiedzających znajdą się wyłącznie osoby pozostające „w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego” (art. 23 ust. 2 pr. aut.).

Dozwolony użytek prywatny daje prawo do nieodpłatnego korzystania bez zezwolenia twórcy z utworu, wszakże pod warunkiem, że został on już rozpowszechniony – to znaczy publicznie udostępniony za zgodą twórcy lub osoby uprawnionej w jakikolwiek sposób. Jeżeli utwór został udostępniony publicznie, ale nastąpiło to bez zgody lub mimo sprzeciwu, nie jest możliwe legalne korzystanie z niego. Oczywiście jednak fakt, że utwór został kiedykolwiek udostępniony publicznie za zgodą twórcy, nie oznacza, że konkretny egzemplarz lub konkretne publiczne udostępnienie np. w internecie utworu także zostało dokonane za zezwoleniem twórcy. To, jaki charakter powinno mieć rozpowszechnienie utworu, aby móc skorzystać z dozwolonego użytku, cały czas budzi niemałe kontrowersje. Wciąż ścierają się różne poglądy i interpretacje, czy dozwolony użytek znajduje zastosowanie tylko w sytuacji, gdy udostępnienie utworu w internecie było legalne, czy również wtedy, gdy udostępnienie nastąpiło nielegalnie.

Kwestia ta była przedmiotem wydanej niedawno opinii rzecznika generalnego w sprawie C 435/12, która na skutek pytania prejudycjalnego zadanego przez sąd niderlandzki zawisła przed Trybunałem Sprawiedliwości (opinia rzecznika generalnego Pedra Cruza Villalóna z 9 stycznia 2014 r). Opinia zdaje się iść w kierunku wykładni restrykcyjnej, uznając, że dozwolony użytek stosuje się wyłącznie do zwielokrotnień utworów pochodzących ze źródeł legalnych. Trybunał Sprawiedliwości nie wydał jeszcze wyroku w tej sprawie. Prawdopodobne wydaje się jednak, że może podzielić opinię rzecznika. Jeśli tak się stanie, w praktyce doprowadzi to do przyjęcia zasady „zatrutego źródła”. Legalność korzystania z utworów w ramach dozwolonego użytku będzie uzależniona od legalności działania wszystkich poprzedników. Rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości jest niewątpliwie bardzo oczekiwane. Należy pamiętać, że przepisy dotyczące dozwolonego użytku prywatnego nie kreują po stronie korzystających żadnego prawa podmiotowego (choć pojawiały się poglądy odmienne), co oznacza to, że jako użytkownicy nie możemy domagać się na drodze sądowej prawa do wykorzystania utworu w ramach dozwolonego użytku prywatnego.

Ograniczeniem jest także to, że dozwolony użytek prywatny obejmuje korzystanie z utworów jedynie przez osoby pozostające w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. W przestrzeni internetowej warunek ten bywa nadużywany. Istnienie stosunku towarzyskiego wywodzone jest np. z przynależności do jednej grupy na forum, portalu społecznościowym, zawodowym itd. Komercyjne wykorzystanie utworu nie mieści się już w ramach dozwolonego użytku. Tu konieczne będzie uzyskanie zgody uprawnionego, np. w postaci licencji.

Dozwolony użytek publiczny natomiast zezwala, przynajmniej co do zasady, na korzystanie z już rozpowszechnionego utworu podyktowane względami społecznymi, kulturalnymi czy dydaktycznymi, przy czym korzystanie to może mieć niekiedy charakter odpłatny. Poniżej skupimy się jednak na dozwolonym użytku prywatnym i tym, jak jego konstrukcja sprawdza się w przestrzeni internetowej.

Zdigitalizowany dozwolony użytek prywatny

W internecie najczęściej dokonujemy trzech rodzajów czynności. Przeglądamy na ekranie komputera treści znalezione w sieci (browsing), pobieramy treści i pliki znajdujące się w internecie (downloading) lub wreszcie sami wprowadzamy pliki do sieci (uploading). Każda z tych sytuacji jest oceniana inaczej w kontekście dozwolonego użytku osobistego.

Zwykłe surfowanie po sieci i przeglądanie danych jest zazwyczaj dozwolone, choć oczywiście i wtedy jakieś dane zapisywane są w pamięci naszego komputera, iPada itd. (tzw. zwielokrotnienia efemeryczne – art. 231 pr. aut). Działanie takie ma charakter pasywnego odbioru utworu i jako takie lokuje się poza zakresem monopolu autorskiego.

Inną sprawą jest pobieranie z internetu plików, np. muzycznych. W tym wypadku o wiele łatwiej wyjść poza granice dozwolonego użytku, naruszając tym samym prawa uprawnionego. Kluczowe jest tu ustalenie, czy utwór, np. clip, singiel, film lub serial, został już rozpowszechniony, tzn. udostępniony publicznie za zezwoleniem twórcy. I tak przykładowo, jeżeli nowy sezon serialu nie miał jeszcze swojej oficjalnej premiery, z całą pewnością powinniśmy założyć, że nie został on jeszcze legalnie udostępniony publiczności, a jego pobranie (downloading) będzie oznaczało naruszenie prawa. Przy czym, tak jak wskazywano powyżej, w tym obszarze przepisy nie są jednoznaczne, a interpretacje różne. Duże znaczenie praktyczne będzie miało zapewne rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości w sprawie C 435/12.

Ostatnią najbardziej typową operacją może być wreszcie udostępnienie cudzego utworu w internecie (uploading). Jednym ze sposobów takiego udostępnienia może być np. wysłanie mejlem pobranego z sieci e-booka. Ta forma udostępnienia dzieła zazwyczaj sprowadza się do przesłania pliku określonej grupie adresatów – znajomych, a co za tym idzie powinna mieścić się w granicach dozwolonego użytku prywatnego, o ile mieści się w obrębie art. 23 ust. 2 pr. aut.

Czym innym jest natomiast udostępnienie cudzego utworu w taki sposób, że ma do niego dostęp nieograniczona grupa osób (np. udostępnienie na blogu, YouTube itd.). Takiego udostępnienia nie będzie można zaliczyć do mieszczącego się w granicach dozwolonego użytku. Szczególnie kontrowersyjne jest działanie tzw. serwisów peer to peer (p2p), umożliwiających wymianę plików między użytkownikami. Wymiana polega jednak na tym, że jednocześnie z pobraniem pliku lub zalogowaniem się do systemu pliki znajdujące się na komputerze czy iPadzie internauty są udostępniane pozostałym użytkownikom sieci p2p. Dochodzi więc w ten sposób do – choćby potencjalnego – udostępnienia utworów nieograniczonej grupie osób, co należy uznać za wykroczenie poza ramy dozwolonego użytku.

Oczywiście powyższe uwagi nie mają zastosowania, jeśli udostępniamy w sieci swój własny utwór, np. wykonaną przez nas fotografię. Będąc jej twórcami, możemy nią swobodnie dysponować.

Dozwolony użytek OFF

Zakres dozwolonego użytku osobistego został ustawowo ograniczony wobec trzech kategorii dzieł: po pierwsze utworów architektonicznych i architektoniczno-urbanistycznych (również urbanistycznych, choć ustawa nie wskazuje wyraźnie tej kategorii), po drugie wobec elektronicznych baz danych, po trzecie względem programów komputerowych. Jeśli chodzi o programy komputerowe, legalny posiadacz może w nich dokonywać pewnych działań, które zostały szczegółowo uregulowane w art. 75 pr.aut. Niemniej jednak dozwolony użytek prywatny został wobec nich wyłączony.

Wyższy stopień wtajemniczenia

Celem artykułu nie jest rozważanie kontrowersji prawnych związanych z problematyką dozwolonego użytku. Przepisy dotyczące dozwolonego użytku już same w sobie budzą szereg wątpliwości, na które dodatkowo nakładają się techniczne aspekty funkcjonowania nowoczesnych technologii. Artykuł ma jedynie zwrócić uwagę, że kwestia dozwolonego użytku jest jednym z głównych wyzwań w ogólnym procesie dostosowania prawa do zmieniających się możliwości technicznych.

W obecnym stanie prawnym konsumentowi bardzo trudno jest ocenić, jakie działania może legalnie podejmować w internecie. Problem komplikuje fakt, że dozwolony użytek każdorazowo wymaga interpretacji stanu faktycznego, co prowadzi do permanentnego stanu niepewności prawnej, czy podejmowane działania są zgodne, czy też sprzeczne z prawem. Gołym okiem widać potrzebę bardziej przyjaznego uregulowania kwestii dozwolonego użytku prywatnego. Należy mieć nadzieję, że zakończone właśnie konsultacje społeczne w sprawie reformy prawa autorskiego, prowadzone przez Komisję Europejską, przyniosą pożądany efekt. Ostatnio – 5 marca 2014 r. – zakończyła się faza nadsyłania do Komisji odpowiedzi na pytania w ramach konsultacji. Podsumowanie powinno być wkrótce dostępne na stronie Komisji.

Lena Marcinoska, praktyka własności intelektualnej kancelarii Wardyński i Wspólnicy