Justyna Zandberg-Malec

Doraźne rozwiązania mogą przynieść więcej szkód niż pożytku

Chcąc ocalić miejskie grunty przed reprywatyzacją, Rada m.st. Warszawy zamierza uchwalać doraźnie tzw. mikroplany zagospodarowania przestrzennego. Takie działania mogą jednak okazać się bardzo szkodliwe dla miejskich finansów.

Ostatnio gorącym tematem w warszawskich mediach jest reprywatyzacja śródmiejskich nieruchomości, na których stoją budynki szkolne i inne placówki oświatowe. Media donoszą, że władze miasta, choć wiedziały o roszczeniach reprywatyzacyjnych, niewiele zrobiły, by znaleźć nowe budynki dla szkół. Wszystko jednak wskazuje na to, że miasto wpadło na inny pomysł, by ratować grunty obciążone roszczeniami reprywatyzacyjnymi.

20 czerwca br. Rada dzielnicy Śródmieście wystąpiła do Rady m.st. Warszawy o wyłączenie ze sporządzanego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego działek, do których istnieją roszczenia reprywatyzacyjne. Takie wyłączenie umożliwi uchwalenie tzw. mikroplanów dotyczących poszczególnych działek, które mają być zwracane byłym właścicielom. Jeżeli taki mikroplan przesądzi, że na danej działce może się znajdować np. wyłącznie boisko szkolne, odzyskany grunt będzie dla byłych właścicieli bezwartościowy.

– Jest to nowa niepokojąca praktyka, która niszczy elementarne zaufanie do władzy, a dodatkowo może skutkować poważnymi, odszkodowawczymi roszczeniami wyrównawczymi – mówi Krzysztof Wiktor z Zespołu Reprywatyzacji kancelarii Wardyński i Wspólnicy. – Oczywiście roszczenia wynikające z tzw. dekretu Bieruta są źródłem poważnych problemów dla miasta, ale problemy te należy rozwiązać w sposób akceptowalny dla wszystkich zainteresowanych. Przede wszystkim trzeba rozmawiać, by wspólnie wypracować jakiś kompromis. Nie może być tak, że były właściciel czeka kilkadziesiąt lat na zwrot nieruchomości, do której ma bezsporne roszczenia, a miasto zwlekając i stosując uniki doprowadza w ostatniej chwili niejako do wtórnego wywłaszczenia. Miasto unika rozmów z byłymi właścicielami, z zasady nie proponuje nieruchomości zamiennych, a jednocześnie nieruchomości wolne od roszczeń, do których mogłyby się przenieść śródmiejskie szkoły, wystawia na przetargach, licząc na szybki zysk ze sprzedaży. W efekcie takich doraźnych działań miasto może stracić więcej, niż gdyby zaproponowało dawnym właścicielom lub ich spadkobiercom nieruchomość zamienną. Były właściciel po odzyskaniu gruntu, którego wartość wielokrotnie spadła, może wystąpić o odszkodowanie, którego wartość sięga różnicy między wartością sprzed uchwalenia mikroplanu a tą po jego uchwaleniu. Dlatego doraźne działania podejmowane przez władze miasta są tak naprawdę ze szkodą dla miejskich finansów. Nie można także wykluczyć, że część właścicieli nie będzie pozwalać na dalsze korzystanie z odzyskanej nieruchomości przez istniejącą tam placówkę oświatową. Powodować to będzie eskalację konfliktów społecznych zamiast ich rozwiązywania.

Justyna Zandberg-Malec