Czy roszczenia pasażerów się przedawniają?


W niedawnej uchwale Sąd Najwyższy przesądził, że roszczenia pasażerów o odszkodowanie z tytułu opóźnienia lub odwołania lotu albo odmowy przyjęcia na pokład wynikające z przepisów unijnych ulegają przedawnieniu zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego. Tymczasem Naczelny Sąd Administracyjny przyjmuje, że Urząd Lotnictwa Cywilnego nie ma prawa brać pod uwagę przedawnienia takich roszczeń, rozpatrując skargi pasażerów. Kto ma rację?

Uchwała SN z 17 marca 2017 r., III CZP 111/16

Wyrok NSA z 2 sierpnia 2016 r., I OSK 2714/15

Co orzekł Sąd Najwyższy?

Uchwała z 17 marca 2017 r. zapadła na skutek pytania prawnego zadanego przez sąd powszechny w toku rozpoznawanej w procesie cywilnym sprawy o odszkodowanie dla pasażera. Zadane pytanie zmierzało do ustalenia, czy roszczenia pasażerów o odszkodowanie za opóźnienie lub odwołanie lotu, a także za odmowę przyjęcia na pokład wynikające z art. 7 rozporządzenia (WE) Nr 261/2004 r. Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004 r. podlegają przedawnieniu zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego.

Dokładniej rzecz ujmując, zapytano, czy podlegają one przedawnieniu w terminie przewidzianym dla uprawnień wynikających z umowy przewozu, czyli 1 roku od dnia wykonania przewozu lub dnia, kiedy miał zostać wykonany (art. 778 Kodeksu cywilnego). Na tak postawione pytanie Sąd Najwyższy udzielił odpowiedzi twierdzącej.

Od strony prawnej pogląd wyrażony w uchwale wydaje się ze wszech miar słuszny. Zryczałtowane odszkodowanie przewidziane w art. 7 rozporządzenia nr 261/2004 stanowi w gruncie rzeczy ustawową sankcję za niewykonanie lub nienależyte wykonania zobowiązania z umowy przewozu (art. 471 Kodeksu cywilnego). Sankcja ta przypomina, a można nawet stanowi przykład instytucji zwanej „karą ustawową” lub „normatywną” (art. 485 Kodeksu cywilnego), nota bene czerpiącej swój rodowód z poprzedniego ustroju i stąd dziś w zasadzie zapomnianej. Na cywilnoprawny charakter uprawnienia pasażera wskazuje zresztą sama treść rozporządzenia nr 261/2004, wprost mówiąca o możliwości dochodzenia dalej idącego odszkodowania (art. 12) oraz roszczeniach regresowych przewoźnika wobec podmiotów odpowiedzialnych za spowodowanie opóźnienia czy odwołania lotu (art. 13).

Wydaje się jednocześnie, że rozwiązanie kwestii przedawnienia roszczeń pasażerskich przyjęte przez Sąd Najwyższy jest sprawiedliwe. Choć termin jednoroczny należy do najkrótszych przewidzianych w polskim prawie, to w tym wypadku wydaje się adekwatny.

W praktyce wola dochodzenia roszczeń po stronie pasażerów istnieje, nieraz z powodu zrozumiałych emocji, głównie w niedługim czasie po terminie lotu i z czasem wola ta maleje, poniekąd wraz z opadem emocji. Równocześnie, biorąc pod uwagę relatywnie niewysokie kwoty odszkodowań (od 250 do 600 euro) i fakt, że z założenia stanowią one bardziej zadośćuczynienie za doznane niedogodności i stratę czasu wynikłą z opóźnienia lub odwołania niż wyrównanie rzeczywistej szkody, nie ma też szczególnego interesu, który przemawiałby za długim terminem przedawnienia. Jednocześnie, dla właściwego szacowania przez przewoźników kosztów – w praktyce nieuniknionych – opóźnień lub odwołań lotów, klarowna i nieodległa data wyznaczająca kres ich odpowiedzialności jest oczywiście dużym udogodnieniem.

Prezes ULC nie posłucha Sądu Najwyższego

Powstaje jednak pytanie, na ile zapadłe orzeczenie może rzeczywiście wpłynąć na sytuację pasażerów i przewoźników, biorąc pod uwagę zgoła odmienne podejście do kwestii przedawnienia prezentowane przez sądy administracyjne, w tym Naczelny Sąd Administracyjny.

Gwoli przypomnienia lub wyjaśnienia czytelnikom, w polskim prawie istnieje – raczej niezamierzona przez ustawodawcę – dwutorowość w dochodzeniu roszczeń o odszkodowanie z rozporządzenia 261/2004. Pasażer może albo skierować skargę do Komisji Ochrony Praw Pasażerów przy Prezesie Urzędu Lotnictwa Cywilnego, co skutkuje wszczęciem postępowania administracyjnego, albo wytoczyć powództwo przeciwko przewoźnikowi przed sądem powszechnym w zwyczajnym procesie cywilnym.

Niekorzystnym następstwem istnienia dwóch alternatywnych trybów postępowania, przed dwoma odmiennymi pionami organów, jest ryzyko powstania rozbieżności w wykładni i praktyce stosowania tych samych przepisów. O ile bowiem dla działalności Prezesa ULC w praktyce znaczenie ma orzecznictwo sądów administracyjnych, które rozpoznają skargi na jego decyzje, o tyle sądy powszechne kierować się będą wykładnią oferowaną przez Sąd Najwyższy lub ewentualnie sądy drugiej instancji.

Jak rozstrzygnął kwestię Naczelny Sąd Administracyjny?

Bardzo dobrą ilustracją takich problemów jest opisywany przypadek. Oceniając możliwość przedawnienia roszczeń pasażerskich z rozporządzenia nr 261/2004, w niedawnym wyroku z 2 sierpnia 2016 r. (I OSK 2714/15) Naczelny Sąd Administracyjny poszedł bowiem w zupełnie innym kierunku niż Sąd Najwyższy, stwierdzając, że Prezes ULC nie może brać pod uwagę ewentualnego faktu przedawnienia takich roszczeń w świetle przepisów prawa cywilnego, ponieważ przepisy, na podstawie których rozpatruje on skargi pasażerów, nie przewidują wprost takiej możliwości.

Sposób rozumowania przyjęty przez NSA wynika ze specyficznego i bardzo wąskiego rozumienia przez ten sąd tzw. zasady legalizmu, zgodnie z którą organy administracji publicznej działają na podstawie przepisów prawa (art. 6 Kodeksu postępowania administracyjnego). Choć można by kwestionować zasadność przyjmowanej przez NSA interpretacji, to podkreślić trzeba, że jest on w niej bardzo konsekwentny – analogicznie sąd ten rozstrzygał o (nie)zastosowaniu przepisów prawa cywilnego, w tym dotyczących konkretnie przedawnienia roszczeń odszkodowawczych, przez organy administracji publicznej m.in. w wyrokach z 15 grudnia 1987 r. (I SA 177/87), z 25 czerwca 1999 r. (IV SA 1118/97), z 18 lipca 2007 r. (I OSK 762/07) czy z 29 maja 2012 r. (II GSK 519/11).

Co warto zaznaczyć, orzekając o roszczeniach pasażerskich NSA w żaden sposób nie przesądził, czy podlegają one przedawnieniu na gruncie prawa cywilnego i ewentualnie w jakim terminie – wyłączył po prostu w sposób czysto formalny możliwość wzięcia pod uwagę takiej okoliczności przez Prezesa ULC. Ściśle rzecz biorąc jego orzeczenie nie stoi zatem w sprzeczności z poglądem wyrażonym przez Sąd Najwyższy, ale w praktyce pozbawia je znaczenia na potrzeby postępowań administracyjnych toczących się przed Prezesem na skutek skarg pasażerów. Oznacza to, że w takich postępowaniach pasażerowie mogą upominać się o prawo do odszkodowania bez jakiegokolwiek ograniczenia czasowego.

Kto ma rację?

Odpowiadając nieco przekornie na to pytanie, można by więc powiedzieć, że rację mają obydwa sądy – pomimo biegunowego wręcz przeciwieństwa skutków, do jakich prowadzą ich zapatrywania.

Nie zmienia to faktu, że powstała w konsekwencji rozbieżność w stosowaniu przepisów o roszczeniach pasażerskich nie ma racjonalnego uzasadnienia i powinna być wyeliminowana. W tym zakresie konieczna jest jednak interwencja ustawodawcy – najbardziej rozsądnym i sprawiedliwym rozwiązaniem wydaje się przy tym wprowadzenie przepisu nakazującego Prezesowi ULC uwzględniać przepisy prawa cywilnego o przedawnieniu.

Maciej Zych, praktyka postępowań sądowych i arbitrażowych oraz praktyka lotnicza kancelarii Wardyński i Wspólnicy