Czy podwykonawcy jest łatwiej? O skutkach nowelizacji art. 647¹ k.c. po dwóch latach od uchwalenia zmian


Przepis art. 647¹ k.c. wprowadzający gwarancyjną odpowiedzialność inwestora za długi wykonawcy wobec podwykonawców został wprowadzony do polskiego porządku prawnego w 2003 r. W kwietniu 2017 r. ustawodawca gruntownie go znowelizował ustawą „o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności”. Po dwóch latach jej obowiązywania próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy tytuł ustawy odpowiada rzeczywistości i czy podwykonawca rzeczywiście ma większe szanse otrzymania zapłaty za swoją pracę.

W obecnym stanie prawnym inwestor jest solidarnie z wykonawcą odpowiedzialny za zapłatę podwykonawcy, jeśli wykonawca zgłosił mu uprzednio tego podwykonawcę (lub jeśli podwykonawca zgłosił dalszego podwykonawcę) i wskazał zakres powierzanych mu robót, a inwestor nie zgłosił sprzeciwu w terminie 30 dni od daty dokonania zgłoszenia. Odrębne zgłoszenie nie jest konieczne, jeśli dany podwykonawca wraz z zakresem prac do wykonania został oznaczony w umowie z generalnym wykonawcą. Nie przewidywały tego wprost wcześniejsze przepisy, ale można było wyinterpretować z nich taki mechanizm.

Zmianą negatywną z perspektywy podwykonawców na pewno jest przesądzenie, że odpowiedzialność solidarna inwestora powstaje dopiero po zgłoszeniu. Orzecznictwo dotyczące poprzedniego stanu prawnego nierzadko dopuszczało przyjęcie wstecznego skutku zgody. Obecnie podwykonawca musi z ostrożności zakładać, że roboty prowadzone przed zgłoszeniem nie będą objęte ochroną.

Do niekorzystnych konsekwencji dla podwykonawców prowadzi także – choć pośrednio – zastąpienie wymogu „zgody” inwestora mechanizmem zgłoszenia, dopuszczającym zgłoszenie sprzeciwu. Na podstawie poprzedniego stanu prawnego istniało już ugruntowane orzecznictwo, zgodnie z którym zgoda inwestora mogła być wyrażona w dowolny sposób, także dorozumiany, co było bardzo korzystne dla podwykonawców, gdyż znacząco zwiększało ich szanse w procesie. Obecne brzmienie art. 647¹ k.c. zdaje się wykluczać takie rozwiązanie, choć pojawiają się orzeczenia sądów powszechnych podtrzymujące – pomimo zmiany przepisów – poprzednią linię orzeczniczą.

Na plus z punktu widzenia podwykonawcy należy natomiast odnotować, że zgłoszenie może dotyczyć wszystkich robót budowlanych bez względu na kwalifikację prawną umowy, a także może pochodzić bezpośrednio od niego, a nie – jak poprzednio – wyłącznie od generalnego wykonawcy. Z drugiej jednak strony wymóg podania szczegółowego przedmiotu robót podwykonawcy nakłada na niego obowiązek precyzyjnego określenia zakresu prac już przed ich rozpoczęciem, co w praktyce bywa bardzo trudne (zwłaszcza w razie słabego przygotowania inwestycji).

Pewną niekonsekwencją ustawodawcy jest to, że – odmiennie niż w wypadku analogicznych przepisów dotyczących zamówień publicznych (art. 143c Prawa zamówień publicznych) – literalne brzmienie przepisu wyłącza z zakresu odpowiedzialności solidarnej inwestora dostawców materiałów oraz podmioty świadczące usługi ściśle powiązane z robotami budowlanymi, m.in. usługi projektowe czy prace geologiczne. Wprawdzie orzecznictwo sądów powszechnych coraz szerzej szeroko ujmuje pojęcie „podwykonawcy robót budowlanych” i nieraz obejmuje nim także dostawców materiałów budowlanych i usługodawców, ale jest ono bardzo zróżnicowane i mało przewidywalne. Szkoda, że ustawodawca nie rozstrzygnął tego problemu wprost, w treści ustawy, i nie ujednolicił zasad obowiązujących w sektorze publicznym i prywatnym.

Należy też zwrócić uwagę, że zgodnie z aktualnym brzmieniem art. 647¹ § 3 k.c. górną granicę odpowiedzialności inwestora wyznacza wynagrodzenie ustalone między wykonawcą a podwykonawcą, które nie może przekraczać wynagrodzenia przewidzianego dla wykonawcy za ten sam zakres prac w umowie z inwestorem. Oznacza to, że nawet jeśli podwykonawcy uda się w drodze negocjacji lub w postępowaniu sądowym podwyższyć umówione wynagrodzenie, to odpowiedzialność inwestora pozostanie na pierwotnym poziomie, chyba że inwestor zaakceptuje zgłoszenie rozszerzenia zakresu robót lub zmiany wynagrodzenia.

Można co prawda rozważać możliwość dochodzenia zapłaty przez podwykonawcę od inwestora za prace dodatkowe, nieobjęte zgłoszeniem, na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu, ale to rozwiązanie nie gwarantuje sukcesu, a ponadto możliwe jest zasadniczo tylko wtedy, gdy za te prace inwestor nie zapłacił generalnemu wykonawcy.

Ułatwieniem dla podwykonawcy jest natomiast to, że ustawodawca zrezygnował z przewidzianej uprzednio formy pisemnej pod rygorem nieważności dla umów między wykonawcą a podwykonawcami, który to rygor budził zresztą wiele wątpliwości w praktyce. Obecnie forma pisemna służy wyłącznie celom dowodowym, które i tak nie stosują się w sporach między przedsiębiorcami. Można więc sobie wyobrazić, że podwykonawca zgłosi inwestorowi nieformalną (ustną lub dorozumianą) umowę na wykonanie robót dodatkowych czy zamiennych zawartą z generalnym wykonawcą. Jeżeli tylko oznaczy zakres prac i w ewentualnym procesie będzie w stanie udowodnić, że generalny wykonawca zlecił mu wykonanie robót, takie powództwo przeciwko inwestorowi nie będzie bez szans.

Sporym problemem praktycznym zarówno dla podwykonawcy, jak i generalnego wykonawcy jest arbitralność sprzeciwu wobec zatrudnienia podwykonawcy. Z uzasadnienia projektu nowelizacji wynika, że inwestor może zgłosić sprzeciw z jakiegokolwiek powodu i uchylić się w ten sposób od solidarnej odpowiedzialności. Praktyka na gruncie nowych przepisów pokazała, że inwestorzy chętnie korzystają z tej możliwości, zgłaszając sprzeciw często w ostatnich dniach terminu i kilkakrotnie w odniesieniu do tego samego zakresu robót. Rzecz jasna znacznie osłabia to pozycję podwykonawcy i stanowi dodatkowy argument za tym, aby w umowie z generalnym wykonawcą zabezpieczyć się na wypadek sprzeciwu inwestora. Należy liczyć na to, że pomimo odmiennego brzmienia przepisów, podobnie jak pod starym stanem prawnym, orzecznictwo wykształci wymóg, że skuteczny sprzeciw inwestora musi być uzasadniony – choć na ten moment trudno przesądzić, czy tak się stanie.

Podsumowując, wydaje się, że celem ustawodawcy nie było ułatwienie życia podwykonawcom, tylko zrównoważenie interesów inwestorów i podwykonawców oraz wyeliminowanie rozbieżności, które w poprzednim stanie prawnym pojawiały się zarówno w doktrynie, jak i w orzecznictwie sądowym. Dotychczasowa praktyka wskazuje, że żadnego z tych celów nie udało się w pełni osiągnąć. Faktyczny skutek zmian ujawni się jednak dopiero w orzecznictwie, które może dokonać pewnej korekty przyjętego kierunku.

Paweł Mazur, adwokat, Maciej Zych, adwokat, praktyka postępowań sądowych i arbitrażowych kancelarii Wardyński i Wspólnicy