Michał Barłowski

Czy grozi nam Detroit nad Wisłą

Polskie przepisy nie przyznają jednostkom samorządu terytorialnego zdolności upadłościowej. Szans na to, by uruchomić postępowanie ochronne przed wierzycielami, nie mają więc obecnie ani Warszawa, ani inne miasta.

Kryzys ekonomiczny 2007 roku zmienił ład i porządek panujący od wielu lat na amerykańskim rynku. Instytucje potocznie nazywane „too big too fail” przestały czuć się bezpiecznie, a bezlitosne reguły kryzysowego rynku zaczęły dotykać każdego bez wyjątku. Nie ominęło to prawdziwego symbolu amerykańskiej przedsiębiorczości, gigantycznej metropolii zbudowanej wokół największych korporacji świata. Miasto Detroit, do niedawna jeden z najważniejszych ośrodków produkcji samochodów, które gościło takich gigantów branży automotive jak Ford, General Motors i Chrysler (którym obecnie udało się wyjść z kryzysu), a także wiele firm branży chemicznej czy zbrojeniowej, powoli zaczęło popadać w ruinę. Z lat dawnej świetności, w których najwięksi architekci świata projektowali budynki-dzieła sztuki dla siedzib międzynarodowych koncernów, a studenci licznie uczęszczali na uznawane za światową czołówkę miejskie uniwersytety, pozostały tylko wspomnienia.

Najbardziej zrujnowane miasto Stanów Zjednoczonych w lipcu tego roku zgłosiło wniosek o upadłość, przypieczętowując klęskę, jaką poniosło w obliczu kryzysu. Detroit to największe miasto-dłużnik USA, które dotychczas wszczęło procedurę upadłościową. Jego zobowiązania szacuje się na 18 do 20 miliardów USD. Postępowanie insolwencyjne toczy się na podstawie Chapter 9 amerykańskiego kodeksu upadłościowego. Jest to postępowanie podobne do postępowania z Chapter 11, tylko adresowane do jednostek państwowych, które mogą prowadzić działalność gospodarczą. Charakteryzuje się ono tym, że w przypadku przyjęcia wniosku przez sąd (na razie nie jest jasne, czy Detroit może skorzystać z tej procedury – sąd wskazał na naruszenie konstytucji stanu Michigan), miasto uzyska ochronę przed działaniami wierzycieli, którzy nie będą mogli prowadzić egzekucji z jego majątku. Tym samym przez okres ochrony miasto będzie mogło zrestrukturyzować swoje zobowiązania i sprzedać część aktywów. W trakcie postępowania wierzyciele będą głosować nad planem naprawczym, którego przyjęcie może okazać się o tyle trudne, że dotychczas nie chcieli dobrowolnie wyrazić zgody na obniżenie swoich wierzytelności i na rozłożenie ich spłaty na raty.

W polskich mediach, w kontekście upadłości Detroit, opublikowano szereg artykułów poświęconych trudnej sytuacji finansowej wielu polskich miast. Rozważano, czy podzielą one los amerykańskiego miasta. Okazuje się, że gdyby np. Warszawa chciała otworzyć postępowanie ochronne przed wierzycielami, byłoby to niemożliwe z jednego prostego powodu: polskie prawo upadłościowe i naprawcze w obowiązującym obecnym kształcie nie przyznaje zdolności upadłościowej jednostkom samorządu terytorialnego. Miasto stołeczne Warszawa jest gminą mającą status miasta na prawach powiatu. Nawet gdyby Warszawa miała zdolność upadłościową, to w prawie polskim brak jest właściwie postępowania analogicznego do Chapter 9. Najbliższym mu jest postępowanie naprawcze, które bardzo rzadko znajduje zastosowanie w praktyce.

Planowana gruntowna przebudowa polskiego prawa upadłościowego i naprawczego przewiduje wprowadzenie procedur przedinsolwencyjnych. Z opublikowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości dokumentu wskazującego kierunki zmian prawa nie wynika jednak, czy planuje się możliwość dopuszczenia do upadłości jednostek samorządu.

Na tym etapie przedwczesna byłaby zatem próba porównywania propozycji polskich i rozwiązań amerykańskich, gdzie postępowania ochronne znane są od lat.

Transponowanie amerykańskich wzorców wprost do polskiej rzeczywistości gospodarczej i polskich zwyczajów również nie musi być najlepszym rozwiązaniem.

Michał Barłowski, Zespół Prawa Upadłościowego i Restrukturyzacji kancelarii Wardyński i Wspólnicy, członek zarządu Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji

Artykuł ukazał się w Rzeczpospolitej 8 sierpnia 2013 roku