Czemu tylko dwanaście potraw?


Łasuchy świąteczno-wigilijne z zadowoleniem przyjęłyby ustawowe zwiększenie listy potraw tradycyjnie obowiązujących na wigilijnym stole. Do takiego wniosku skłania tempo, w jakim na dorocznych spotkaniach wigilijnych w naszej kancelarii znikają ze stołu co smakowitsze kąski. W tym roku do spustoszenia przyczyniła się świta Świętego Mikołaja… zwłaszcza renifery.

Co ze stołu znikło najszybciej? Oczywiście wszystko to, co tradycyjnie polskie. Przecież fiński renifer podczas pobytu na polskiej ziemi nie będzie się zajadał łososiem norweskim, którego mikołajowy catering podaje mu na każdy lunch. Zresztą trudno się reniferowi dziwić – sami będąc w podróży lubimy skosztować tego, co tradycyjnie wiąże się z danym regionem. Zwłaszcza że są takie produkty, które swoje szczególne walory zawdzięczają właśnie miejscu, z którego pochodzą.

Jednym z nich jest suska sechlońska Bez jej udziału trudno o wigilijną kapustę z charakterem. Pod fikuśnie brzmiącą nazwą kryje się po prostu wędzona śliwka, ale nie jest to zwykła śliwka. Suska, aby zwać się sechlońską, musi pochodzić z obszaru jednej z czterech gmin w województwie małopolskim, a metoda jej produkcji – od zebrania do spakowania –musi ściśle odpowiadać tej przekazywanej z dziada pradziada. Biada temu reniferowi, który nie znał umiaru. Z pewnością został na jakiś czas uziemiony. I to dosłownie.

Gwiazda wieczoru – karp – też był nie byle jaki, bo zatorski, którego hodowla sięga czasów Bolesława Krzywoustego. Karpie obecnie hodowane w Zatorze są krzyżówką trzech tradycyjnych polskich linii, mają delikatny smak i świeży, przyjemny zapach. Szczególnie polecamy je pielęgnującym wigilijną tradycję, a nieprzepadającym za mulistym smakiem i licznymi ościami ich pospolitego bratanka. Dlatego nasz karp bardzo przypadł do gustu delikatnym reniferowym podniebieniom.

Kompot z suszu równie szybko co karp wypłynął z wigilijnego stołu. Kompot rzecz jasna też nie był zwyczajny, bo z niezwyczajnym dodatkiem – jabłkiem grójeckim i jabłkiem łąckim. Bezalkoholowy aromatyczny trunek sączyło ukradkiem dwóch reniferów – kierowców.

Można by tak długo wymieniać i żalić się na łapczywe renifery, gdyby nie to, że wypadałoby wspomnieć, co to wszystko ma wspólnego z prawem. Otóż wszystkie produkty – suska sechlońska, karp zatorski, jabłka grójeckie i łąckie – są zarejestrowanymi, chronionymi w Unii Europejskiej polskimi oznaczeniami geograficznymi. Pełną listę polskich zarejestrowanych produktów można znaleźć na stronie Ministerstwa Rolnictwa. Lektura może być nie lada gratką dla miłośników historii. Ba, pozwala też błysnąć ciekawostką przy wigilijnym stole.

Aby zarejestrować nazwę produktu jako oznaczenie geograficzne w UE, trzeba spełnić określone przesłanki, m.in. wykazać związek produktu z regionem i jego szczególne właściwości nadane właśnie określonym pochodzeniem. Możliwych procedur rejestracji jest kilka. W tej chwili w UE zarejestrowanych jest 37 polskich oznaczeń geograficznych. Dlatego w kręgach związanych ze Świętym Mikołajem pojawiły się pogłoski o możliwym podwyższeniu sugerowanej liczby dań wigilijnych na polskich stołach z tradycyjnych dwunastu do trzydziestu siedmiu, tak aby każdy zarejestrowany produkt mógł znaleźć odzwierciedlenie na świątecznym talerzu. Niemniej jednak z informacji uzyskanych od jednego z reniferów podczas spotkania wigilijnego wynika, że Święty Mikołaj w trosce o swoje BMI (body mass index) nie lobbuje póki co w Sejmie ani w Parlamencie Europejskim o wprowadzenie takiej regulacji. Zachęca jednak polskich wytwórców do rejestrowania kolejnych produktów jako oznaczenia geograficzne.

Zapytacie pewnie: „No dobrze, ale co w końcu z tymi reniferami?”. Wymieniliśmy się wizytówkami, reszta to świąteczna tajemnica…..

Praktyka własności intelektualnej kancelarii Wardyński i Wspólnicy