Co Uber ma wspólnego z polskimi związkami sportowymi?


Jednym z terminów odmienianych ostatnio przez wszystkie przypadki przez prawników i ekonomistów w Europie i na świecie jest „uberyzacja pracy”. Termin ten określa zjawisko, z którym mamy do czynienia w nowoczesnej gospodarce, a które polega na tym, że przedstawiciele różnych zawodów, zamiast świadczyć pracę na rzecz pracodawców, świadczą ją w formie usług na rzecz klientów w ramach samodzielnie prowadzonej działalności gospodarczej za pośrednictwem różnego rodzaju platform internetowych. Termin wziął oczywiście swoją nazwę od znanej wszystkim aplikacji przewozowej. Podobne platformy działają jednak także w innych branżach i sektorach.

Uberyzacja ma plusy i minusy. Z jednej strony wyzwala pracowników spod „władztwa” pracodawców. Czyni ich bardziej samodzielnymi uczestnikami obrotu, którzy do pewnego stopnia „sami są sobie sterem, żeglarzem i okrętem”. Samodzielnie kierują i zarządzają swoim losem.

Nie należy lekceważyć tej korzyści. Nie chodzi bowiem tylko o proces ekonomiczny. Jak pisał Milton Friedman, emancypacja gospodarcza zwykle poprzedza emancypację polityczną. Jeśli ludziom da się większą wolność gospodarczą i uczyni się ich wolnymi i odpowiedzialnymi za własny los uczestnikami obrotu gospodarczego, zazwyczaj stają się oni wkrótce bardziej świadomymi i odpowiedzialnymi obywatelami. Emancypacja pracy będąca skutkiem uberyzacji może zatem bardzo istotnie wzmacniać tkankę społeczeństwa obywatelskiego.

Z drugiej strony uberyzacja pracy wiąże się z poważnymi zagrożeniami. Mikroprzedsiębiorcy, którzy są jej produktem, są – w rozproszeniu – gospodarczym planktonem. Mogą łatwo stać się obiadem dla gospodarczych wielorybów – tj. przede wszystkim właśnie dla platform, które są im niezbędne do prowadzenia mikrodziałalności. Platformy te występują często w stosunku do nich z pozycji ekonomicznej nadrzędności (choć wcale niekoniecznie z pozycji dominującej w tradycyjnym, antymonopolowym rozumieniu tego pojęcia).

Ochrona zależnych samozatrudnionych jako pracowników w szerokim rozumieniu

Dużo mówi się w związku z tym o potrzebie ochrony „zuberyzowanych pracowników”, tj. osób samozatrudnionych wykonujących działalność gospodarczą w warunkach ekonomicznego uzależnienia od jednego silnego kontrahenta.

Mówi się o tym, że choć osoby takie prowadzą działalność gospodarczą w formie samozatrudnienia, należy uznawać je za pracowników (osoby świadczące pracę zarobkową) w szerokim tego słowa znaczeniu i rozciągać także na nie przynajmniej niektóre gwarancje przysługujące osobom pozostającym w stosunku pracy. Stąd m.in. ostatnie zmiany w prawie, np. wywołana orzeczeniem polskiego Trybunału Konstytucyjnego zmiana ustawy o związkach zawodowych. Rozmaite inicjatywy powstają na szczeblu europejskim. Przykładem może być europejska inicjatywa obywatelska #NewRightsNow, która stawia sobie za cel wywalczenie prawa do minimalnego, uczciwego zarobku dla „zuberyzowanych pracowników”, albo przyjęta właśnie dyrektywa w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej (2017/0355(COD))

Ochrona zależnych samozatrudnionych jako przedsiębiorców

Jednocześnie toczą się prace nad regulacjami, które chroniłyby zuberyzowanych pracowników jako przedsiębiorców – gwarantowałyby uczciwe zasady funkcjonowania gospodarki platform i chroniłyby prawa przedsiębiorców będących przedstawicieli słabszej strony tego sektora. Na szczeblu europejskim powstał projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie sprawiedliwego i transparentnego traktowania użytkowników biznesowych przez platformy cyfrowe („Proposal for a regulation promoting fairness and transparency for business users of online intermediation services”).

Zobowiązuje on platformy internetowe do przestrzegania standardów uczciwego i transparentnego postępowania względem przedsiębiorców korzystających z ich usług przy wykonywaniu działalności gospodarczej. Autorzy rozporządzenia dostrzegają, że właściciele platform mają często władzę decydowania o być albo nie być przedsiębiorców chcących oferować produkty lub usługi za ich pośrednictwem. Kontrolują de facto rynek na te produkty i usługi i mogą oddziaływać na warunki konkurencji na tym rynku oraz arbitralnie wykluczać lub dopuszczać do niego nowych graczy, faworyzować jednych z nich kosztem drugich lub narzucać im nieuczciwe warunki współpracy.

Dlatego projekt rozporządzenia ustanawia zasady „good governance” (dobrego i uczciwego zarządzania) dla platform cyfrowych. Zobowiązuje platformy do jasnego i niedyskryminacyjnego określania warunków, na jakich przedsiębiorcy mogą korzystać z ich usług w celu prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Nakazuje platformom szybko, sprawnie i transparentnie rozstrzygać reklamacje dotyczące odmowy dostępu. Ustanawia również obowiązek wyznaczania i opłacania przez platformy stałych mediatorów, którzy pomagaliby rozstrzygać spory dostępowe, i nakazuje platformom podejmować próby rozwiązywania takich sporów w mediacji, w dobrej wierze. Przewiduje również i podkreśla znaczenie prawa do zrzeszania się przez drobnych przedsiębiorców korzystających z platform cyfrowych i do zbiorowego egzekwowania przez nich swoich praw za pośrednictwem zawodowych organizacji.

Nowa linia konfliktu

Na naszych oczach rozgrywa się konflikt społeczny podobny poniekąd do tego, jaki na przełomie XIX i XX wieku miał miejsce pomiędzy robotnikami i przemysłowcami. Tym razem nie chodzi o ochronę praw robotników, ale o ochronę niezależnych profesjonalistów i drobnych przedsiębiorców przed nadużyciami ze strony kontrahentów kontrolujących infrastrukturę potrzebną im do swobodnego wykonywania zawodu. Reżim prawny, który posłuży do rozwiązania tego konfliktu, dopiero się wykuwa, a pomysły na uregulowanie stosunków społecznych w gospodarce platform sięgają od rozwiązań leseferystycznych po iście rewolucyjne pomysły, by np. państwo promowało powstawanie platform cyfrowych działających w formie spółdzielni tworzonych przez „zuberyzowanych pracowników”.

Warto zauważyć, że podobne napięcia i konflikty występują jednak od lat w niektórych tradycyjnych sektorach gospodarki. Doskonałym przykładem jest sektor sportowy.

Federacja sportowa jako platforma

Federacja sportowa czy inna instytucja organizująca rozgrywki sportowe (np. liga zawodowa) jest typowym biznesem platformowym, jak Uber czy Airbnb. Ma za zadanie tworzyć warunki do tego, by rzeczywiści dostawcy usługi – sportowcy – mogli ją świadczyć, a odbiorcy – kibice – mogli z niej korzystać. Związek sportowy i zrzeszone w nim kluby tworzą rynek na usługi sportowe świadczone przez zawodników i trenerów. Zapewniają infrastrukturę. Ustalają reguły gry i zasady dostępu. Organizują rozgrywki i łączą usługodawców – sportowców i trenerów – z odbiorcami ich usług – widzami.

Tak jak biznesowi użytkownicy platform cyfrowych, zawodowi sportowcy nie są zwykłymi pracownikami. To niezależni profesjonaliści, którzy samodzielnie sterują swoimi karierami, prowadzą ryzykowną działalność wymagającą znacznych, długofalowych i niepewnych inwestycji i opartą o bardzo intensywną rywalizację. Zawodowi sportowcy to typowi freelancerzy i kowale własnego, ekonomicznego losu. Tak samo w sportach indywidualnych, jak i drużynowych.

Niemniej jednak, tak jak użytkownicy platform cyfrowych, wykonują oni zawód w warunkach silnej zależności ekonomicznej od instytucji kontrolujących potrzebną im do tego infrastrukturę – klubów i federacji sportowych – i wymagają ochrony przed nadużyciami z ich strony. Są w związku z tym tak samo narażeni na nadużycia ze strony tych instytucji.

Zawodnicy potrzebują ochrony

Na rozwiniętych rynkach sportowych wykształciły się rozwiązania służące ochronie praw zawodników, tj. przedstawicieli rozproszonej strony rynku, które można niemal żywcem przenieść do świata gospodarki platform. W USA, gdzie sport zorganizowany jest inaczej niż w Europie, w modelu stricte rynkowym, bitwa o prawa zawodników stoczyła się już lata temu. Organizacje reprezentujące zawodników zdołały wywalczyć sobie partnerską pozycję w stosunku do federacji i lig zawodowych. Głównie dzięki prowadzeniu negocjacji i sporów zbiorowych oraz działalności, którą można określić mianem „spółdzielczej” (np. wspólnej komercjalizacji praw do wizerunku itp.).

Europejski model sportu jest mniej rynkowy. W tym modelu dbanie o prawa zawodników ma być teoretycznie domeną federacji sportowych, które mają pełnić funkcję społeczną, a nie czysto gospodarczą. W praktyce nie jest z tym najlepiej, jak dowodzą głośne niedawno skandale i konflikty w świecie sportu, bankructwa klubów sportowych, naruszenia podstawowych praw zawodników i wszechobecne zwłaszcza w niektórych dyscyplinach marnotrawstwo potencjału ekonomicznego, jaki w nich drzemie, ze szkodą głównie dla zawodników i dostawców rozmaitych usług okołosportowych. Dlatego także w Europie organizacje zawodników zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę na rynku sportowym. Przykładem z polskiego podwórka może być działający od lat Polski Związek Piłkarzy, czy powstałe niedawno Stowarzyszenie Zawodników Hokeja na Lodzie. Na arenie międzynarodowej za przykład może posłużyć Międzynarodowe Stowarzyszenie Zawodników (World Players Association) działające w ramach „UNI Global Union”. Opracowana przez WPA Powszechna Deklaracja Praw Zawodnika może po nieznacznych zmianach redakcyjnych zostać zamieniona w Powszechną Deklarację Praw „Freelancera”/”Zuberyzowanego Pracownika”.

W sporcie, tak jak w sektorze platform cyfrowych, powstają ponadto regulacje nakładające na podmioty tworzące i kontrolujące infrastrukturę potrzebną profesjonalistom do wykonywania zawodu obowiązki dobrego i uczciwego zarządzania (good governance). Przykładem pierwszych kroków w tym zakresie może być przygotowanie przez Ministra Sportu i Turystyki Kodeksu Dobrego Zarządzania dla Polskich Związków Sportowych. Opracowanie tego kodeksu jest efektem szerszej polityki Unii Europejskiej mającej na celu promowanie „good governance” w sporcie.

W Polsce i w wielu innych krajach europejskich do walki o zbiorowe prawa zawodników dopiero dojdzie w miarę profesjonalizacji poszczególnych dyscyplin. Spory dotyczyć będą uczciwości i transparentności w działaniach federacji i klubów sportowych. Walka będzie się toczyć z jednej strony o uczciwe i transparentne zasady dostępu do rynku sportowego i możliwość uczciwego i efektywnego konkurowania na nim. Z drugiej strony spory dotyczyć będą ochrony wynagrodzenia należnego sportowcom za wykonywaną pracę i zapobiegania wyzyskowi. Konflikt ten będzie bardzo przypominał napięcia, do których dochodzi w gospodarce platform i w tzw. gig economy (czyli w świecie, w którym normą jest nie zatrudnienie na etat, ale praca od projektu do projektu).

Stanisław Drozd, adwokat, praktyka postępowań sądowych i arbitrażowych kancelarii Wardyński i Wspólnicy