Michał Barłowski

Autostradą do upadłości

Zbytni rygoryzm prawa upadłościowego utrudnia ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu. Głośne ostatnio starania zarządów spółek o otwarcie postępowania układowego w miejsce postępowania likwidacyjnego mogą stać się pretekstem do zmiany prawa.

W mediach coraz częściej pojawiają się doniesienia o zagrożeniu upadłością kolejnych spółek budowlanych. Do sądu trafił następny wniosek o ogłoszenie upadłości Hydrobudowy budującej odcinek A4. Ogłoszona została też upadłość likwidacyjna Dolnośląskich Surowców Skalnych S.A. budujących odcinek A2. W połowie kwietnia Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy nie podzielił stanowiska zarządu tej spółki o możliwości jej dalszego funkcjonowania i ogłosił upadłość likwidacyjną, a nie – jak postulował zarząd – upadłość z możliwością zawarcia układu.

Tymczasem w innych krajach, np. w Wielkiej Brytanii, Francji czy we Włoszech, z sukcesem przeprowadzane są zarówno postępowania zapobiegające niewypłacalności spółek, jak i postępowania restrukturyzacyjne. W dobie kryzysu gospodarczego praktyka i legislacja europejska podążają bowiem w kierunku ratowania przedsiębiorstw zagrożonych niewypłacalnością oraz w kierunku restrukturyzacji niewypłacalnych dłużników. Znajduje to odzwierciedlenie w przepisach insolwencyjnych państw członkowskich (przykładem niech będą przepisy ostatnio wprowadzone w Niemczech, obowiązujące od marca 2012 r., czy przepisy obowiązujące od początku tego roku w Hiszpanii).

U nas postępowanie naprawcze nie gra praktycznie żadnej roli gospodarczej, a konieczność ogłaszania w znakomitej większości przypadków upadłości likwidacyjnej wynika m.in. z celów, jakie przyświecają ustawie Prawo upadłościowe i naprawcze (p.u.i n.). Celom tym dał wyraz polski ustawodawca, wprowadzając w 2003 r. przepisy, w których przyjęto zasadę całkowitego prymatu interesów wierzycieli nad interesem dłużnika. P.u.i n. rozstrzyga bowiem, iż postępowanie upadłościowe prowadzi się tak, aby roszczenia wierzycieli zostały zaspokojone w jak najwyższym stopniu. To z kolei determinuje, jak mają orzekać sądy upadłościowe.

W dużym uproszczeniu jest bowiem tak, że o rodzaju upadłości – już na początku procedury – decyduje porównanie kwoty, którą wierzyciele dostaną po spieniężeniu majątku upadłego dłużnika, z kwotą, którą dostaliby w trakcie upadłości z możliwością zawarcia układu. P.u.i n. nie przewiduje innych „samodzielnych” przesłanek do ogłoszenia upadłości układowej. Co więcej, karkołomne zadanie oceny sytuacji ekonomicznej dłużnika zostało powierzone sędziom, którzy nie są z wykształcenia ani ekonomistami, ani analitykami finansowymi. Co prawda mogą oni korzystać z opinii biegłych, np. z zakresu zarządzania i finansów, lecz w praktyce rzadko korzystają z tej możliwości. Dodatkowo polskie prawo upadłościowe nie wskazuje, czym miałby się kierować sąd, wybierając rodzaj postępowania.

Wydawałoby się, że ułatwieniem jest konieczność uprawdopodobnienia (a nie wykazania) stopnia zaspokojenia wierzycieli w postępowaniu z możliwością zawarcia układu. Brak jest jednak jakichkolwiek przesłanek regulujących te kwestie. Jak bowiem ocenić szansę na zawarcie układu, a co ważniejsze jak porównać skutki finansowe jego zawarcia dla wierzycieli z też niepewnym rezultatem spieniężenia masy w trakcie postępowania? W praktyce nie wystarczy przedłożyć pod rozwagę sądu projektu układu (opartego o biznesplan). Należy również przekonać sąd, iż podstawowi wierzyciele dłużnika będą głosować za tak przedstawionym układem. Jest to tym trudniejsze, iż problem często dotyczy wierzycieli ustawowo nieobjętych układem (wierzycieli rzeczowych), którzy najlepiej zaspokojeni zostaną w trakcie upadłości likwidacyjnej.

Nie wystarczy zatem wykazać, że dłużnik prowadzi rokowania z wierzycielami, ani nawet że wierzyciel sprzyja otwarciu upadłości układowej. Dla sądu liczą się twarde dowody w postaci wyliczeń finansowych, najlepiej popartych oświadczeniami takiej ilości wierzycieli, która umożliwiłaby przyjęcie układu.

Przedstawiony problem to tylko czubek góry lodowej. Pytanie brzmi bowiem, jak (a raczej czy i kiedy) ratować przedsiębiorców, którzy popadli w (niezawinione) tarapaty, czyli gdzie znaleźć kompromis pomiędzy interesem wierzycieli a interesem dłużnika i jak w związku z tym zmienić p.u.i n.

Na razie brak jest remedium na prymat upadłości likwidacyjnej. Dyskusja na temat zasadniczych zmian p.u.i n. właściwie nie została otwarta. Ponieważ reformy tak ważnej dla porządku prawnego ustawy nie da się przeprowadzić w krótkim czasie, należałoby się zastanowić nad rozwiązaniami tymczasowymi – chociażby nad doregulowaniem istniejących przepisów o układzie zawartym na pierwszym zgromadzeniu wierzycieli, z jednoczesnym określeniem obowiązków dłużnika tak, by mógł skorzystać z tej możliwości.

Michał Barłowski, Zespół Prawa Upadłościowego i Restrukturyzacji kancelarii Wardyński i Wspólnicy

Artykuł ukazał się 15 maja 2012 roku na portalu Prawnik.pl