Justyna Zandberg-Malec

Autoryzacja do lamusa?

Obowiązek uzyskania autoryzacji wywiadu jest reliktem czasów cenzury i nie daje się pogodzić z wolnością wypowiedzi w państwie demokratycznym.

Sprawa Wizerkaniuk przeciwko Polsce, 18990/05

Jerzy Wizerkaniuk był redaktorem naczelnym i współwłaścicielem Gazety Kościańskiej. W lutym 2003 roku dziennikarze tej gazety przeprowadzili z lokalnym posłem wywiad na temat jego działalności publicznej i finansowej. Poseł zażyczył sobie, aby przed publikacją tekst wywiadu został mu przedłożony do autoryzacji. Dziennikarze zgodnie z uzgodnieniami przesłali tekst, ale poseł odmówił autoryzacji. Mimo to w maju 2003 roku Gazeta Kościańska opublikowała spisane słowo w słowo z taśmy fragmenty wywiadu, zaznaczając, że wywiad jest nieautoryzowany.

Kilka dni później, wskutek skargi złożonej przez posła, przeciwko Jerzemu Wizerkaniukowi wszczęto postępowanie karne pod zarzutem opublikowania wywiadu bez autoryzacji. Sankcję karną w takim przypadku przewiduje bowiem obowiązujące Prawo prasowe z 1984 roku. Oskarżony został uznany za winnego i skazany na grzywnę, gdyż sądy obu instancji uznały, że publikacja wywiadu naruszała dobra osobiste posła.

Redaktor naczelny zwrócił się następnie do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy ustawa Prawo prasowe w zakresie, w jakim przewiduje sankcję karną za publikację wywiadu bez autoryzacji, jest zgodna z konstytucją. Trybunał potwierdził konstytucyjność ustawy, mimo że przeciwne stanowisko zajęli prokurator generalny, marszałek sejmu oraz rzecznik praw obywatelskich. Zdanie odrębne złożył sędzia Trybunału Andrzej Rzepliński.

Wyczerpawszy w ten sposób krajową drogę sądową, Jerzy Wizerkaniuk złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, żądając uznania, że wymóg uzyskania autoryzacji wywiadu przed jego publikacją w artykule prasowym stanowi ograniczenie prawa do wolności wypowiedzi gwarantowanego przez art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreślił, że wprawdzie weryfikacja wierności cytatów jest zawodowym obowiązkiem dziennikarza, ale istnienie sankcji karnej może ograniczyć dziennikarską wolność wypowiedzi, co będzie miało szkodliwy wpływ na całe społeczeństwo.

Trybunał przypomniał, że polityk świadomie godzi się na wnikliwą obserwację społeczną swoich działań i powinien przejawiać większą odporność na krytykę niż osoby prywatne. Polityczna i gospodarcza działalność posła, o którą pytali dziennikarze, była kwestią istotną społecznie i lokalna społeczność miała prawo o niej wiedzieć.

Trybunał zwrócił też uwagę, że sankcja karna została nałożona na redaktora naczelnego automatycznie, mimo że publikacja w żaden sposób nie zniekształcała słów wypowiedzianych przez posła w trakcie wywiadu. Prawo polskie nie obliguje sądów do uwzględniania faktu, że osoba, z którą został przeprowadzony wywiad, jest politykiem. Tym samym prawo to ułatwia osobom publicznym blokowanie publikacji wywiadów, w których są przedstawiane w niekorzystnym świetle. Może to zniechęcać dziennikarzy do zadawania niewygodnych pytań w obawie, że ich rozmówcy i tak uniemożliwią publikację takiego tekstu.

ETPCz podkreślił też, że polskie Prawo prasowe weszło w życie blisko 30 lat temu, przed zmianą ustroju w Polsce, a więc w czasach, gdy wszystkie media były poddane cenzurze prewencyjnej. Trybunał uznał, że sposób, w jaki prawo to zostało zastosowane w odniesieniu do Jerzego Wizerkaniuka, nie da się pogodzić z wolnością słowa w państwie demokratycznym. Za paradoksalny uznał też fakt, że im wierniej dziennikarze prezentują jakąś informację, zamieszczając cytaty w tekście, tym wyższe jest ryzyko, że zostaną poddani sankcji karnej, jeżeli nie uda im się uzyskać autoryzacji.

- Narzucanie przez przepisy obowiązku autoryzacji wypowiedzi utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych lub wizualnych lub wypowiedzi dosłownie cytowanych, zgodnie z tym, co orzekł Trybunał, oznacza, że im wierniej dziennikarz stara się oddać słowa swojego rozmówcy, tym większe ryzyko ponosi, że osoba udzielająca wypowiedzi może zakazać jej publikacji lub wypaczyć jej sens – mówi Marek Szydłowski odpowiedzialny za Zespół Prawa Mediów kancelarii Wardyński i Wspólnicy. – Dla ochrony praw rozmówcy dziennikarza wystarczające są roszczenia wynikające z prawa cywilnego. Ja należę do tych osób, które uważają, że obowiązek autoryzacji nie jest potrzebny.