dr Marcin Lemkowski, wywiady

dr Marcin Lemkowski: W codziennej praktyce prawniczej tzw. ustawa o pozwach zbiorowych jest w zasadzie nieobecna

Rozmowa z dr. Marcinem Lemkowskim z Zespołu Rozwiązywania Sporów i Arbitrażu o tym, czemu w Polsce toczy się tak mało postępowań grupowych i czy w przyszłości może ich być więcej.

Portal Procesowy: Od wejścia w życie ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym minęły już dwa lata. Czy można ją określić jako przełomową?

Marcin Lemkowski: Na pewno nie. Ustawa wywołuje duże zainteresowanie medialne, nieco mniejsze – doktrynalne, natomiast w codziennej praktyce prawniczej w zasadzie pozostaje nieobecna. Jest to ustawa, o której prawie każdy prawnik słyszał, co któryś – ją przeczytał, natomiast stosowało ją zapewne dotąd zaledwie kilkunastu sędziów i pełnomocników. Jej największą zasługą jest to, że promuje prawo do sądu jako takie, zachęcając do inicjowania spraw cywilnych, trochę na zasadzie staropolskiego pospolitego ruszenia. Wiadomo przecież, że w grupie raźniej, łatwiej się walczy wespół z kimś, niż w pojedynkę.

Dlaczego zatem ustawa nie stała się przełomowa?

Trudno powiedzieć. Nie wiadomo, na ile w ogóle istniało zapotrzebowanie na wprowadzenie tego rodzaju aktu prawnego. Inspiracją były na pewno procesowe wzorce z innych krajów oraz stopniowo dokonująca się przebudowa całego systemu prawa cywilnego pod kątem ochrony słabszych uczestników obrotu, takich jak konsumenci czy poszkodowani w wypadkach. Jednak aby konsument egzekwował swoje prawa, najpierw musi wiedzieć, że one mu przysługują. Dzisiaj wiedza z zakresu prawa nadal jest mało popularna, świadomość prawna owszem, rośnie, jednak bardzo powoli, stopniowo, a potrzebny byłby nam bardziej skokowy wzrost. Państwo powinno bardziej edukować obywateli i uczyć ich, jakie mają prawa, nie tylko w obszarze prawa publicznego, ale także prywatnego, bo to na nim w dużej mierze opiera się nasz obecny system społeczno-gospodarczy.

To może należałoby coś w tej ustawie poprawić, albo przeciwnie – uchylić ją?

Nie, radykalne czy pospieszne kroki w ustawodawstwie nigdy nie są pożądane. Uważam, że legislatorzy powinni zawsze w jakiś czas po uchwaleniu aktu prawnego wprowadzającego nową instytucję procesową szczegółowo monitorować jej losy. I to nie tylko na podstawie jakichś szczątkowych informacji prasowych, ale naprawdę głębokiej, rzetelnej analizy. Proces ustawodawczy nie kończy się w Sejmie. Prawo musi być potem stosowane i gruntowne badanie, jak to stosowanie przebiega, jest konieczne. Wyobrażam sobie, że po dwóch latach od wejścia w życie ustawy wszystkie sprawy opierające się o tę ustawę powinny zostać ujęte w raporcie i opublikowane, oczywiście bez danych osobowych, tak aby wiedza o tym, jak ustawa działa, stała się powszechna. Transparentność powinna stać się codziennością w wymiarze sprawiedliwości. Zatem uchylenie na pewno byłoby rozwiązaniem złym, a na zmiany jest za wcześnie, zwłaszcza jeśli nie mamy pełnego obrazu sytuacji co do tego, jak ustawa jest w praktyce stosowana.

Rzeczywiście, w prasie co jakiś czas pojawiają się informacje o nowych pozwach zbiorowych. Czy takich spraw będzie przybywać?

To zależy od tego, czy zaistnieją zdarzenia, które nadają się do formułowania wystandaryzowanych roszczeń przeciwko temu samemu podmiotowi. Odwołując się do wydarzeń z ostatnich dni, można powiedzieć, że być może taka sytuacja mogłaby zaistnieć, gdyby pasażerowie nie otrzymali zwrotu ceny biletów lotniczych odwołanych lotów czy też podróżni zwrotu kosztów odwołanych wycieczek. O takich zdarzeniach czytamy w prasie i one mogłyby rodzić roszczenia nadające się do dochodzenia w ramach tej ustawy. Z drugiej strony groźba wszczęcia postępowania grupowego może być bodźcem, który skłoni podmiot stojący u progu decyzji o naruszeniu prawa do jej zmiany, właśnie w obawie przed negatywnym medialnym rozgłosem i groźbą długotrwałego i kosztownego postępowania grupowego. W tym zakresie ustawa może zatem spełniać bardzo pozytywną funkcję.

A jak powinien zachować się podmiot, który przeczyta w prasie informację o tym, że jego klienci czy kontrahenci szykują się do zainicjowania postępowania grupowego?

Przede wszystkim, jeśli taki podmiot dowie się o tym dopiero z prasy, to nie najlepiej to o nim świadczy. Monitoring ryzyka prawnego musi być prowadzony w każdym przedsiębiorstwie i to w sposób ciągły. Tu nie można sobie pozwolić na przestój, bo może się to wiązać z katastrofalnymi skutkami. Jeżeli jednak już taka zaskakująca informacja się pojawi, to oczywiście reakcja musi być natychmiastowa. Należy przeprowadzić analizę prawną zasadności roszczeń i jeśli okażą się zasadne – zaspokoić je bez postępowania, np. w drodze ugody. W naszej rzeczywistości procesowej ciągle zbyt mało sporów kończy się ugodą. Nie jesteśmy narodem, który potrafi poszukiwać rozwiązań kompromisowych. Natomiast jeśli okaże się, że roszczenia są niezasadne, trzeba oczywiście podjąć obronę, która w przypadku postępowania grupowego jest dwustopniowa. Najpierw można podjąć próbę wyłączenia stosowania ustawy. Jest to możliwe, gdyż nie każda sprawa nadaje się do rozpoznania w postępowaniu grupowym. Dopiero jeżeli to się nie powiedzie, spór wkracza w merytoryczną fazę i wówczas nie będzie się już istotnie różnił od typowego postępowania.