Weronika Pelc, wywiady

Weronika Pelc: Rosnące ceny energii to także koszt dostosowania się do wymogów Unii Europejskiej

Rozmowa z Weroniką Pelc kierującą Zespołem Prawa Energetycznego kancelarii Wardyński i Wspólnicy o zmianach w prawie i perspektywach rozwoju energetyki.

Portal Procesowy: Znowu szykują się zmiany w prawie energetycznym. Czy zeszłoroczna nowelizacja Prawa energetycznego nie była wystarczająca?

Weronika Pelc: Energetyka jest sektorem regulowanym, a jak raz się zacznie regulować jakąś dziedzinę i ingerować w stosunki między przedsiębiorcami, to po jakimś czasie ujawniają się problemy. Żeby je usunąć, przyjmuje się nowe regulacje, co na ogół powoduje konieczność przyjmowania kolejnych. Życie jest bowiem tak bogate, że żaden ustawodawca nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. Stąd potrzeba ciągłych doprecyzowań i ulepszeń.

Poza tym nasza energetyka, oparta na węglu, nie do końca jest zgodna z polityką UE. Konieczne są więc działania, które dostosują polską energetykę do tych idei i pomysłów, które zrodziły się w Brukseli.

Na dodatek polska energetyka przeżywała rozkwit w ubiegłym wieku, wtedy budowano elektrownie i sieci przesyłowe. Teraz potrzeba nowych inwestycji, a w polskim prawie jest pełno barier inwestycyjnych. Nowelizacje mają uczynić klimat regulacyjny bardziej przyjaznym i niektóre z tych barier usunąć albo złagodzić.

Jak więc ma się zmienić Prawo energetyczne?

Przygotowywane są projekty zupełnie nowych regulacji, które rozłożą to prawo na czynniki pierwsze. Ma powstać nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii, ustawa regulująca sektor gazowy, a to, co zostanie w Prawie energetycznym, prawdopodobnie będzie dotyczyć elektroenergetyki. Wynika to z potrzeby dostosowania ogólnych regulacji do specyfiki każdego z tych sektorów, a także z konieczności implementacji przyjętych przez UE pakietów dyrektyw i rozporządzeń, w tym postanowień pakietu energetycznego i pakietu klimatycznego).

Do tego dochodzą potrzeby sektorów, którą chcą mieć dedykowane dla siebie regulacje. Na razie stosowne projekty nie są jeszcze dostępne, ale wiadomo, że prace się toczą, a ich wynik będzie miał ogromne znaczenie dla kształtu sektora energetycznego w Polsce.

Dodatkowo trwają prace nad przyjęciem takich regulacji prawnych, które umożliwią przedsiębiorcom działającym w sektorze konieczne działania. Pojawił się już projekt ustawy o korytarzach przesyłowych, która ma umożliwić operatorom sieci przesyłowych łatwiejszą realizację inwestycji w infrastrukturę przesyłową. Ma to być kolejna specustawa, tym razem dotycząca różnych sieci przesyłowych, i gazowych, i elektroenergetycznych, oraz innej infrastruktury przesyłowej.

Jakie sektory energetyki potrzebują oddzielnych regulacji?

Na pewno energetyka jądrowa. Polityka rządu w tym zakresie jest stabilna: rząd popiera rozwój elektrowni jądrowych w Polsce. Tymczasem regulacje Prawa atomowego nie dotyczyły w zasadzie funkcjonującej elektrowni jądrowej, dlatego konieczne było przyjęcie pakietu ustaw, które zostały już podpisane przez prezydenta. Pakiet ustaw obejmuje kompleksową nowelizację Prawa atomowego oraz przyjęcie ustawy dotyczącej inwestycji w zakresie obiektów energetyki jądrowej. Jak widać, dla uruchomienia procesu budowy elektrowni jądrowej w Polsce konieczna okazała się specustawa inwestycyjna, bo bez specustawy modyfikującej ogólne przepisy dotyczące realizacji inwestycji bardzo trudno zbudować w Polsce coś większego niż domek jednorodzinny.

Taki pakiet ustaw ma umożliwić funkcjonowanie wszystkim zainteresowanym: nie tylko firmie, która zbuduje elektrownię jądrową, ale również tym, którzy będą z tą firmą współpracować. Wszyscy zainteresowani muszą wiedzieć, jakie są wymogi formalne w zakresie obiektów energetyki jądrowej, jakie decyzje trzeba uzyskać, jaka będzie odpowiedzialność, po czyjej stronie, w jakiej wysokości, jakie są wymagania dotyczące bezpieczeństwa. Ustawy zostały przyjęte po to, żeby ramy tego procesu i ramy funkcjonowania takiej elektrowni można było w dużym stopniu ogólności określić i przyznać różnym organom kompetencje do nadzorowania całego procesu i wydawania poszczególnych pozwoleń.

Inną kwestią jest możliwość wykorzystania gazu łupkowego, którego wykrycie w Polsce wzbudziło wielkie emocje. Coraz więcej firm myśli o elektrowniach gazowych, choć jeszcze kilka lat temu opłacalność budowy i eksploatacji takich elektrownii stała pod znakiem zapytania. W czerwcu tego roku przyjęto nowelizację Prawa geologicznego i górniczego. W mojej ocenie to nie jest ta regulacja, na którą czekały firmy, bo nie dotyczy kluczowych kwestii w zakresie rozpoznawania, eksploatacji i koncesjonowania złóż gazu, szczególnie łupkowego, ale może będzie wola polityczna, aby powstała kolejna nowelizacja tych przepisów. Niemniej jednak nowa ustawa zawiera wiele regulacji istotnych dla firm zainteresowanych poszukiwaniem, a następnie eksploatacją niekonwencjonalnych złóż gazu i innych węglowodorów.

Znowelizowano również ustawę o obszarach morskich, która jest dedykowana rozwojowi farm wiatrowych offshore. Nowelizacja taka była potrzebna, bo do tej pory możliwość zagwarantowania sobie prawa do postawienia tych wiatraków na morzu była za krótka i nie dawała szans na uzyskanie wszelkich wymaganych pozwoleń, a następnie realizację i komercyjnie uzasadniony czas eksploatacji inwestycji. Wydłużono więc ten okres, ale nadal pozostają pewne problemy związane przede wszystkim z rozwojem sieci przesyłowych poza lądem. Nie wiadomo, na jakich zasadach operator miałby inwestować w takie sieci przesyłowe.

Czy nowe regulacje pozwolą zwiększyć udział energii odnawialnej na rynku energetycznym w Polsce?

Udział energii odnawialnej musi się zwiększyć, bo dyrektywa dotycząca promocji energii ze źródeł odnawialnych nakłada na Polskę obowiązek udowodnienia, że do 2020 roku 15 proc. ogólnego zużycia energii w Polsce będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych. Zmusza nas to do pewnego wysiłku, żeby ten cel osiągnąć.

Trzeba jednak pamiętać, że energia odnawialna jest droższa niż ta pozyskiwana z węgla i – w zakresie paliw – ropy naftowej. Oparcie polskiej elektroenergetyki na czymkolwiek innym niż na węglu oznaczałoby znacznie wyższe ceny energii niż obecnie. Przy czym chodzi nie tylko o to, że taka podwyżka dotknęłaby gospodarstwa domowe. Największy ciężar poniosłyby duże przedsiębiorstwa, przemysł ciężki, który zużywa najwięcej energii. Gdyby nasz przemysł został obciążony tak wielkimi kosztami, jego produkty stałyby się mało konkurencyjne cenowo i przegralibyśmy walkę konkurencyjną z przedsiębiorstwami z innych rejonów świata, gdzie nie ma opłat klimatycznych. O tym się dużo mówi, bo jak dobrze policzyć, to właściwie hut w Polsce – i w całej Europie – być nie powinno.

Energia z węgla w naszej części Europy jest zdecydowanie najtańsza – oczywiście dopóki nie jest obciążona kosztami emisji CO2. To jednak jest pewien wirtualny mechanizm, bo UE zdecydowała, że należy wprowadzić ten element kosztów zanieczyszczania środowiska dwutlenkiem węgla. Mimo to przy obecnych regulacjach energia z odnawialnych źródeł energii musi być dwa razy droższa od energii węglowej, żeby w ogóle opłacało się cokolwiek w zakresie odnawialnych źródeł energii zbudować. Podczas kiedy średnia cena energii za zeszły rok wynosiła 196 zł, jak ogłosił prezes Urzędu Regulacji Energetyki, to zielony certyfikat, czyli forma dopłaty do zielonej energii, wynosi ok. 270 zł. Tyle kosztuje energia odnawialna i wcale nie rozwija się tak szybko i tak dynamicznie, jakbyśmy chcieli – albo raczej tak szybko, żeby zagwarantować spełnienie wymogów unijnych.

Aby zrealizować nasze zobowiązania wynikające z członkostwa w Unii Europejskiej w zakresie efektywności energetycznej, przyjęto w kwietniu tego roku ustawę o efektywności energetycznej. Celem ustawy jest wprowadzenie mechanizmów wspierających efektywność energetyczną, czyli rozwiązania mające na celu ograniczenie zużycia energii. Lepiej jest bowiem oszczędzać energię, niż budować nowe elektrownie.

Wspomniała Pani o zielonych certyfikatach. Na czym polega system zielonych certyfikatów?

Każdy producent odnawialnej energii dostaje tzw. zielone certyfikaty za każdą jednostkę wyprodukowanej energii. Ponieważ każda spółka sprzedająca energię odbiorcom końcowym ma ustawowy obowiązek kupna określonej ilości tych certyfikatów, są na nie klienci. Cena może być negocjowana, ale ten, kto ich nie kupi, musi uiścić tak zwaną opłatę zastępczą w wysokości ok. 270 zł za każdą brakującą MWh tego certyfikatu.

W tej chwili zapotrzebowanie na zielone certyfikaty jest wyższe niż ich podaż, w związku z czym cena certyfikatu jest mniej więcej na poziomie opłaty zastępczej. Ponieważ cele, jeżeli chodzi o ilość zielonych certyfikatów, zwiększają się każdego roku, to coraz więcej energii z tych odnawialnych źródeł trzeba wyprodukować – albo płacić coraz wyższe opłaty zastępcze. Tyle, że płacenie opłaty zastępczej nie przyczynia się bezpośrednio do rozwoju odnawialnych źródeł energii, a Unia, skoro dyrektywa została przyjęta, będzie nas z tego rozliczać. I dlatego ten cel będziemy musieli zrealizować, inaczej będziemy musieli płacić jako kraj członkowski wysokie kary.

Jaka właściwie jest sytuacja energetyki odnawialnej w Polsce?

Ilość odnawialnych źródeł energii przyrasta, głównie wiatrowych, ale dochodzimy już do ściany ze względu na to, że nie ma możliwości przyłączania farm do sieci. Inne źródła – z których przyłączeniem też pewnie byłyby kłopoty, bo sieć jest taka, jaka jest, i jest tylko jedna – powstają wolniej. Dlatego też rząd w tzw. krajowym planie działania w zakresie odnawialnych źródeł energii zadeklarował wprowadzenie systemu, który różnicowałby wartość dopłat w zależności od rodzaju źródła.

Farmy wiatrowe, który sobie stosunkowo dobrze sobie radzą, dostawałyby wsparcie na poziomie nie większym, a może nawet mniejszym niż obecnie, a inne źródła – oparte na biomasie, biogazie czy może małe elektrownie wodne i instalacje fotowoltaiczne – dostawałyby większe kwoty.

Oczywiście wzbudziło to ogromne kontrowersje w sektorze, bo inwestycji w energetykę wiatrową dokonuje się na podstawie minimum 20-letniego biznesplanu. Zmiana założeń na tym etapie może prowadzić do dramatycznych konsekwencji. Bo jeżeli banki się dowiedzą, że wsparcie jest mniejsze niż prognozowane i niż obiecane, to mogą postawić kredyty w stan natychmiastowej wymagalności. A kto spłaci rozpisany na 20 lat kredyt w ciągu paru tygodni? To byłoby dość brutalne i dlatego myślę, że ustawa o odnawialnych źródłach energii nie ujrzy światła dziennego przed wyborami.

Jednak nie łudźmy się, przy obecnym stanie technologii źródła odnawialne nie zastąpią Polsce istniejących bloków węglowych. W naszym rejonie Europy węgiel to podstawa. Jesteśmy przy tym w Unii osamotnieni, bo niektóre kraje unijne z natury rzeczy od początku nie korzystały z węgla, bo mają takie ukształtowanie terenu i taką powierzchnię, że duży procent energii mogą czerpać np. z energetyki wodnej. U nas to niemożliwe, stąd pomysł na elektrownię jądrową. Nie ulega bowiem wątpliwości, że powinniśmy iść w kierunku czystszych technologii, ale trudno jest w krótkim czasie i przy ograniczonych środkach stworzyć nowy przemysł i nową energetykę.

Rozmawiała Justyna Zandberg-Malec