dr Marcin Lemkowski, wywiady

dr Marcin Lemkowski: W odmienionej procedurze cywilnej więcej będzie zależało od sędziego

Rozmowa z dr. Marcinem Lemkowskim z Zespołu Rozwiązywania Sporów i Arbitrażu kancelarii Wardyński i Wspólnicy o zmianach w procedurze cywilnej wprowadzonych nowelizacją k.p.c.

Portal Procesowy: Co tak naprawdę istotnego zmienia się w procedurze cywilnej od maja?

Marcin Lemkowski: Najważniejszą zmianą jest niewątpliwie likwidacja postępowania odrębnego w sprawach gospodarczych. Te przepisy się nie sprawdziły w praktyce. Było w nich zbyt wiele ograniczeń krępujących strony i sąd w dążeniu do kompleksowego rozwikłania sporu, jak chociażby zakaz modyfikacji powództwa czy ograniczenia w dokonywaniu potrąceń albo zgłaszaniu powództwa wzajemnego. Przy takim modelu procedura zatracała swój służebny charakter wobec prawa materialnego, czego konsekwencją z kolei było angażowanie sądów, nie wyłączając Sądu Najwyższego, w różne dyskusje i zawiłości proceduralne, których roztrząsanie stronom nie przynosiło zwykle żadnego wymiernego pożytku. Druga istotna zmiana to rezygnacja z systemu określanego nazwą systemu prekluzji na rzecz nałożenia na strony ciężaru wspierania postępowania poprzez usystematyzowane powoływanie twierdzeń i dowodów. Nowe rozwiązania są bardziej elastyczne, więcej będzie zależało od umiejętności sędziego prowadzącego sprawę w odniesieniu do kreatywnego zarządzania sporem. Wreszcie, są pewne nowości w zakresie środków zaskarżenia, jak wprowadzenie zażalenia do Sądu Najwyższego na kasatoryjny wyrok sądu drugiej instancji czy możliwość wniesienia apelacji i zażalenia wprost do sądu drugiej instancji.

Dlaczego w nowym systemie więcej będzie zależało od sędziego?

Chociażby dlatego, że dotychczasowe rozwiązania zmuszały sąd do pominięcia określonego twierdzenia, jeśli strona nie powołała go na określonym etapie postępowania – decydował więc o tym ustawodawca. Teraz sąd będzie dopuszczał nowy dowód czy uwzględniał twierdzenie zawsze wtedy, gdy nie spowoduje to zwłoki w postępowaniu, gdy strona nie zawiniła nie czyniąc tego wcześniej, albo gdy zajdą inne, wyjątkowe okoliczności. Łatwo spostrzec, że daje to większą dowolność. Orzecznictwo wyjaśni, jak należy wykładać te pojęcia, czy chociażby dopuszczenie dowodu z dokumentu z zasady może być oceniane jako niepowodujące zwłoki i tym samym taki dowód będzie mógł być przedstawiony zawsze aż do zamknięcia rozprawy. Sędzia będzie także określał zasady obiegu pism składanych przez strony, co na pewno spowoduje uporządkowanie postępowania.

Czy w starym systemie nie było takich możliwości po stronie sędziego, gdy chodzi o pisma kierowane do sądu?

Owszem, były, tylko że sędziowie bardzo rzadko z nich korzystali. Dawny art. 207 § 2 k.p.c. pozwalał sędziemu przewodniczącemu zarządzić wymianę pism przygotowawczych jeszcze przed rozprawą, oznaczyć porządek wymiany pism, termin, w którym pisma należy złożyć, i okoliczności, które mają być wyjaśnione. Jednak w praktyce regulacja ta była martwa. Sąd niestety nie komunikuje się ze stronami, nie wskazuje w toku procesu, jakie okoliczności są sporne, czego skutkiem jest to, że bardzo często obie strony są zaskoczone wyrokiem albo jego uzasadnieniem. Tymczasem proces powinien stanowić dialog stron i sądu, a nie jedynie monolog pełnomocników. W nowej regulacji zdecydowano się także na dość rygorystyczną sankcję w postaci zwrotu pisma złożonego z uchybieniem porządkowi oznaczonemu przez sąd, co na pewno postępowanie uporządkuje, ale może też przyczynić się do wydłużenia rozpraw na skutek dłuższych ustnych wywodów pełnomocników. Nie sądzę jednak, aby sąd, którego strona czy pełnomocnik prosi o zezwolenie na złożenie kolejnego pisma, miałby temu żądaniu odmówić. Przecież te pisma składamy po to, żeby sądowi pomóc rozstrzygnąć spór, dostarczyć dodatkowej argumentacji, orzecznictwa, poglądów doktryny. Nie zawsze uda się wszystko, co ważne, ująć w pierwszych pismach procesowych, zwłaszcza w sprawach skomplikowanych. Ale jeśli sądy będą tego oczekiwały, to pełnomocnicy się dostosują. Tylko wtedy pozew zamiast dziesięciu stron może liczyć pięćdziesiąt, a tego chyba nikt nie oczekuje.

Jak zmiana przepisów wpłynie na szybkość postępowania?

Według mnie nie wpłynie w ogóle. O szybkości postępowania nie decydują przepisy, strony, ale sędziowie. Niestety, można wskazywać bardzo wiele przykładów z codziennej wokandy, w której spotykamy się z przewlekłością postępowania. Pierwsza rozprawa zdecydowanie zbyt często ogranicza się do zakomunikowania przez sąd, jakie dowody będzie przeprowadzał na kolejnej rozprawie, odległej zwykle o kilka miesięcy. Tymczasem decyzje w przedmiocie postępowania dowodowego powinny być podjęte na posiedzeniu niejawnym i zakomunikowane stronom wcześniej, aby nie trzeba było domyślać się, co sąd planuje na rozprawie uczynić. Jeżeli do przesłuchania jest kilka czy kilkanaście osób, dobrą praktyką stosowaną już przez niektóre sądy jest wyznaczanie rozpraw dzień po dniu, bo wtedy łatwiej się przygotować do rozprawy i sędziemu, i pełnomocnikom. Nowe regulacje dają sędziemu możliwości dyscyplinowania stron, także tym działającym bez pełnomocników, dzięki czemu odpowiedzialność za sprawne prowadzenie procesu ciąży w zasadzie tylko na sądzie.

Czy nowelizacja ma jakieś słabe punkty?

U progu wejścia w życie nowych przepisów trzeba szukać ich zalet, a nie wad. Zalet jest bardzo wiele, wady być może się ujawnią, ale na ten moment ich nie dostrzegam. W literaturze wskazuje się oczywiście już dziś na wiele wątpliwości, często o bardzo szczegółowym charakterze, jednak żadna z nich nie przekreśla mojej ogólnej oceny tej nowelizacji jako bardzo pozytywnej zmiany. Szkoda, że przy okazji nie zmieniono także systemu dostępności skargi kasacyjnej, gdyż obecne rozwiązania w tym zakresie są nie do zaakceptowania. W sprawach o szczególnym znaczeniu dla stron, określonym chociażby poprzez wysoką wartość przedmiotu sporu, skarga kasacyjna powinna być dostępna bez żadnych dodatkowych wymogów. Wpłynęłoby to na pewno pozytywnie na jakość sądownictwa, procedura stałaby się też bardziej przewidywalna, bo dzisiaj żaden autor skargi kasacyjnej, choćby najlepszej, nie może być pewien, że zostanie ona przyjęta do rozpoznania.